Puszka Pandory

NAGAMATZU

?Neural Interval?

Zoharum (2 CD 2014) 

Do tego, że Zoharum odgrzebuje rzeczy nieco przeoczone i praktycznie niedostępne od lat zostaliśmy już przyzwyczajeni. Również do tego, że odkryć można dzięki trójmiejskiemu kolektywowi takich wybitnych artystów, jak Robin Storey i jego RAPOON. Pewnym novum będzie sytuacja wiążąca się z NAGAMATZU, oto bowiem zespół, o którym zupełnie zapomniano na tym padole, choć swego czasu kilku fanów miał i dzięki jednemu z nich, czyli Joshowi Cheonowi z firmy Dark Entries z San Francisco, który wypuścił po latach winylowe wersje dwóch pierwszych kaset NAGAMATZU, materiał stworzony przez tę brytyjską grupę dotarł i do Polski, a tu Zoharum wiedziało co dalej z tym zrobić. ?Neural Interval? to zestaw praktycznie wszystkich nagrań tego zespołu, na który składają się trzy kasetowe albumy: ?Shatter Days? z 1983 roku, ?Sacred Islands of the Mad? z 1986 roku i ?Igniting the Corpse? z 1991 roku, 12-calowy maxi-singiel ?Space Shuttle Shuffle? z 1987 roku oraz niepublikowana wersja jednego z popularniejszych numerów NAGAMATZU - ?Lift Off? (w tak zwanej wersji video). Dodatkowym smaczkiem jest to, że w składzie tego bandu był znany między innymi z wydawnictw Zoharum Andrew Lagowski. Można oczywiście posłuchać tego dwupłytowego albumu w kolejności chronologicznej, jednak ja zacznę tak, jak to jest na tym wydawnictwie - starsze rzeczy mamy na dysku drugim, a te nowsze - na pierwszym. ?Igniting the Corpse? to materiał już z ostatniej dekady poprzedniego stulecia, gdy w muzyce elektronicznej zmieniło się wiele, ale dźwięki z tej kasetowego materiału wciąż mocno osadzone są w latach 80-ych, gdy działały z powodzeniem takie grupy, jak ALIEN SEX FIEND, CABARET VOLTAIRE, ale i te, które stworzyły post-punk, cold wave i inne, bliższe rockowi stylistyki. A warto wiedzieć na samym początku, że NAGAMATZU to generalnie nie tylko czysta elektronika, bowiem mocno jest tutaj akcentowany bas (przynajmniej w tych kompozycjach, w których jest obecny), a czasem pojawiają się też mniej lub bardziej zniekształcone partie gitar. Wszystko to jest jednak osadzone przede wszystkim w syntezatorowo - programowanym sosie, okraszone samplami (także różnych głosów) i dziejące się gdzieś na pograniczu eksperymentu i muzyki tanecznej. Nie ma co się spodziewać żadnego łupu-cupu, a skażonego industrialem rytmicznego ataku w stylu lekko przypominającym mi ALIEN SEX FIEND, tyle że bez tych agresywnych wokali i może chwilami bardziej przestrzennego w swojej wymowie. ?Igniting the Corpse? jest więc przetransponowanym na elektronikę post-punkiem, cold wave i niszową dance music w jednym. Nie jest to rzecz bardzo łatwa w odbiorze i tutaj mogę rzucić jeszcze jedną nazwę - G.G.F.H., która szokowała swego czasu na scenie wokółmetalowej (ich wydawcą był pododdział znanej z wydawnictw MY DYING BRIDE, AUTOPSY czy ANATHEMY Peaceville Records) swoimi kolażami dźwiękowymi. Na tym materiale jest podobnie i choć brzmienie nie zachwyca, a i same pomysły zdają się być teraz, z perspektywy czasu dość archaiczne, to jest to rzecz godna posłuchania, wszak pod warunkiem, że ktoś lubi takie mikstury nie do końca czysto elektroniczne i nie za bardzo rockowe. Trzy ostatnie utwory z pierwszego dysku są wcześniejsze o cztery lata od rzeczonego materiału i to jeszcze bardziej surowe twory Andrew Lagowskiego i Stephena Jarvisa, w których nieco więcej jest gitarowych i basowych brzmień i tu również możemy usłyszeć jedną z trzech wersji numeru ?Lift Off? z charakterystycznym odliczaniem na początku.
Dysk numer 2 daje nam okazję cofnąć się jeszcze bardziej w czasie i najpierw dostajemy 11 utworów pochodzących z 1986 roku. ?Sacred Islands of the Mad? otwiera najwcześniejsza i najkrótsza wersja ?Lift Off?, jeszcze bardziej osadzona w latach 80-ych i przypominająca elektroniczny remiks któregoś z utworów THE CURE z okresu ?Faith? czy ?Pornography?. Dalej zresztą jest podobnie i gdyby nie ta silniej akcentowana elektronika, automat perkusyjny i brak wokali, to ma się wrażenie, że słyszymy grupę będącą jakimś młodszym kuzynem słynnych Kjurów. Nie takim interesującym, ale na pewno frapującym. Cztery ostatnie kawałki to najwcześniejsze oblicze NAGAMATZU, jeszcze z trzecim muzykiem w składzie - wokalistą i klawiszowcem Andrew Fleckem, ale o dziwo znacznie mniej tutaj cold wave?owych brzmień, a więcej transowego pre-electro, a wokale pojawiają się dość rzadko i są rodzajem lekko zniekształconych deklamacji (?Faith?). Jedynym wyjątkiem jest będący pod wpływem JOY DIVISION ?Deliberation?. Całość jest sporą ciekawostką i może w epoce, gdy chętnie wraca się do dźwięków z przeszłości (i tych bardziej, jak i mniej znanych) może zainteresuje parę osób z nowszych pokoleń.

ocena: 7/ 10

zoharum.bandcamp.com/album/neural-interval


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-