Puszka Pandory

ECHOES OF YUL

?The Healing?

Zoharum (CD 2015) 

Swego czasu wymieniano nazwę ECHOES OF YUL w jednym rzędzie z TIDES FROM NEBULA i sam pamiętam, że mimo że oba zespoły na samym początku może nie były czymś szokująco nowym, a wręcz w jakiś tam sposób nieco opóźnionym wobec zjawisk poza granicami Polski, to dzięki nim coś ruszyło na tej szeroko pojętej scenie post-rockowo/metalowej. Pojawili się mniej lub bardziej interesujący następcy, ale tych pierwszych często cechuje to, że chcą zawsze wychodzić przed szereg i być o co najmniej dwa kroki przed innymi. Może TIDES FROM NEBULA, wedle niektórych, postąpiło zachowawczo i jedynie ewoluuje w pewnym znanym kierunku (inna rzecz, że robi to świetnie i liczą się z nimi już i poza granicami kraju), ale przypadek ECHOES OF YUL potwierdza, że to grupa, a właściwie w tej chwili już tylko one-man band, poszukująca, dość amorficzna i elastyczna muzycznie. Coś z atmosfery zatytułowanego tak jak nazwa zespołu debiutu jeszcze pozostało, ale to już jednak dużo inne dźwięki, co zresztą Michał Śliwa (jeszcze wraz z kolegami) sygnalizował już na albumie „Cold Ground” z 2012 roku, a co podkreślił na bardzo długiej epce „Tether”, wydanej w 2014 roku przez Zoharum. Ten przeskok ujawnił się i u nas w Mrocznej Strefie, bowiem ten opis tego pierwszego materiału znajdziecie wśród bardziej metalowych recenzji, natomiast tego drugiego już w „Puszce Pandory”, podobnie jak tego, który czytacie, a tyczącego się już znowu tak zwanego długograja, choć trwa o (sic!) połowę krócej niż wspomniana epka. ECHOES OF YUL snuje tutaj osiem opowieści osadzonych na motywach zebranych z różnych stylistyk muzycznych i obok swoiście traktowanego post-rocka czy shoegaze znajdziemy tutaj nawiązania do soundtracków filmowych, kraut-rocka, dubu, trip-hopu i rockowej awangardy. Te instrumentalne, jedynie momentami wspierane samplami głosów kompozycje to misz-masz różnych wpływów i kolejny krok ku odnalezieniu przez Śliwę własnej niszy, która nie potrzebuje nalepek i szufladkowania, bowiem każdy z utworów to swoiste, muzyczne opowiadanie. Jednocześnie da się wyczuć, że wspomniana epka „Tether” była z jednej strony swoistym eksperymentem (w postaci na przykład remisów wcześniejszych utworów), a jednocześnie jedynie preludium do zupełnie innego potraktowania materii muzycznej, a tę teraz cechuje przede wszystkim eklektyzm. „Ester” nawiązuje na przykład do starych soundtracków filmowych, „The Trick” to taki orkiestralny, pełen niepokoju ambient z wyrazistymi gitarowymi motywami i jednocześnie (przynajmniej momentami) najmocniej nawiązujący do ciężkiego post-metalu kawałek na płycie, a „Diorama” jest bardziej stonowana i zdominowana przez czyste brzmienie pianina. Bardziej eksperymentalnej natury jest „Apathy Rule”, „Organloop” i tytułowy „The Healing” to swego rodzaju klimatyczny doom/post-rock, „Gush” brzmi przestrzennie i ‘kosmicznie’, natomiast końcówka, czyli „The Belter Days” to już feeria filmowych wręcz brzmień z lat 70-ych w nowoczesnej oprawie i jednocześnie coś w rodzaju promyka nadziei na tym dość introwertycznym i niezbyt wesołym wydawnictwie. ECHOES OF YUL po raz kolejny zaskoczyło i udowodniło, że jest już blisko swojego rozpoznawalnego stylu.    
 

ocena: 8/ 10

www.echoesofyul.com


www.facebook.com/echoesofyul?ref=ts


www.myspace.com/echoesofyul


echoesofyul.bandcamp.com


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-