Puszka Pandory

RAPOON

?Seeds In the Tide vol. 04?

Zoharum (2 CD 2015) 

To już czwarta część wydawnictwa zbierającego różne rzadkie nagrania RAPOON, tym razem pochodzące z lat 2005-2007 i po raz kolejny można się przekonać, jak wyjątkowy jest projekt Robina Storeya. Aż dziw bierze, iż część tych kawałków zawędrowała na dziwne cedeery lub wydane pokątnie kompilacje i w owym czasie, gdy fama o RAPOON już była znana powszechnie na scenie ambientowej (czy jakkolwiek ją zwać), nikt z możnych wydawców na szeroko rozumianej scenie elektronicznej nie sięgał po nagrania tego projektu. Z całym szacunkiem, ale jakieś składanki, szumnie nazywające się „Listen To Something Different”, „Otherness” czy „Idioscapes”, to jednak nie miejsce dla w sumie nie byle jakich kompozycji Storeya, który chyba jednak pogodził się z rolą outsidera na muzycznym rynku i nie szuka poklasku tam, gdzie byłby uznawany i tak za ‘czarną owcę’. Wstyd jednak przyznać, że gdyby nie Zoharum, to pewnie poznałbym RAPOON dużo później, a tak, to nadrabiam zaległości i z dumą piszę, że udało mi się już zdobyć kilka innych, wcześniejszych pozycji z jego dyskografii z różnych innych źródeł. Z góry więc możecie założyć, że jeśli Diovis pisze o RAPOON, to ocena pod recenzją będzie wysoka. Nie ukrywam, że i tak będzie tym razem, bo nagrania z 2005, 2006 i 2007 roku wcale nie odbiegają in minus od wcześniejszych rarytasów, jak i innych wydawnictw artysty. Przykładowo pierwszy na kompilacji, równo dwudziestominutowy „Seven Pillars of Fire” zwyczajnie jara swoim mrokiem umiejscowionym w nieokreślonej, orientalnej (nawet strach obecnie stwierdzić, że bliskowschodniej) rzeczywistości, którą jeszcze dodatkowo podkreśla jakby odtwarzany od końca dźwięk, ale także naturalistyczne odgłosy i nawiedzone głosy. A dalej jest nie mniej ciekawie. „Hosanna” brzmii przestrzennie i na swój sposób odnosi się do tych najbardziej klimatycznych momentów z legendarnej kompilacji 4 AD „Filigree And Shadow”. Tylko tego odlatującego helikoptera brak… „Hosanna #2” jest równie atmosferyczna i eteryczna, a do tego dochodzą te chóralne zaśpiewy w stylu najbardziej nawiedzonych płyt RAISON D’ETRE. Podobne brzmienia RAPOON uzyskał w „Vertical Drift”, a jej mroczniejszą wersję mamy w „Plainsong”. Zadziwiające jest w tym momencie, jak każdy z kolejnych fragmentów wynika z poprzedniego i podobnie jest w ozdobionym ludzkimi głosami „Untitled” czy momentami bardziej hałaśliwymi „Full Moon Eye” oraz ponownie ‘obudowanym’ głosami „The Moment Screams”. Pełen niepokojących dźwięków, dziwnych wibracji, brzmień i szmerów jest płynący, a przy tym na swój sposób smolisty „A Time Before”, co ma swoją kontynuację w jeszcze bardziej neurotycznym „Telling”. Na koniec jeszcze remiks „Gal-Fel (Informes)”, stworzony przez Xela. Dość zaskakujący, bowiem obfitujący w gitarowe, post-rockowe brzmienia. Jasne, wiele osób stwierdzi, że koniec końców, to głównie odrzuty z głównych sesji nagraniowych, często brzmiące jak szkice właściwych nagrań, ale pamiętajmy, że RAPOON, jak i sam szeroko pojęty dark ambient w jego różnych postaciach, to nie piosenkowy schematyzm, nie jednorodny przekaz, a pewien stan duchowy zaklęty w postaci zestawu bliżej nieokreślonych nut…  
Jest jeszcze dysk numer 2. Koncertowy, zarejestrowany w klubie „Rhiz” w austriackim Wiedniu, w 2006 roku. Bardziej zdynamizowany, momentami nawet rytmiczny, a na pewno nieco kontrastujący z zawartością pierwszej płyty. Jeszcze bogatszy w samplowane chóry, żywe brzmienia pianina, silniej falujące dźwięki, a jednocześnie improwizowany i gdyby nie pewne charakterystyczne dla RAPOON cechy, wielu miałoby problem z umiejscowieniem tych nagrań i przypasowaniem ich do tego czy innego artysty. Ale tak jak wspomniałem - i te koncertowe utwory, stanowiące trwającą trzy kwadranse całość, wypełnia świat wykreowany przez Robina Storeya.    
 

ocena: 8,5/ 10

www.rapoon.net


www.myspace.com/rapoonband


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-