Puszka Pandory

RAPOON

?The Kirghiz Light?

Zoharum (3 CD 2016 ) 

Niektórzy mają problem z wielością materiałów stworzonych przez RAPOON w ciągu ostatnich kilkunastu lat, a z Zoharum co rusz trafiają do fanów coraz to kolejne wydawnictwa z przeszłości i teraźniejszości sygnowane tą nazwą. Dla mnie problemem przy okazji „The Kirghiz Light” był bez wątpienia CZAS. Trzypłytowe wydawnictwo wymaga diabelnej dawki wolnych godzin, a skoro ‘jam Pomorzak i mówię wprost’, to wiedzcie, że moje życie nie jest wypełnione tylko muzyką (choć chciałbym, aby tak było), ale także pracą i innymi sprawami. Album trwający więcej niż godzinę naprawdę sprawia problem, a ten, w obecnej, poszerzonej wersji, trwa ponad trzy. Tym bardziej to bolesne, bo ja nie słucham po łebkach, nie przeskakuję z tracku na track i staram się nie robić przy tym czegoś, co mnie od dźwięków odciąga w takim stopniu, abym zatracił kontrolę nad dokładnym wsłuchiwaniem się w dany tytuł. Tak już mam i chyba nie da się z tym nic zrobić. Doskonale wiem, że wielu piszących o muzyce zapoznało się z „The Kirghiz Light” ledwo co, a potem pisało ogólnikami i w sumie mają do tego prawo, ale to w sumie nie jest fair wobec wydawcy i wobec artysty, którzy postarali się naprawdę o to wszystko, a ten trzypłytowiec może mieć kiedyś wartość ponadczasową… o ile już go nie ma. Co prawda nie do końca zgadzam się z tym, że ten materiał, oryginalnie wydany w 1995 roku na dwóch płytach przez legendarną już firmę Staalplaat, jest rzeczą genialną, ale uznaję ten podstawowy stuff (tu, wiadomo, zawarty na dysku nr 1 i 2) za pozycję chyba w najbardziej przyswajalną i chyba najbardziej klimatyczną z ówcześnie nagrywanych przez RAPOON albumów. Kawałki nie ciągną się w nieskończoność (nieco dłuższe wypełniają drugą płytę i pod koniec zaczynają trącić monotonią), za to oferują wyśmienite połączenie wszystkich tych etnicznych elementów znanych z poprzednich krążków z transowym dark ambientem, klasyczną elektroniką, zapętlaniem dźwięków i kobiecymi zaśpiewami. Od „Jerewat”, aż po „Jacobs Drum” (CD1) i od „Omnizdum” do „Into Light” (CD2) mamy do czynienia z pewną zamkniętą całością (w przypadku drugiego dysku kładącą większy nacisk na bliskowschodnich wpływach i lekko przerażających swoim klimatem fragmentach), podzieloną na niezwykle zgrabne kompozycje, które mają w sobie tę bazową elektronikę rozpowszechnioną wcześniej między innymi przez TANGARINE DREAM czy VANGELIS’a i ten specyficzny dla RAPOON vibe. Z początku płyty nr 1 częściej pojawiają się żeńskie, prawdopodobnie wysamplowane zaśpiewy (ich autorką jest Vicki Bain), ale z czasem Robin Storey skupia się już głównie na tworzeniu czegoś, co można nazwać bazowym ethnic ambientem z tymi charakterystycznymi, nie ‘bijącymi po uszach’ bębenkami i motywami tyleż prostymi, co skutecznie oddającymi na swój sposób medytacyjny charakter dźwięków. Między innymi za to cenię RAPOON, że swoją muzyką oddaje inicjatywę wyobraźni słuchacza, który nie ma danej na tacy tematyki i sam tworzy pewne obrazy czy odczucia z tym związane. Pamiętajmy przy tym, że w połowie lat 90-ych tak naprawdę dopiero odkrywano ten rodzaj estetyki muzycznej, co doprowadziło do skandynawskiego boomu, w którym uczestniczyło sterujące tym na swój sposób Cold Meat Industry.
Tym, co sprawiło, że z oryginalnych dwóch płyt „The Kirghiz Light” rozrosło się do trzech jest to, że Robin Storey, jako jeden z nielicznych muzyków, często sięga do przeszłości i na jej bazie tworzy rzeczy poniekąd nowe. Tak też było i tym razem, ponieważ dysk nr 3 to świeże interpretacje utworów z dwóch pierwszych dysków, które w nowej postaci zyskały wiele zupełnie odmiennych elementów i jednocześnie stanowią kompletnie nową całość, co tyczy się nie tylko innych tytułów, ale generalnie wszystkiego. Nie jest to jednak RAPOON nowoczesny, w jakimś stopniu skażony innymi wpływami, choć na pewno chwilami bardziej awangardowy, dysharmoniczny i quasi-symfoniczny w stylu zbliżonym do tego, co robił na początku norweski ILDFROST. Mniej typowe są rozwiązania z żeńskimi wokalami, samplami głosów i w ogóle melodyka została konkretnie poszatkowana, co czasem oddala RAPOON od tego bazowego RAPOON.
Całość tego wydawnictwa jest zdecydowanie przeznaczona wyłącznie do uszu zwolenników twórczości RAPOON, bo w tak obszernej formie trudno polecać tę pozycję osobom spoza tej grupy. Tym zalecam rozpoczęcie przygody od płyt pojedynczych, z których część opisaliśmy na naszych wirtualnych łamach.      

 

ocena: 8/ 10

www.rapoon.net


www.myspace.com/rapoonband


zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-