Puszka Pandory

RAMLEH

“Circular Time”

Crucial Blast Records (2 CD) 

Przez jakiś czas wahałem się gdzie umieścić recenzję tego dwupłytowca brytyjskiego RAMLEH. To, jak by nie patrzeć, pierwsza od blisko dwudziestu lat pozycja z tendencjami bardziej rockowymi w dyskografii tego bandu, ale tak naprawdę oddani i wnikliwi fani kojarzą ich głównie z hałasem spod znaku post-industrial i power electronics, a więc jednak oddajmy „Circular Time” najpierw ich uszom, a pewnie i tak parę osób zaglądających do „Puszki Pandory”, zdecydowanie opowiadających się po stronie ‘rockowej’, jeżeli zechce, to sięgnie w końcu po tę pozycję, aby być zaskoczonym, że ten materiał to zdecydowanie nie sto procent elektroniki i tyleż samo chaosu. Nic więc dziwnego, że pierwszy kawałek na tym wydawnictwie został zatytułowany „Re-entry”, ponieważ oddaje przynajmniej częściowo ideę powrotu do tych bardziej gitarowych brzmień, które odwołują się w równej mierze do space rockowej psychodelii HAWKWIND, jak i post-hardcore’owego hałasowania w stylu wielu kapel z lat 90-ych czy po części również tych z lat 80-ych, które jeszcze tego określenia nie znały, a za to posługiwały się przepastnym pojęciem ‘post-punk’. Podobnie jak ozdobiony szamańską rytmiką, transowo - przestrzenny „Liberty Bell”. RAMLEH można więc po części umieścić gdzieś pomiędzy improwizowanym graniem z odległej, jakże kreatywnej epoki a bardziej matematycznym podejściem współczesnych im wykonawców oraz wpływami szeroko pojętego post-rocka czy nawet post-metalu, a co za tym idzie to jednak muzyka na wskroś wywodząca się z rocka, ale przepuszczona przez doświadczenia zwłaszcza jednego z założycieli grupy Gary’ego Mundy’ego z muzyką od niego odległą. Aktualnie RAMLEH tworzą obok wspomnianego gościa Anthony Di Franco oraz nowy perkusista Martyn Watts. Ktoś zapyta o elektronikę i otóż tak, jest jej tutaj trochę, ale pozycja syntezatorów czy innych sekwenserów nie wychodzi na ogół poza może istotne, ale jednak tło. W takim „American Womanhood” właściwie jej nie ma, a sam utwór jest oparty na nieco przekształconych bluesowo - rockowych strukturach. Również „The Tower” (tym razem, wyjątkowo, przyozdobiony wokalami i wokalizami) jest zbudowany na solidnym fundamencie sekcji rytmicznej, a gitara wycina tutaj z każdą minutą coraz bardziej improwizowane partie. Eksperymentalne w formie i hałaśliwe wykonawczo są z kolei „St. John of the Cross” i „The Ascent”. Na razie wspomniałem jedynie o pierwszym dysku, a i na drugim dzieje się trochę. Gitarowy, jakby nie kończący się harsh noise w „Renessaince Warfare”, skręcający gdzieś w eksperymenty KING CRIMSON z ostatnich dwóch dekad „Flamen Dialis”, transowy i gitarowo rozpasany „The March” i dopiero na końcu trochę porządku wprowadza okraszony nielicznymi wokalami i momentami zwyczajnie hard rockowy „Never Returner”. W związku z tym, że gro utworów jest długa i pozbawiona wokali, to i wkrada się dużo nudziarstwa i niepotrzebnego kombinowania, co w przypadku dwupłytowego wydawnictwa, łącznie trwającego sto i kilka minut potrafi nieźle zrazić (zwłaszcza na dysku nr 2), ale parę momentów tak czy siak jest naprawdę godnych uwagi.   
 

ocena: 6,5/ 10

www.facebook.com/Ramleh-245880515463532


www.crucialblast.net


www.facebook.com/CrucialBlast


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-