Puszka Pandory

TROUM

"Autopoiesis / Nahtscato"

Zoharum (CD 2010) 

Niemiecki duet TROUM może się kojarzyć kilku fanom ekstremalnej muzyki z płyt wydanych przez uznane w świecie dark ambientu czy w ogóle muzyki eksperymentalnej firmy pokroju Staalplaat, Old Europa Cafe czy Viva Hate Records. Jak w wielu takich przypadkach, także TROUM ma na koncie oprócz standardowych wydawnictw na CD i uczestnictwo w różnego rodzaju splitach, a także materiały wydane na winylu. Właśnie "Autopoiesis" i "Nahtscato" to takie przykłady. Pierwszy ukazał się na pełnym LP nakładem Small Voices, zaś drugi na dwunastocalowym analogu wydanym przez Paranoise Records. Prawdopodobnie po występie na Wrocław Industrial Festival dali się poznać naszej krajowej firmie Zoharum i teraz oba materiały otrzymujemy wydane po raz pierwszy na srebrnej blaszce CD zapakowanej w gustowny digipak i wzbogaconej bonusowymi kawałkami. O nim za dłuższą chwilę. Najpierw jednak warto wspomnieć o stanowiącym swoistą całość, a raczej składającym się z improwizacji na kanwie jednego motywu materiale "Autopoiesis". Koncepcja muzyków jest prosta, bo utwór tytułowy jest podzielony na cztery części, a każda z nich dodatkowo składa się z podczęści, choć dziwnym trafem "Part I" ma tylko części 2 i 3, a "Part II" - części 1 i 3, a "Part III" - 2 i 4. Tak to poukładano i mimo pewnej nielogiczności, jest w tym sens. A muzycznie? TROUM tworzy odrealniony i industrialny (także dzięki pulsującej rytmice), ale przy tym bardzo mroczny i na swój sposób wzniosły, quasi-sakralny oraz lekko etniczny klimat. Jeśli szukać tu bliższych lub dalszych skojarzeń, to na pewno będzie to COPH NIA, momentami - dzięki swoistym brzmieniom sampli strunowych instrumentów - DEAD CAN DANCE, a w jeszcze dalszej konsekwencji te momenty, w których pojawia się gitara elektryczna mają związek z dokonaniami na przykład CLAN OF XYMMOX. Przeważa jednak elektronika, stąd powyższe drogowskazy to tylko subiektywne odczucia autora recenzji. Trzeba przyznać, że "Autopoiesis" pozwala wciągnąć się do tego swoistego wewnętrznego świata wyobraźni dwóch muzyków TROUM. Powstałe w podobnym okresie czasu, czyli między 2002 i 2003 rokiem "Nahtscato" rozwija ten wątek i dla przykładu - w "O Choros Ton Epithymion" prosty, rytmiczny fragment pozwala improwizować, a poprzez nałożenie partii gitary sprawiać wrażenie narastania i doprowadzania do kulminacji, apogeum. Bardziej transowy charakter ma "Tsal", a dzięki wykorzystaniu rytmicznemu postukiwania jakiejś nieokreślonej maszyny więcej tu pierwiastków czysto industrialnych. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że TROUM znalazł tu przepis na odświeżenie bazowej formuły stosowanej przez ojców takiej stylistyki z THROBBING GRISTLE czy CABARET VOLTAIRE, a później kontynuowany między innymi przez DEUTSCH NEPAL. Jeszcze tylko ponad 12-minutowy numer tytułowy ("Nahtscato") ze zniekształconymi głosami na tle dość monotonnej materii dźwiękowej i to już koniec właściwego repertuaru tego wydawnictwa. Pozostały jeszcze do opisu dwa, nie ujawnione dotąd na żadnej płycie bonusy. Pierwszy to odmienna wersja części czwartej "Autopoiesis", którą można, ale nie trzeba porównywać z tą właściwą, zaś drugi to kompozycja o tytule "Bale Caps": w swoim charakterze eksperymentalna, bowiem wykorzystano tu głównie zapętlone dźwięki odtwarzane do tyłu.
Już tak podsumowując, są na tym prawie 80-minutowym wydawnictwie momenty naprawdę wciągające i ciekawe, ale momentami wkrada się jednak nuda, przez co TROUM daleko do prawdziwych klasyków tego typu muzyki.

ocena: 6/ 10

www.troum.com


www.myspace.com/troum


www.zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-