Puszka Pandory

MANINKARI

?Continuum Sonore 7>14?

Zoharum (CD 2014) 

Nie miałem dotąd okazji poznać twórczości MANINKARI, a już zwłaszcza - w odniesieniu nowego wydawnictwa wypuszczonego nakładem Zoharum - pierwszej części ?Continuum Sonore? z 2012 roku, a więc trudno mi porównywać dźwięki z drugiej odsłony, swoistej kontynuacji tego albumu. Mogę jednak wypowiedzieć się na temat tego, co usłyszałem, a co jest wspólnym dziełem braterskiego duetu z Francji w osobach Frederica i Oliviera Charlot. A jest to mikstura specyficznie pojmowanej muzyki klasycznej i neoklasycznej, muzyki improwizowanej oraz elektronicznej. Muzycy nie ograniczają się do używania wyłącznie syntezatorowego instrumentarium, ale bazując na inspiracji szeroko pojętą muzyką awangardową, klasyczną i filmową wykorzystują również smyczkowe brzmienia, instrumenty perkusyjne i różne ozdobniki nieznanego bliżej pochodzenia. W notce pojawiają się nazwy bodhran czy santoor, a więc znowu jest okazja, by wygooglować co nieco jeśli przyjdzie ciekawość cóż to za wynalazki i w związku z tym wiadomo już, że MANINKARI to eksperymentatorzy i swego rodzaju alchemicy dźwięku. Otwierająca płytę siódma część ?Continuum Sonore? to oparta na smyczkach kompozycja bez większej dramaturgii, natomiast ósma odsłona to minimalistyczny, płynący bardzo cichutko i leniwie dark ambient. W przypadku kolejnego fragmentu nasuwają się skojarzenia z DESIDERII MARGINIS, które do ambientowego tła wczepia brzmienie gitary akustycznej, natomiast Francuzi ozdabiają swój utwór dodatkowo jeszcze o smyczkowe improwizacje. Dziesiąta część jest mocno ?kosmiczna? i jakby bardziej w klimatach tradycyjnej muzyki elektronicznej spod znaku TANGERINE DREAM, a jedenasta kontynuuje tę atmosferę, tyle że wnosi ponownie transowość wygrywanego przez altówkę motywu. Kolejne dwie odsłony tej opowieści to w dalszym ciągu snujący się ambient gdzieś z zaświatów połączony z nawiedzonymi klimatami i brzmieniami, w tych częściach jakby bardziej mroczny i straszliwy, ale szczęśliwie końcówka przynosi odrobinę światła nie tak ponurą częścią oznakowaną numerem 14. Nie dziwi mnie, że panowie Charlot już mają na koncie soundtracki do filmów krótkometrażowych bliżej mi nieznanego Thomasa Pantalacciego, ale na swoim autorskim albumie nie mieli już takich ?filmowych? ambicji i starali się jedynie o stworzenie post-industrialno - ambientowego wydawnictwa, jedynie wzbogaconego różnymi dziwnymi smaczkami, które jednak nie do końca przekonuje i nie zawsze wciąga po uszy. Niemniej jednak, jest coś w tej muzie, co przynajmniej chwilami daje się ponieść tej specyficznej aurze jakby nie z tego świata.

ocena: 7/ 10

www.maninkari.fr


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-