Puszka Pandory

SINDRE BJERGA & MICROMELANCOLIE

“Invisible Paths”

Zoharum (CD 2015) 

W sumie mógłbym, opierając się wyłącznie na materiałach promocyjnych od Zoharum, napisać, że wspólne przedsięwzięcie norweskiego muzyka, któremu dano na imię i nazwisko SINDRE BERGA oraz polskiego twórcy Roberta Skrzyńskiego aka MICROMELANCOLIE, polega na tym, że obaj panowie posklejali dwa utwory na „Invisible Paths” na zasadzie: trochę on, trochę ja. Czyli obaj coś pomyśleli, mailami się wymienili, fale, na jakich nadawali jako twórcy czy dźwiękowi kolażyści pokrywały się w pewnym sensie, więc poprzesyłali sobie sample, powymieniali pomysłami i tak to powstało. Wystarczyłoby dopisać, że brzmi to tak czy siak i już. Tymczasem nie mamy tu aż tak oczywistej sytuacji i chociaż efekt końcowy pozbawiony jest jakichkolwiek linii melodycznych czy czegoś, co można by tak określić, to w jakimś stopniu jest to rzecz przemyślana i której parę dni, a raczej - jak sądzę - wieczorów czy nocy obaj panowie poświęcili, by stworzyć z tego coś sensownego. Bo faktycznie, na pierwszy rzut ucha, mamy tutaj ciąg nagranych w takim czy innym miejscu dźwięków, które składają się z mechanicznych odgłosów, fragmentów rozmów w języku norweskim (to głównie w części pierwszej), bezładnych trzasków i ambientowych plam, co wiem, że w przypadku Roberta Skrzyńskiego przełożyło się na jego wkład w postaci całej mistycznej, minimalistycznej, ambientowej otoczki, a Sindre Berga dorzucił tutaj sample głosów i pewnie coś jeszcze, natomiast nigdzie w necie nie dowiecie się, jak to było naprawdę, bo zazwyczaj twórcy zarzucają na to płachtę (lub jak kto woli -  kotarę) tajemniczości, a słuchacz ma po prostu obcować z tym, co odbierze na płycie, bądź w postaci cyfrowych plików. Tak najczęściej funkcjonują rzeczy z kręgów post-industrialnych czy ambientowych, czy jak to sami nazwiecie. W przypadku „Invisible Paths” już sam tytuł zaświadcza, że to nie oko ma otrzymywać oczywiste bodźce, jak to bywa z obrazem przekazywanym za pośrednictwem odbiornika telewizyjnego czy monitora komputerowego, ale ma zadziałać wyobraźnia na podstawie tego, co usłyszy ucho. Świadomy minimalizm całości to jedna rzecz, a druga, że trochę jednak pomysł przerósł obu twórców, bowiem w epoce multimediów tego typu materiały są już czymś wybitnie niszowym i tylko niszowym. I o ile znakomity swoją drogą album FORRESTDRONES „Najas Flexilis Exequiae” (kolejny z projektów Roberta Skrzyńskiego) mógłby być świetnym soundtrackiem do mrocznego, naturalistycznego i pozbawionego pseudo-wydumanej (tyczy się to drugiej części) fabuły „The Blair Witch Project”, to „Invisible Paths” jest na tyle bez wyrazu i bez myśli przewodniej, że nie odnajduję tego materiału w żadnej sferze. A już w szczególności druga połowa drugiego z utworów prowadzi już wyłącznie w nicość. I to uważam za mało twórcze i nieprzemyślane ze strony tego dwuosobowego tworu. Jednocześnie czas spędzony z tym albumem nie jest tak całkowicie zmarnotrawiony, ale nie spodziewając się niczego szczególnego, spodziewałem się czegoś więcej…         
 

ocena: 6/ 10

www.facebook.com/sindre.bjerga


sindrebjerga.wordpress.com


www.coughserenades.com


www.facebook.com/coughserenades


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-