Puszka Pandory

ANIMA NOSTRA

„Atraments”

Malignant Records (CD 2017) 

O tym, jak wiele zależy od tego, jacy ludzie zajmują się wydawniczą czy promocyjną stroną tego naszego ekstremalnego biznesu, przekonuję się obserwując to, co się dzieje od lat 80-ych po dziś dzień na bieżąco. Lata 90-te były pod tym względem chyba najbardziej kreatywnym i pasjonackim okresem w muzyce eksperymentalnej. Niewielu patrzyło pod kątem zysku i budowali swoją markę wręcz jak pozytywiści pod koniec XIX wieku - od podstaw, powoli, racjonalnie, ale i - może nawet bardziej - kierując się emocjami, co - jak zapewne wiecie - nie zawsze idzie w parze ze stroną biznesową. Jak bardzo brakuje teraz ludzi takich, jak Roger Karmanik z Cold Meat Industry i tych, co poszli w jego ślady, pokazuje przykład, że wiele ówcześnie najlepszych projektów albo porozrzucało się po różnych małych firmach, albo wzięło sprawy w swoje ręce, lub po prostu zaginęło w akcji. Aż wstyd, że na przykład zbudowany przez Henrika Nordvargra Björkka (m.in. MZ.412) projekt ANIMA NOSTRA jest promowany w Stanach, a w Europie niewielu o tym słyszało. Razem z Margaux Renaudin stanowi duet, który aż się prosi o europejskie wsparcie, bo jakby nie patrzeć, odbijają się na „Atraments” różne wpływy tutejsze, a nie amerykańskie. To w Skandynawii ukształtowały się dark ambient, black industrial, druga fala black metalu i po części również różne apokaliptyczne twory gdzieś z pogranicza. Amerykańscy promotorzy trochę zaniemówili przy okazji „Atraments”, a ja doskonale wiem, kto tam w Earsplit teraz dzierży tę pałeczkę, więc poniekąd nie dziwię się zainteresowaniu takim nawiedzonym diabelstwem, jakie oferuje szwedzko-brytyjski duet. Chciałoby się osiągnąć taki poziom muzycznej demonologii, oj tak! Tymczasem Henrik i Margaux z lekkością poruszają się na pograniczu rytualizmu, opętania i wszelkich dziwactw, podczas gdy opóźnione pod tym względem ekstremizmu Stany ledwie raczkują i mogą opierać się na kilku tego typu projektach. A dzieje się na „Atraments” sporo, bowiem przeskoki od choróbstwa MZ.412 do epickiej industrialności PUISSANCE, czy od „sakralności” ARCANY do perwersyjności ARCHON SATANI czy ORDO (ROSARIUS) EQUILIBRIO są tutaj na porządku dziennym. Jankesi błądzą w opisach, że jest to ‘doom/industrial’ i nieznana im, poza wyjątkami w postaci AUTUMN TEARS, neo-classical music, co tylko świadczy, że ukrywa się w nich zazdrość wobec dokonań takich projektów, jak ANIMA NOSTRA. Jeśli ktoś dawno nie słyszał tak potężnie brzmiących, trybalnych bębnów, pięknie mrocznego i tajemniczego klimatu dark ambientu oraz szatańskich wokali, chóralnych zaśpiewów i rytualnych inwokacji, jak te na „Atraments”, zachwyci się, jak zacnie to tutaj brzmi. I jak bardzo zróżnicowane jest w każdym z kolejnych utworów. Za Wielką Wodą mogą się tym zachwycać z racji pewnej egzotyki, dla nas to ukoronowanie wielu lat europejskiej tradycji.        
 

ocena: 9/ 10

www.instagram.com/animanostra


www.malignantrecords.com


www.facebook/com/malignantrecords


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-