Puszka Pandory

IN MEDITARIVM

"The Great Limbo"

Wrotycz Records (CD 2010) 

Gdybyśmy mieli rok 1996, 1997 lub 1998, założę się, że IN MEDITARIVM byłby w tej chwili, jeśli nie nadal aktywnym i spijającym śmietankę kultowej popularności w pewnych kręgach projektem, to na pewno swego czasu byłby uważany za jednego z nowatorów pewnego stylu i zostawiłby po sobie wyraźny ślad na upchanej różnym szajsem scenie dark ambientowej. Niestety, Oleg Kolyada urodził się na Ukrainie, a nie w Skandynawii, więc nie miał szans, by jego twory ukazały się na przykład ze znaczkiem szwedzkiej Cold Meat Industry. Skąd te przypuszczenia? A stąd, że "The Great Limbo", ze swoim bogactwem apokaliptycznej i bardzo przestrzennej muzyki, to wydawnictwo co najmniej dorównujące płytom, które CMI wypuszczało w owym płodnym dla takiej muzyki okresie. Na tym krążku pobrzmiewają pomysły zbliżone do tych z albumów MORTHOUND, CON SONO, ARCHON SATANI, ORDO EQUILIBRIO i tym podobnych. Z pozoru bardzo oszczędne, wręcz minimalistyczne, ale ileż w nich kłębiącego się niepokoju, rytualności, transowości i tajemniczości. O ile jeszcze sam początek w postaci "Limbo Catharsis" to bezkres monotonnej nudy, to z dalszego zestawu na nowo nagranych utworów oryginalnie pochodzących z 1998 roku (już wiadomo skąd i dlaczego wzięły się takie, a nie inne inspiracje) można wyróżnić swobodnie kilka świetnych fragmentów, z "Gonfalon of Death", "Sodom Regained", "Badlands Angelus" i "Mortal Clay" na czele. Co prawda im bliżej końca, tym limit świeżych pomysłów się już kończy i powielane są idee z wcześniejszych nagrań, ale jakkolwiek podchodzić do tych dźwięków - wciąż mają ten specyficzny, apokaliptyczny charakter i posmak. Wrotycz Records nie miało do tej pory w swoim katalogu tak brzmiącego i tak nihilistycznego w swojej wymowie albumu, lecz po raz kolejny jest to dowód na to, że poznańska firma nie zamyka się na żadne dźwięki spod znaku ambitnej i mrocznej elektroniki czy tym podobnych rzeczy, które już z używaniem takiego instrumentarium mają niewiele wspólnego. Warto jeszcze dodać, że grafiki na "The Great Limbo" przygotowała Kati Astraeir i obrazują one prawie w stu procentach atmosferę tego wydawnictwa. A więc co? Czasem zaglądanie pod powierzchnię popłaca? Zdecydowanie tak, choć ocenę wystawiam IN MEDITARIVM cokolwiek ostrożną. W końcu gdyby to był rok 1998 i ktoś inny wskazał drogę temu ukraińskiemu projektowi bliżej świata... Ale to już zupełnie inna historia...

ocena: 7/ 10

www.myspace.com/inmeditarivm


www.wrotycz.com


www.myspace.com/wrotyczrecords


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-