Puszka Pandory

AUTHOR & PUNISHER

?Melk En Honing?

Housecore Records (CD 2015) 

Nie dziwię się wcale Phillipowi H. Anselmo, że szczena mu opadła, gdy wszedł do studia, gdzie nagrywał swój najnowszy materiał Tristan Shone i jego jednoosobowy projekt AUTHOR & PUNISHER. Słynna jest już jego reakcja na to, co usłyszał będąc w tej sytuacji samemu producentem i wydawcą tego czegoś. O ile głośno zrobiło się już przy okazji poprzedniego albumu „Women & Children”, ale oprócz tego było sporo niedomówień i znaków zapytania, to „Melk En Honing” powinien rozwiać wiele z nich, a niedowiarkom zmazać z facjaty szyderczy bądź ironiczny uśmieszek. Tristan stworzył rzecz dość niekonwencjonalną, oto bowiem korzystając ze zbudowanych przez siebie maszyn do tworzenia dźwięków zwanych ‘drone machines’ i ‘dub machines’ oraz swojego głosu, stworzył twór absolutnie muzyczny, łączący w sobie odhumanizowany industrial/noise, apokaliptyczność doomu i niezwykłe harmonie wokalne, a nawet coś w rodzaju orkiestracji zabarwiających ten hipnotyczny materiał w sposób do tej pory cholernie rzadki w jakimkolwiek gatunku muzycznym. Zamiast gitar i basu my więc tutaj różne oryginalne urządzenia skonstruowane przez wyedukowanego w inżynierii Tristana, a wszelka elektronika nie do końca brzmi elektronicznie, co jest swoistym paradoksem. Do tego wszystkiego, mimo zupełnie nieortodoksyjnego instrumentarium, to same kompozycje mają swój wewnętrzny rytm podkreślany nieśpiesznym tempem automatów, a żeby było ciekawiej, to ich struktury są często zbliżone do standardowych piosenek. Oczywiście nie są to utwory w sensie komercyjnym przystępne, bo bliżej im do bezdusznej atmosfery dokonań GODFLESH, SKINNY PUPPY, MINISTRY czy THE YOUNG GODS, ale osadzonej mocno w doom metalowej ponurości i wspomnianych wokalizach, którym bliżej do swoistej mantry w stylu Ala Jourgensena z MINISTRY lub jakby w opozycji do odhumanizowanego rytmu zdają się być czasem śpiewne, jak by do Tristana dołączył na przykład Adrian Belew (ex-KING CRIMSON), a przykładem niech będzie „Shame”. To niesamowite, jak nośne i na swój sposób chwytliwe i epickie wydają się takie fragmenty, jak „Cauterize”, a o tym, że zgrzytliwe hałasy i rzężąca linia syntetycznej a la gitary świetnie współgra z partią pianina przekonuje apokaliptyczny „Disparate”. Momentami, zwłaszcza w tych ciutkę bliższych doom metalowi fragmentach, miałem wrażenie, jak bym słuchać bardziej odhumanizowanego NIGHTLY GALE, co mi osobiście również przypasowało. Rewolucji więc nie ma, ale ewolucja AUTHOR & PUNISHER zdecydowanie zaskakuje in plus.  
 

ocena: 8/ 10

www.tristanshore.com


www.authorandpunisher.bandcamp.com


www.thehousecorerecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-