Puszka Pandory

SILENCE & STRENGTH

“Saturn Return”

własna produkcja zespołu (CD 2015) 

Któregoś dnia dostałem maila od Stephana Friedmanna, który niejako zapytał czy pamiętam jeszcze wydawany przez izraelską firmę The Eastern Front album SILENCE & STRENGTH pt. “Opus Paracelsum”. Owszem, zapamiętałem go ze względu na tę iście alchemicznie potraktowaną materię muzyczną, zrozumiałą jedynie przez koneserów dziwnych dźwięków, acz na swój sposób logiczną i na pewno intrygującą swoim ezoterycznym przekazem i różnymi niekonwencjonalnymi pomysłami, a także pewnego rodzaju jednolitością „Saturn Return” to powrót po sześciu latach (od wspomnianego „Opus…” minęło już prawie 9 lat) tego jednoosobowego projektu z Izraela i ponownie, od pierwszych dźwięków „The Stone” można przekonać się, że mistyczna, dark ambientowa aura unosi się nad tymi utworami i wręcz je opatula szczelnym całunem tajemniczo brzmiących tonów, odgłosów i szmerów. Minimalistyczna muzycznie, acz zaskakująca równie oszczędnymi wokalami jest następna kompozycja, „In the Night”, w której poza trzaskami i transowymi układami pojedynczych tonów można wyczuć zimnofalowo - post-punkowy klimat z początku lat 80-ych ubiegłego stulecia. „Shabbathai” to już zdecydowanie ritual music ze złowieszczą deklamacją fragmentów „The Eyes of Pharaoh” Aleistera Crowleya i bardzo niepokojącymi odgłosami, co przywołuje klimat jedynej w swoim rodzaju ENDURY sprzed lat. „GOTOS” jest nie mniej opętane i równie minimalistyczne, zaś „Time” opiera się na miarowym rytmie i w zasadzie jest standardową, industrialną kompozycją z oszczędnymi orkiestracjami, ponownie sięgającą do skarbnicy lat 80-ych, ale i 90-ych. Gdzieś w tym wszystkim pobrzmiewają echa PUISSANCE, IN SLAUGHTER NATIVES, wczesnego ILDFROST, ORDO EQUILIBRIO czy ARCHON SATANI. Mroczne, awangardowe i pełne dziwnych głosów jest z kolei „Cultus Sabbati”, po którym następuje mistyczne zwieńczenie całości w postaci ponad 10-minutowego „One Star In Sight” - potężnego, nasyconego elektronicznymi orkiestracjami i emocjonalnymi wokalizami Friedmanna, które przypominają trochę głosem Petera Murphy’ego z legendarnego BAUHAUS. To rzeczywiście zaskakująca i zapamiętywalna końcówka płyty mniej eksperymentalnej, ale równie nawiedzonej jak „Opus Paracelsum” i nawet ciut bardziej interesującej od niej.
 

ocena: 7,5/ 10

silenceandstrength.bandcamp.com/album/saturn-return


www.facebook.com/silenceandstrengthmusic


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-