Puszka Pandory

EXPO 70

"Corridors To Infinity / Star Coloured Clouds"

Zoharum Records (2 CD 2014) 

Istnieją dwie możliwości. Albo podczas mojej przygody z muzyką coś wyraźnie mnie ominęło, albo EXPO 70 to projekt jak żaden inny. Wydawca trafnie porównuje jego granie np. do TANGERINE DREAM, ASH RA TEMPEL czy SUNNO ))), albowiem wszystkie akty o wyszczególnionych wyżej nazwach wykorzystują bardzo podobne środki dźwiękowej ekspresji, dzięki czemu ich utwory są sobie bezapelacyjnie bliskie pod względem formy, ale również poniekąd medytacyjnego klimatu, jakim są nasiąknięte. Nagrania EXPO 70 wskazują jednak dodatkowo na powinowactwo z tymi elementami rocka psychodelicznego czy niejako wyrosłego na jego niwie progresywnego przełomu lat 60. i 70., które stanowiły o wizjonerskim bądź improwizowanym charakterze co poniektórych rzeczy wpisujących się w standardy tych konwencji lub ogólnikowo zdefiniowane przeze mnie ramy czasowe. Odpowiedzialny za projekt gitarzysta Justin Wright mógł zaczerpnąć jego nazwę od międzynarodowych targów architektonicznych, zorganizowanych w Japonii w 1970 roku - gdyż odbyły się one pod identyczną egidą - ale, gdy tylko ujrzałem logo tej grupy od razu pomyślałem o tych wszystkich, nawiązujących do starych dobrych czasów, retro kapelach, które niejednokrotnie mogłyby aspirować przecież do miana godnych następców dinozaurów rocka na współczesnej scenie i zdaje się, że nie pomyliłem się w stopniu znacznym. EXPO 70 to oparty o gitarowo-syntezatorowe brzmienia drone z zapętlonym tu i ówdzie beatem analogowego automatu perkusyjnego, ale niech mnie dzicy zjedzą jeśli nie da się tu zwęszyć ducha improwizowanych bądź psychodelicznych partii właściwych wydawnictwom z katalogów PINK FLOYD, THE DOORS, THE PRETTY THINGS, wczesnego GENESIS czy innych, lubujących się w muzycznych odlotach, grup. A odlecieć można przy tym wydawnictwie bardzo daleko, gdyż łącznie dostajemy na nim ponad dwie godziny materiału o zdecydowanie mało szablonowym usposobieniu. Tak naprawdę są to dwa odrębne albumy, choć pewnie z racji tego, że oba powstawały w roku 2009, Zoharum Records zdecydował się wydać je na jednym, dwudyskowym wydawnictwie CD, które - muszę przyznać - wyszło tej wytwórni nad wyraz gustowne. Ukazało się bowiem ono w formie czerwonego minigatefoldu bez książeczki, za to z pozłacaną grafiką i białymi kopertami na każdą z płyt. Zamiast chłodnego zlepku dźwięków, jaki często trafia na rzeczy podobnych artystów dostajemy tu przeważnie granie epatujące brzmieniowym ciepłem i refleksyjnym charakterem częstokroć kojących progresji. Wyjątkiem może być druga odsłona podzielonego na trzy części (i premierowo ukazującego się dopiero teraz, w przeciwieństwie do wydanego pięć lat temu dysku nr. 1) "Star Coloured Clouds", w której mamy przyjemność z muzyką o charakterze właśnie zimnym, mrocznym i na wskroś niepokojącym. Włączmy sobie jednak utwór "Meetings of the Lunar Eclipse", który otwiera stanowiące danie główne CD z albumem "Corridors To Infinity", gdzie pojawia się nawet całkiem konkretnie wyodrębniające się na tle całej tej chmury analogowych plam gitarowe solo, a nie zapominajmy o automacie perkusyjnym, jakim również operuje Jason albo o syntezatorach pod palcami McKinley Jonesa. To, co Wright sączy ze swojego wiosła przenika do głębi słuchacza, uspokajając niczym odgłos szemrzącej w strumyku wody i stanowiąc, jak mniemam, idealną ścieżkę dźwiękową do przemyśleń, medytacji czy spotkań z kumplami o niekoniecznie zakrapianym charakterze. W kolejnym utworze pod tytułem "Black Pyramids Under the Martian Sun" Jason zaprasza do zabawy Matta Hilla czyniącego zadość całej organiczności za sprawą użycia - nomen omen - organów Hammonda. Mimo pozornie mocno oszczędnego kolorytu muzyki EXPO 70 nie można więc odmówić jej formalnego bogactwa i hipnotyzującej natury.
 

ocena: 8/ 10

zoharum.com/index.php?MENU=releases&OD=25&CDS=108


exposeventy.bandcamp.com/album/corridors-to-infinity


zoharum.com/index.php?MENU=bands&id=54


autor: Kępol



<<<---powrót   -INDEX-