Puszka Pandory

PINK FREUD

“Pink Freud Plays Autechre”

Mystic Production (CD 2016) 

Twórczość PINK FREUD nie jest mi obca, tak jak (w dużo jednak mniejszym stopniu) manchesterskiego duetu AUTECHRE, ale ci drudzy to, przyznam szczerze, trochę nie moja bajka, choć nie można było odmówić tej formacji nowatorstwa w dźwiękach spod znaku ambient, IDM oraz tak zwanej ‘non music’. Pomysł na zrobienie ich dźwięków na jazzowo zrodził się w głowie Wojtka Mazolewskiego już jakiś czas temu, ale dopiero w ubiegłym roku ‘słowo stało się ciałem’ i tak oto otrzymujemy rzecz odważną, ambitną i dość niełatwą w odbiorze. Przełożenie elektroniki, charakteryzujących tę stylistykę specyficznej dynamiki i rytmiki lub takowych brak oraz zupełnie odmiennych harmonii na język jazzowy jest wszak wyzwaniem nawet dla najlepszych. Wprowadzający w płytę „Laughing Quartet” to zdecydowanie najbardziej tradycyjnie pojmowany, połamany rytmicznie, free jazzowy fragment, w którym chyba znający nawet bardzo dobrze AUTECHRE odbiorcy niewiele odnajdą z oryginału. Następujący po nim „Goz Quartet” już ma ślady elektroniki, przestrzennych brzmień i wręcz sopranowych dźwięków saksofonu, a w końcówce już pozostaje tylko specyficzna, jakby syntetyczna (ktoś powie - synkopowa) rytmika. Dopiero po tym utworze uświadamiamy sobie, że PINK FREUD gra ‘na żywo’, bowiem słychać oklaski publiczności, a nagrań dokonano w katowickim Jazz Clubie „Hipnoza”. Kolejnym utworem przerobionym na jazzowo jest „Cichli”, który ma ten nierówny rytm, ale nie tak połamany, jak w „Laughing Quartet” i generalnie jest momentem płyty nawet jak na te standardy dość chwytliwym i na swój sposób przebojowym. Linię melodyczną wręcz można by zanucić, tyle że partie trąbki i saksofonu barytonowego czasem się wzajemnie uzupełniają i dają ten nie normatywny posmak. W „Basscadet” jest więcej improwizowanych dźwięków, ale główny motyw pozostawiony został w swojej bazowej postaci i laik powiedziałby, że to takie mniej agresywne i mniej bitowe PRODIGY. PINK FREUD wykorzystało tutaj zresztą w większości (o ile nie w całości) nagrania AUTECHRE z lat 90-ych, gdy wszelka ambitniejsza elektronika poszukiwała właśnie nowych wymiarów rytmu, harmonii i te wszystkie elementy drum ‘n bass, dubstepu, a nawet tekkno zostały oddane przy użyciu nieco innych środków oraz dęto-rytmicznego instrumentarium (trąbka, saksofon barytonowy, bas i perkusja). W „Pule” rytmika ogranicza się do basowych pochodów, bowiem to chyba najbardziej przestrzenny i klimatyczny utwór w zestawie, „Bike” skupia na sobie uwagę nie tylko zagranymi na dęciakach motywami, ale również przetworzonymi na elektronikę smaczkami. Ze sporym entuzjazmem publiczności spotkały się natomiast dwa ostatnie fragmenty: „Montreal” i „Eggshell”, w których faktycznie świetnie przetworzone zostały struktury dwóch, a nawet więcej światów muzycznych, które korelują ze sobą na różnych płaszczyznach - tej rozimprowizowanej, przekornie melodycznej, przestrzennej i anty-popowej. I choć może nie chodziło o to PINK FREUD dosłownie, bo ten zespół jest z natury daleki od mainstreamu i pewnie walczy o zupełnie inny charakter popularności, to ze swoją ujazzowioną interpretacją AUTECHRE trafił w pomijany przez większość tzw. „artystów” punkt, a do tego powołując do życia wraz z muzykami LAO CHE projekt JAZZOMBIE zapełnił pewną lukę na polskiej scenie. I co, jeszcze macie ochotę oglądać taki ‘cyrk’, jak Eurowizja czy festiwal w Opolu? Dla lepszej edukacji proponowałbym małe koncerty, na których występuje PINK FREUD czy na przykład Off Festival. Metalowcom i fanom ambitnej elektroniki też polecam.      
 

ocena: 8/ 10

www.pinkfreud.art.pl


www.facebook.com/pinkfreudmusic


www.mystic.pl


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-