Puszka Pandory

VULTURES QUARTET WITH SCHUYLER TSUDA

?Sui Generis?

Zoharum (CD 2013) 

Kolorystyka okładki tej płyty i pierwsze odczucia mogą prowadzić do skojarzeń z jakimś wydawnictwem z kręgów industrialnych, a nawet mroczno-metalowych. Tymczasem uważniejsze wpatrzenie się w obrazek na froncie przynosi kompletnie inne wrażenia, bowiem zilustrowano tutaj postać ludzką ze sztućcami w rękach i archaiczną rybą zamiast głowy. W tle postindustrialna wizja naszej planety, co widać dokładniej na tylnej okładce. Czy to oraz nazwa wykonawcy coś Wam mówią? Pewnie nie, ale bez obaw - mi też to nic nie mówiło, dopóki nie zacząłem wsłuchiwać się w dźwięki wypełniające ten iście awangardowy twór Schuylera Tsudy oraz trzech zaprzyjaźnionych z nich ludzi, czyli najbardziej znanego mu Willa Connora, odpowiedzialnego za obsługę różnych instrumentów perkusyjnych, często złożonych z fragmentów metalu i złomu oraz Anthony?ego Donovana i Matta Chiltona, którzy pomagają im przy obsłudze elektroniki, laptopów i różnych innych akcesoriów. Ale to chyba jeszcze nic nie mówi, bowiem OK, elektronika jest, różne hałasy też, ale jaka jest myśl przewodnia ?Sui Generis?? Cofnijmy się do momentu, gdy Uniwersytet Minnesota w Minneapolis pomógł im bardzo mocno, udostępniając dobrej jakości syntezatory oraz cały ekwipunek orkiestralno-instrumentacyjny. Podczas tej sesji powstały ponad 4 godziny różnych dźwięków, z których muzycy złożyli specyficzny kolaż, a ten słychać właśnie na tym krążku. Wbrew pozorom, z muzyką i orkiestralnością nie ma on kompletnie nic wspólnego, bo ogólnie mamy tu do czynienia z dźwiękami mocno improwizowanymi, na pierwszy rzut ucha całkowicie bezładnymi i mającymi więcej wspólnego z awangardowym jazzem i czysto awangardową muzyką współczesną wywodzącą się w prostej linii od kompozytorów w rodzaju Karla Heinza Stockhausena czy naszego Krzysztofa Pendereckiego, aniżeli z szeroko pojętą elektroniką czy noise/ambientem, choć elementy hałaśliwe, przestrzenne i rytualistyczne są tutaj wszechobecne. Przede wszystkim jednak, mamy na tej płycie kompozycje bez wyczuwalnych struktur, linii poszczególnych instrumentów, nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek rytmie czy melodyce. Bardzo trudno się odbiera ten ciąg stukotów, popukiwań, kołatań, popiskiwań, zgrzytów, szumów, sprzężeń i dysonansów podszytych surrealistyczną atmosferą i iście abstrakcyjnym, kolażowym podejściem do materii dźwiękowej. Zresztą jeden z tytułów, napisany nota bene z błędem - ?Max Ernst In Arizona? dużo o tym mówi, albowiem tytułowy Max Ernst był jednym z najwybitniejszych surrealistów okresu międzywojennego w XX wieku, ale z tego co mi wiadomo, w Arizonie nigdy nie był. Wiele to mówi o ogólnych założeniach tego wydawnictwa i tej inicjatywy, która znajdzie może niewielu popleczników, ale za to z pewnością ich zadowoli. Resztę przestrzegam przed ?Sui Generis?, bo to pozycja nie tylko trudna w odbiorze, ale także silnie oddziaływująca na podświadomość.

ocena: 7/ 10

www.zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-