Puszka Pandory

ATARAXIA

?Deep Blue Firmament?

Sleaszy Rider Records (CD 2016) 

Jedno z oczek w głowie nie działającego już od jakiegoś czasu Rogera Karmanika i jego Cold Meat Industry, który przegrał swoją walkę z szarą rzeczywistością i zawiesił funkcjonowanie tej kultowej wytwórni, tuła się po muzycznym świecie i chociaż wciąż nagrywa nowe materiały na wysokim poziomie, to każdy z nich zdaje się być niezauważony tak, jak powinien. Piszę tutaj o włoskiej formacji ATARAXIA, na której czele stoi niezmiennie od końcówki lat 80-ych Francesca Nicoli, ale nie mniej ważnymi ogniwami są odpowiedzialny za przeróżne gitarowe brzmienia Vittorio Vandelli, klawiszowiec Giovanni Pagliari i grający na instrumentach perkusyjnych Riccardo Spaggiari. Moja przygoda z ATARAXIĄ rozpoczęła się mniej więcej w 1996 roku za sprawą chyba przełomowej dla grupy płyty „Il Fantasma dell’Opera”, na której błyszczała czasem wręcz operowo śpiewająca Nicoli, ale i same kompozycje miały w sobie coś więcej niż tylko czysto neoklasyczne podejście. Od tamtego czasu włoska grupa doczekała się co najmniej kilkunastu wydawnictw i z czasem ugruntowała swoją pozycję specyficzną miksturą włoskiej melancholii, śródziemnomorskiego żywiołu, bogatych nawiązań do folkloru, sztuki, kultury czy historii (czasem nie tylko europejskiej) oraz niesamowicie zróżnicowanych wokali wspomnianej już Francesci. Ten zespół trochę ostatnimi czasy wypadł z mojego ‘radaru’, szukał dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości, jednak „Deep Blue Firmament” po raz kolejny pozytywnie zaskakuje. Przede wszystkim większym naciskiem na tradycyjne harmonie mocno osadzone na melancholijnych, przestrzennych brzmieniach gdzieś między dark wave, neofolkiem, akustycznym rockiem, post-rockiem, prog rockiem, medieval music i neoklasyką. Ten trademark ATARAXII jest słyszalny nie tylko w wokalizach wielokrotnie przywoływanej divy Nicoli, lecz także w niezwykle melodycznych zagraniach gitary akustycznej (częściej też elektrycznej), staroświecko brzmiących plamach instrumentów klawiszowych, wszelkich perkusjonaliach i smyczkowych ozdobnikach. Już zaczynający się stylowymi flażoletami gitarowymi utwór „Delphi” przywołuje ducha historii starożytnej, a leniwie płynące, dystyngowane i zwyczajne piękne w swojej formie „Message To the Clouds” i „Greener Than Grass” przywołają uśmiech u wszystkich fanów tej formacji. Mroczny, momentami transowy, a na pewno monumentalny i wzniosły „Myrrh” to już rzecz ambitniejsza, acz przy tym operująca najlepszymi kanonami muzycznymi, jakie mógł wymyślić człowiek. Można mieć wrażenie, że ATARAXIA jest jak wino - czym starsze, tym bardziej wykwintnie smakuje. I tak jest już do końca tego albumu. Czy jest to neoklasyczna miniatura „Alexandria I”, czy melancholijno - bombastyczne „Rosso Sangue”, epatująca lekko stonowaną, średniowiecznością dzikością „Galatia”, nastrojowe i pulsujące ‘od środka’ „Vertical”, niepokojące „Ubiquity” czy też zwyczajnie czarowne „Phoebe” - można mieć pewność, że ten zespół nie zawodzi i dostarcza wszystko to, co w serduchu im gra. Największe obawy mam co do wydawcy, który chyba nie zdoła odpowiednio wypromować tego materiału, ale tak czy siak, fani powinni być w stanie dotrzeć do tego wydawnictwa, bo zwyczajnie WARTO.       
 

ocena: 9,5/ 10

www.ataraxia.net


www.sleaszyrider.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-