Puszka Pandory

THE BLUE PROJECT

“Adrift”

Eibon Records (CD 2013) 

W informacji dotyczącej THE BLUE PROJECT pada kilka nazw mi osobiście nie znanych, a będących podobno znaczącymi na włoskiej scenie ambientowej i jej zbliżonych: THE BEL AM, ALBIREON i EKRA. Wokalistka Cristina Anzola pojawiła się już w 1993 roku w tym pierwszym projekcie, który po nagraniu albumu „Eternal Carmine” zniknął raptownie, natomiast Davide Borghi był muzykiem dwóch pozostałych. Faktem, do którego nie zgłaszam żadnych uwag jest natomiast to, że „Adrift” jest debiutem płytowym, ale skoro za tym szyldem stoją ludzie stosunkowo doświadczeni można by mieć spore oczekiwania, a ponadto Eibon Records wydaje rzeczy w taki czy inny sposób wartościowe. Początek jest obiecujący, bowiem „Dualism” to takie połączenie neoklasycznego patosu z żeńskim wokalem i klimatem filmowego soundtracku. Nie razi nawet myk odtworzonych od tyłu do przodu, quasi-orkiestralnych dźwięków. Pomysł jakiś jest i kontynuacja następuje w „Sweet Ground”, gdzie rolę ozdobnika przejmują samplowane piknięcia instrumentu brzmiącego jak harmonica. W „Through the Grey” delikatnie pobrzękuje pozytywka, ale melodie wokalne zaczynają się powtarzać, a elektroniczne tło razi monotonią. W „Oblivion” jest fajny klimat, taki trochę kojarzący się ze szwedzką ARCANĄ z najlepszych płyt, jednak żeński wokal bardziej by się nadawał do jakichś gothic metalowych plumkań niż do sakralno-filmowych brzmień, jakie spełniają rolę wiodącą od strony muzycznej. „The Lighthouse Prayer” jest w dużej mierze zrzynką z „The Summoning of the Muse” DEAD CAN DANCE, a do tego nie wiem czemu mają służyć wysamplowane partie chórów odtworzone od końca do porządku i zapętlone w nijaką mantrę. Takich miniatur jest na „Adrift” jedenaście (dwunasty utwór to ponad 9-minutowy”The Glass Child” z gościnnym udziałem Riccardo Spaggiari’ego z ATARAXII) i tak na dobrą sprawę tylko dwie czy trzy brzmią choć trochę interesująco. W tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na „Without Looking Back”, który klimatem i wokalami przypomina te spokojniejsze kompozycje SIOUXXIE AND THE BANSHEES. Za dużo tutaj jednak powtarzalnych, zasłyszanych już na innych płytach tego typu i zanadto minimalistycznie zrobionych motywów, które nie robią nawet w połowie takiego wrażenia, jak na przykład na albumie greckiego INSCISSORS - „Mnemosyne & The Structure of Time”, gdzie wokale Angel W. Black świetnie współgrały z kompozycjami Vincenta Andelmotha. Owszem, nastrój na „Adrift” jest swoiście mistyczny, ale psują go niezbyt udane pomysły na linie melodyczne wokali i uparte trzymanie się zapętlonych dźwięków, które wcale nie umilają tych około 50 minut, bo tyle trwa ten album.

ocena: 3/ 10

www.eibonrecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-