Puszka Pandory

ERUDITE STONER

“Erudite Stoner”

Sundust Records (CD 2017) 

Współprowadzona przez Vindsvala z BLUT AUS NORD firma będąca częścią francuskiej Debemur Morti Productions wprowadziła na rynek u progu lata swoje następne wydawnictwo - debiut brazylijskiego projektu ERUDITE STONER o tym samym tytule. Stoi za nim Matheus Novaes, który w swobodny i oparty na melancholii sposób interpretuje dźwięki gdzieś z pogranicza pozbawionego ozdobników post-rocka i niezbyt wyrafinowanej muzyki klasycznej, jak chodzi o gitarę. No tak, właśnie w tym rzecz, że cały materiał został nagrany prawie wyłącznie na gitarze akustycznej, z rzadka tylko wspomaganej przetwornikami dźwięku czy wklejonymi w tle samplami. Problem „Erudite Stoner” jest więc taki, że otrzymujemy dziewięć zbliżonych do siebie instrumentalnych kompozycji, które, owszem, swój urok mają, ale kompletnie nie odbiegają od twórczości Nathanaela Larochette, a ten - jako człowiek o korzeniach w muzyce klasycznej - potrafi zaaranżować dźwięki w sposób niezwykły, podczas gdy Matheus Novaes zdaje się być samoukiem i jedynie muzyczną wyobraźnią nadrabia pewne braki. Na nic zdają się w tej sytuacji porównania wydawcy do RED HOUSE PAINTERS, SLOWDIVE czy Nicka Drake’a, bowiem nie ma tutaj tego ciężaru emocjonalnego, ani odpowiedniej dramaturgii, nie mówiąc już o bogactwie i kolorycie dźwięków. Nie oszukujmy się - na samej gitarze akustycznej może zagrać koncert taki jak na przykład Paco De Lucia, John McLaughlin czy Al. Di Meola, ale jeśli metalowcy z krwi i kości polecają muzyka, jakich nie brakuje w prawie żadnym mieście w cywilizowanej części świata (a często są to talenty czystej wody) i jest to firmowane przez wydawcę, który główną bazę klientów ma jednak wśród ludzi lubiących bardziej ekstremalne dźwięki, to ten tytuł przepadnie z kretesem. Inna rzecz, że w innym muzycznym świecie też kompletnie nie ma szans na jakikolwiek sukces. Gdyby może jeszcze oferował coś wybitnie nowatorskiego… cóż, większość uzna to za totalnie wtórne nudziarstwo i ja też jestem, niestety, tego zdania. Słyszałem w życiu i to niedaleko siebie wielu ciekawiej grających muzyków. Jeśli więc interpretować nazwę tego projektu tak, jak to sobie ukułem wobec pewnego typu ludzi określenie ‘kawiarniany filozof’ (echa pewnej nocy w Warszawie gdzieś pod koniec lat 80-ych hehe), to radziłbym, aby i wobec tego ‘artysty’ też tego użyć. Bo jeśli nawet nie bywa ‘upalony’ podczas tworzenia czy grania takich dźwięków, to tym bardziej idzie to na jego niekorzyść.     
 

ocena: 1/ 10

www.facebook.com/eruditestoner


www.sundust-records.com


www.facebook.com/sundustrecords


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-