Puszka Pandory

GOBLIN REBIRTH

?Goblin Rebirth?

Relapse Records (CD 2015) 

Tak naprawdę nie wiem po co komu te wszystkie dziwne pseudo-reuniony muzyków mających swoje najlepsze lata za sobą, a którzy najwyraźniej na fali zainteresowania starym graniem sprzed czterech dekad chcą jeszcze skorzystać na tym przed pójściem na emeryturę. Przykład GOBLIN REBIRTH jest aż nadto wyrazisty, bowiem korzysta z dziedzictwa starego GOBLIN, który zasłynął przede wszystkim tym, że stworzył ścieżki dźwiękowe do kultowych, włoskich horrorów (w reżyserii m.in. Dario Argento) w rodzaju „Suspiria”, „Zombi/Dawn of the Dead” czy „Profondo Rosso”. Formacja, której nazwę poszerzono ze względów prawnych o słówko „Rebirth”, została powołana do życia w 2010 roku przez sekcję rytmiczną oryginalnego GOBLIN w osobach basisty Fabio Pignatelli’ego i perkusisty Agostino Marongolo, do których dołączyli klawiszowcy Aidan Zammit i Danielo Cherni oraz gitarzysta Giacomo Anselmi. Zaczynali oczywiście od odgrywania na koncertach starego repertuaru legendarnej w pewnych kręgach grupy, choć z czasem, aby nie pomyślano, że chcą ‘jechać’ wyłącznie na kawałkach z przeszłości, pomyśleli o nagraniu nowego materiału i oto jest osiem nowych kompozycji. Owszem, nie można odmówić tym utworom ‘filmowej’ ekspresji, klimatu starych horrorów, progresywnego rozmachu i umiejętności posługiwania się sprawdzonymi formułami z lat 70-ych, ale mimo to czuję pewien niesmak słuchając tych wszystkich dźwięków, które stają się wręcz karykaturą, a w najlepszym wypadku - klonem tego, co GOBLIN stworzył dawno, dawno temu. Co z tego, że w „Evil Machine” próbują karkołomnych prób odtworzenia rytmicznych łamańców Roberta Frippa i jego kolegów z KING CRIMSON, gdy ta progresywność brzmi dość groteskowo w połączeniu z vocoderowym głosem, pseudo-melotronowym tłem i nowoczesnym brzmieniem? Nawet takim weteranom wręcz nie wypada mieszać ze sobą lat 70-ych, 80-ych i - powiedzmy - 90-ych w taki sposób, bo narażają się tylko na pusty śmiech odbiorców. Albo czerpiący pełnymi garściami z filmowych tematów Vangelisa „Forest” z żeńskimi wokalizami i solówką a la David Gilmour… Oj, słabe to jest. Albo inaczej - wtórne i pasujące jak pięść do oka. Kilka momentów na tej płycie może przykuwa uwagę, ale są to rzeczy już z cyklu tych ‘bezpiecznych’, brzmiących jak stary GOBLIN (np. „Requiem For X”, „Mysterium” czy „Rebirth”). Wierzę, że szefostwo Relapse Records jest tak czy siak dumne z wydania płyty tym gościom, jednak zainteresowanych twórczością tego zespołu (pod tym oryginalnym szyldem) odsyłam mimo wszystko do tych nagrań z głębokiej przeszłości.
 

ocena: 6/ 10

www.facebook.com/Goblin.Rebirth


goblinrebirth.bandcamp.com


www.relapse.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-