Puszka Pandory

HYBRYDS

“The Rhythm of the Ritual” / “Ein Phallischer Gott”

Zoharum (2 CD 2016) 

Najwyraźniej HYBRYDS jest jednym z oczek w głowie ludzi z trójmiejskiego kolektywu Zoharum. Kolejne dwupłytowe wydawnictwo z logo tej niedocenionej formacji ukazało się przed kilkoma miesiącami, a daniem głównym są dwa materiały wrzucone na pierwszy dysk. To albumy „The Rhythm of the Rituals” z 1994 roku i „Ein Phallischer God” z 1997 roku. W porównaniu z tym, co nagrywał Sandy Victor Nys w latach 80-ych tak naprawdę niewiele zmieniło się w podejściu tego ansamblu do tworzonej muzyki. Sam lider HYBRYDS mówi przy okazji re-edycji tych krążków, że „Pro Tools było magicznym słowem, ale my robiliśmy swoją muzykę na ośmiośladzie. Używaliśmy tylko automatów perkusyjnych do tworzenia sekwencji. Nadal tworzyliśmy w staroświecki sposób.”. I to rzeczywiście słychać, choć to i tak postęp wobec tego, że w poprzedniej dekadzie Nys używał czterośladu… Muzycznie to nadal nawiedzone, okultystyczno - rytualistyczno - etniczne dźwięki, z tym, że większy nacisk jest położony na rytm i elementy spokrewnione z ‘world music’. Mam nawet wrażenie, że w nowej dekadzie HYBRYDS stało się nieco bardziej przyswajalne i czerpało mocniej z tego, co tak bardzo akcentował w wielu swoich kompozycjach duet DEAD CAN DANCE. Pierwszy z brzegu przykład to „Ruach”, w którym wokalizy Yasnaii są zbliżone do Lisy Gerrard, a powolny rytm otoczony klawiszem i perkusjonaliami wręcz został zaczerpnięty z kilku utworów słynnej pary pochodzącej z Australii. Bez obaw jednak - to wciąż ta magiczna, mroczna strona muzyki wywodzącej się z eksperymentalizmu przełomu lat 70-ych oraz 80-ych i inspirowana dziwnymi rytuałami. Jedna różnica jest - tak jak wcześniej napisałem - w tym, że te dźwięki ‘wchodzą’ bardziej w etniczność, trybalność, plemienną bazowość i korzenność muzyki z różnych stron świata. Można tutaj znaleźć odnośniki do muzyki Aborygenów czy narodów zamieszkujących Azję czy Afrykę, a więc wszystko opiera się na rytmiczności, co zresztą podkreśla tytuł pierwszej z płyt, a nawet tytuły poszczególnych kompozycji. Sporo tutaj przy tym jednak nietypowych brzmień, dźwięków i swoiście archaicznie potraktowanej obróbki dźwięku. Najlepszym na to przykładem jest instrumentalny miks „Octahedron”, który jest takim nawrotem HYBRYDS do epoki przed przeładowaną mega-produkcjami epoką w dziejach muzyki. Zresztą na „Ein Phallischer Gott” jest dużo więcej takich odnośników niż na „The Rhythm of the Ritual”. 
Dysk drugi zawiera już swoiste rarytasy w postaci nagrań koncertowych i utworów z prób. Te pierwsze pochodzą z występów HYBRYDS, które miały miejsce w 1996 roku podczas Beltane Festival w niemieckim Mainz oraz koncertów w Monachium i Weissenburgu. Kilka utworów pokrywa się z tracklistą obu płyt umieszczonych na pierwszym CD w zestawie, ale różnią się nieco od oryginałów, a więc wygląda na to, że Nys i towarzysząca mu Yasnaii byli w stanie wyciągnąć z nich jeszcze więcej. Mam przy tym wrażenie, że w tych wersjach bardziej uwypuklone zostały te elementy etniczne, a w nieco mniejszym stopniu te totalnie mroczne i rytualne (za wyjątkiem może dość przerażającego „The Man With No Shadow”). Dotyczy to również nagrań zarejestrowanych podczas prób, gdzie słychać bazę, z której potem powstaje konkretna kompozycja w wersji finalnej. W „Crom Cruach”, „Hamyana el Caballo” i „Laughing At the Universe” linie wokalne Yasnaii nie są przeinaczone studyjne, a wraz z dość surowym, minimalistycznym podkładem muzycznym ma to swój nieodparty urok.    
 

ocena: 7/ 10

www.hybryds.com


www.facebook.com/hybryds


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-