Puszka Pandory

ASBAAR

"Corona Veli Aurei"

Black Drone (CD 2010) 

Wydawać by się mogło, że moda na ultra-mroczny ambient przeminęła wraz z kryzysem szwedzkiej Cold Meat Industry. Widać jednak nie jest pisane zakończenie pewnego okresu w muzyce eksperymentalnej i w dalszym ciągu różne firmy z całego świata wydają dźwięki tworzone przez różne mniej lub bardziej tajemnicze projekty. O ASBAAR ogólnie wiadomo, że jego twórcą i jedynym muzykiem jest Marc Merinee, który lubuje się w minimalistycznym dark ambiencie. Album "Corona Veli Aurei" można umieścić gdzieś między naturalizmem NORTHAUNT czy SEPHIROTH, niepokojącym, odhumanizowanym klimatem naszego HOARFROST i oszczędnym w środkach RAISON D'ETRE z pierwszych kilku płyt. Wiadomo więc, że oryginalnością ten materiał nie zaskoczy, choć już samą głębią brzmienia i swobodą poruszania się na niwie elektronicznej na pewno sprawi, że słuchacz będzie miał pozytywne odczucia. 10 - a jakże! - całkowicie instrumentalnych kompozycji opiera się na równomiernych w swojej formie plamach dźwiękowych, które pełzną powoli i dogłębnie - można by rzec, że wszelkie ozdobniki są tu tylko jednym z mniej istotnych, ale koniecznych składników, natomiast Marc skupia się na dronowej, sięgającej do Natury niemelodyjności, a przy tym poddaje się pewnym zasadom operowania szumami i częstotliwościami, które niekoniecznie budują taki rytm, jaki znamy i słyszymy na co dzień w radioodbiornikach czy życiu samym w sobie. Dlatego nie wspomniałem w tej recenzji ani razu o industrialnych wpływach, czy jakimkolwiek innym czynniku budzącym skojarzenia z rytmem, tempem, melodią, improwizacją lub czymkolwiek, co znajduje swój odpowiednik poza harmonią między naturalizmem a elektroniką. Tu faktycznie współgrają ze sobą pozbawione ludzkiej obecności lasy i inne miejsca ze zdjęć umieszczonych na panelach digipaku i pełna tajemnic, leniwie snująca się aura wydobywanych z różnych cacek dźwięków. Nie można jednak przy tym stwierdzić, że brakuje tu jakiegokolwiek specyficznego nastroju, albowiem jeśli nawet nie wychodzimy z tego świata wyobraźni z poczuciem, że odkryliśmy coś zupełnie nowego lub jesteśmy oczarowani, to przez trzy kwadranse obcujemy z czymś stworzonym prosto z duszy, co już samo w sobie jest pozytywne. Choć sam materiał oprócz muzyki, fotografii i krótkich opisów autorstwa samego Marca dość przewrotnie ma w podtytule adnotację "Black Album". Czy wszystko jasne? Mam nadzieję, że tak.

ocena: 7 / 10

www.asbaarband.jimdo.com


www.blackdrone.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-