Puszka Pandory

THE MAGIK WAY

“Curve Sternum”

Sad Sun Music (CD 2015) 

Śmieszą mnie już teraz wspomnienia, gdy odżegnywano mnie od czci i wiary, że zamiast wspierać ‘radosną twórczość’ co niektórych artystów, którzy wywodzili się z kręgów metalowych i zaczęli obok lub zamiast tego uprawiać poletko klawiszowego dark ambientu na wzór MORTIISa, zwracałem się w stronę zagranicznych produkcji, a które, jak wiadomo to już to teraz, z perspektywy czasu, wyprzedzały pewną epokę i basta! Ale z drugiej strony, gdy wspierałem takowych, najczęściej lokalnie działających muzyków, to też wiele gromów potoczyło się pod moim adresem i słyszałem teksty, że suportuję beztalencia lub znajomków. Dzięki temu jednak powołałem do życia wiele lat przed innymi dział „Puszka Pandory”, który działał przez lata jako część zdecydowanie metalowej audycji „Mroczna Strefa”, a potem jako integralny i trwający po dziś dzień dział strony internetowej webzina o tej samie nazwie z przeznaczeniem dla ciekawskich i chętnych poszukiwania innej strony mrocznych i dziwnych dźwięków, a tych - jak się okazuje - nie brakuje wciąż i wciąż. Kto to pamięta i wie o co kaman - szacun dla niego, kto nie - kij mu w oko. Lata 90-te były w ogóle wybitnym czasem w muzyce metalowej i tej, po którą zwrócili się nienasyceni wyłącznie gitarowym jazgotem fani, co już teraz jakby rzadziej pozostaje elementem poszukiwań, a częściej ciekawostką i elementem dalszych, bezsensownych przepychanek. Weźmy choćby takich muzyków THE MAGIK WAY, którzy kojarzyć się będą zawsze z black metalowymi pionierami we Włoszech - MORTUARY DRAPE, a powołali do życia w końcówce lat 90-ych i zupełnie na boku enigmatyczny twór, można by rzec, że specyficzną komunę czy też organizację i ta doprowadziła do tego, że pozostali niedocenieni przez wiele lat, ale dzięki temu doczekali się, przynajmniej we Włoszech kultowego statusu i w 2013 roku odświeżono ich niepublikowane nagrania na albumie „Materia Occulta 1997-1999”, co okazało się wstępem do powrotu tego tworu na scenę. Wkrótce potem muzycy MORTUARY DRAPE, działający w bliżej niesprecyzowanym zestawieniu, postanowili powrócić do idei THE MAGIK WAY i oto w 2015 roku Sad Sun Music opublikowało premierowy materiał „Curve Sternum” i tutaj na chwilę powrócę do pewnego tematu, który wzbudza wiele kontrowersji nadal, a ja nie mam zamiaru siedzieć w tej sprawie cicho. Przez dwadzieścia lat wiele się zmieniło na scenie muzycznej, grono ludzi, do tej pory kojarzonych głównie z metalem zaczęło otwierać się na inne dźwięki, co w naszym kraju zaowocowało choćby inicjatywą bardzo interesującego, papierowego magazynu „Noise” (zajrzyjcie do niego, zanim zaczniecie bezcelowo hejtować), ale nadal uderzające jest to, że mniejsza garstka ludzi, którzy już całkowicie zortodoksiali w swoim zaślepieniu twierdzi, że metalowcy nie powinni brać się za granie lub opisywanie rzeczy spoza tej nie-do-końca-metalowej stylistyki. Cały paradoks polega na tym, że właśnie metal okazał się fundamentem, który przyjął najwięcej elementów zewnętrznych i przez cholerne ćwierć wieku, pozostając tak samo ruchem identyfikującym najwięcej ludzi sprzeciwiającym się wielu schematom (choć niektórzy uważają inaczej), stał się stylistyką najbardziej otwartą na wszystko, niż te wszystkie ortodoksyjne ruchy, do dziś nie dopuszczające zewnętrznych wpływów lub skurwione ofertami mainstreamu, do którego wpadły jak ‘śliwki w kompot’. Podobnie jest i z odbiorcami, którzy nie ograniczają się pewnymi ramami, a nadal poszukują, pomijając może jeszcze nie ukierunkowaną młodzież. W tej sytuacji nie będę jednak adwokatem THE MAGIK WAY, bo to, co zapodali na „Curve Sternum”, pewnie w dużej mierze dzięki temu, że będzie kojarzone głównie lokalnie, we Włoszech, to tam stanie się czymś na miarę miejscowego odpowiednika EINSTURZENDE NEUBAUTEN czy SWANS albo uważane za coś nowatorskiego, czemu akurat nie można zaprzeczyć do końca, ale nie oszukujmy się - w tej chwili ten włoski band zabrał się za ukazanie swojego może dojrzałego, ale niewielu interesującego oblicza, które objawia się na wpół akustycznymi nagraniami, opartym przede wszystkim na brzmieniach nieprzekonującego niczym, na poły szepczącego wokalu, akustycznej gitary, basu i perkusjonaliów. Z rzadka wspierają to przesterowane gitary i eksperymentalny duch całości. Nie mamy tu więc do czynienia z rzeczą nowatorską, a raczej przez domkniętą przez pewną przewidywalną rytualność całość, której nie można odmówić pewnej klasy, ale nie ponadczasowości. Z ciekawości więc można posłuchać, lecz rewelacji nie ma co oczekiwać.   
 

ocena: 6/ 10

www.themagikway.com


www.facebook.com/themagikway


www.sadsunmusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-