Puszka Pandory

HOARFROST

"Anima Mundi"

Reverse Alignment (CD 2016) 

Udziały gościnne w muzyce niejedno przyjmują oblicze. Jeśli w grę wchodzą nazwiska rozpoznawalne odbywają się one nie bez pożytku dla przynajmniej jednej ze stron, a bardzo często dla obu, choć osobiście chciałbym wierzyć, że radość ze wspólnego muzykowania jest tu motywem nadrzędnym. Niekiedy są spełnieniem marzeń danego artysty, który zaprasza na płytę podziwianego na plakacie, koszulce lub co najważniejsze - okładce płyty idola. Innym razem stoją za nimi względy bardziej pragmatyczne. Raz na jakiś czas, gdy ciała niebieskie ustawiają się we właściwej koniunkcji zachodzi jednak unikalne zjawisko twórczej przyczynowości, kiedy to osobistości zaproszone do udziału w danym projekcie mają w nim do odegrania rolę, jaka złoży się później na całokształt realizowanej wizji. Podręcznikowym i chyba najbardziej jaskrawym przykładem takiego aktu jest AYREON, lecz w poszukiwaniu kolejnych nie musicie dłużej błądzić ze świecą, lawirując między OME, debiutanckim, imiennym albumem SLASH a krążkami IHSAHN bądź NERGARD. Nazwa HOARFROST gościła już chyba w każdym jednym możliwym dziale naszego serwisu i dziwić się temu doprawdy nie sposób. Legitymujący się nią na rynku muzycznym Rafał od lat skutecznie udowadnia, że z tzw. 'muzyki tła' (jak sam określił ją w niegdysiejszym wywiadzie) równie dobrze uczynić można pierwszoplanową, a gdy dodam w tym miejscu, że dając temu świadectwo omija szerokim łukiem rozwiązania natury oczywistej, zrobi się jeszcze ciekawiej, prawda? "Anima Mundi", czyli wydany w roku bieżącym nakładem szwedzkiej Reverse Alignment duży, regularny krążek projektu nie jest potwierdzeniem przybliżonej wyżej metodyki. Jest jej ucieleśnieniem i pomnikiem. Na albumie dedykowanym odpowiedzialnej niegdyś za wizualną oprawę wydawnictw HOARFROST, tragicznie zmarłej Amelii w samym założeniu miało być więcej melodii i miały trafić nań partie zaproszonych do współpracy muzyków. Istniało ryzyko przesady, choć owej zarzucić Rafałowi nie można, bo mimo formalnego bogactwa "Anima Mundi" jest dziełem spójnym, w każdym calu wyważonym czy wręcz wyrafinowanym, a jego poziom z miejsca sugeruje użycie prefiksu 'arcy'. Wątpliwości dotyczące charakteru obecnej propozycji artystycznej projektu rozwiewa już otwierający "Ages of Gaia", w którym dość szybko, acz nieprzypadkowo pojawiają się partie wiolonczeli Katarzyny Bromirskiej z folk metalowego PERCIVAL SCHUTTENBACH, towarzyszące odbiorcy praktycznie już do końca przygody z tą płytą. To między innymi dzięki nim i zgodnie z sugestią wspomnianego tytułu można tu poczuć na własnej skórze oddech matki Ziemi, a przymiotniki takie jak 'starosłowiański' czy 'pogański' same, gwoli opisania klimatu kawałka, wskakują do tego zdania. Jak się później okazuje ma to związek z konceptem "Anima Mundi", wedle którego Gaia jest dla nas Medeą, czyli rodzicielką, która ostatecznie zdradzi swoje dzieci. Podobny temat eksplorowały już wcześniej takie pozycje jak np. "The Mother And the Enemy" LUX OCCULTY, "Storm Is Coming" ONHEIL na polu muzycznym czy "Antychryst" Larsa von Triera w świecie kina, a pani Katarzyna przygrywać na skoczną, sielską nutę na pewno by mogła, choć nie tym razem. Zamiast tego podkreśla pociągnięciami swego smyczka wyczarowane przez Rafała iście ponure, dark ambientowe misterium. Podobnie jak na poprzedniej płycie HOARFROST "Puppets of the Divine Coroner" tak i tym razem partie swe wokalne dostarczyła Hekte Zaren wykazując się niebywałą hojnością, gdyż przywołujące mimowolne skojarzenia z mrocznymi, sopranowymi inkantacjami DIAMANDY GALAS zaśpiewy, melorecytacje i wokalizy w jej wydaniu wypełniły ten materiał niemal dosłownie po brzegi. Zaskakujący prezent zgotował gospodarzowi przedsięwzięcia gitarzysta Valdi Rzeszut (WOJCIECH WAGLEWSKI, MAREK PIEKARCZYK, RATATAM) uzupełniając choćby "In Hopeless Mazes" o mocno eksperymentalne, pachnące dronem solówki. Mistrz ceremonii nie jest jednak odosobniony w swych elektronicznych zmaganiach. Na płycie możemy wszakże usłyszeć noise'owo - industrialne dźwięki spod palców takich person jak Tomasz Twardawa (m.in. GENETIC TRANSMISSION) oraz Dawid Chrapla (m.in. SYNAPSIS). Mocno poruszający (choć w przypadku tej płyty żaden to wyjątek) jest teledyskowy "Refracted In Illusion", ale ostatnie słowo należy do "Medeaeternum". Tę niespełna siedemnastominutową kompozycję wieńczy tak machinalnie i agresywnie pracujący noise, że jeśli komuś dostało się na "Anima Mundi" więcej melodyki, liryzmu i tradycyjnie, linearnie rozwijających się rzeczy niźli się spodziewał finał na pewno wynagrodzi mu ten przesyt z nawiązką. Osobiście nie widzę jednak powodów, dla których można by narzekać na muzykę tak piękną. Tak naznaczoną smutkiem i katastroficzną wizją, lecz zarazem literacką i skłaniającą do niebagatelnej refleksji. Wiedząc gdzie biegną granice dobrego smaku HOARFROST odważył się zaprezentować na "Anima Mundi" oblicze epickie, a matka Natura w jego ujęciu - srogie, nieprzejednane, brutalne i prawdziwe, jakże dalekie od przekoloryzowanej, popkulturowej jego interpretacji popularyzowanej w wiejskich gimnazjach czy turystycznych przewodnikach. Oto przyroda surowo karząca swoje rozpuszczone potomstwo, która na zwykłym klapsie poprzestać nie zamierza. Konkluzja jest gorzka - jesteśmy tylko jednym z milionów gatunków na tym łez padole, który bez nas miał się świetnie, więc i bez nas z całą pewnością będzie potrafił się obyć. 
 

ocena: 10/ 10

www.facebook.com/reversealignment/?fref=ts


hoarfrost.darknation.eu/project/anima-mundi/


zoharum.com/category/hoarfrost/


hoarfrost.darknation.eu/


autor: Kępol



<<<---powrót   -INDEX-