Puszka Pandory

PALE ROSES

"Fear of Dawn"

The Eastern Front (CD 2010) 

Francuskie PALE ROSES na wszystkich swoich internetowych profilach zaznacza, że gra neo-folk i nic poza tym. I rzeczywiście, "Fear of Dawn" to proste, chwilami wręcz minimalistyczne granie, oparte głównie na wpół deklamowanych wokalach oraz dźwiękach gitary akustycznej i pianina. Jedynie czasem, głównie dla nadania rytmiczności utworom, odzywają się bas, gitara z przesterem (o! to bardzo rzadko!) lub stonowana perkusja. Mózgiem grupy jest Arnaud Spitz, który podąża drogą DEATH IN JUNE, SOL INVICTUS czy tym podobnych. Zresztą nawet same kompozycje wypełniające ten krążek to - wypisz-wymaluj - takie brytyjsko brzmiące ballady, których nie powstydziłyby się w sumie wyżej wspomniane formacje, a jeden z tytułów, "Sol Invictus", także muzycznie mówi sam za siebie. To wszystko brzmi jednak trochę na wyrost, bo oczywiście pewnego pułapu nie da się przeskoczyć, a wiele osób, słuchając tej płyty, stwierdzi, że to jedynie poprawna kalka pewnego kanonu wytworzonego przez najlepszych w stylistyce neo-folk czy dark folk. Nawet pewne motywy czy wokal na pograniczu fałszu są w dużym stopniu zainspirowane lub wręcz skalkowane z płyt Genesisa P.Orridge'a i jemu podobnych bardów. Ale PALE ROSES nie jest aż tak mroczne i politycznie niepoprawne, jak na przykład DEATH IN JUNE - Francuzi skupiają się przede wszystkim na tworzeniu nastrojowych, spokojnych piosenek z tekstami inspirowanymi mitologią, literaturą fantasy i historią. Zwraca na siebie uwagę na pewno "Lord Gregory", który bez zakładania się z nikim o nic jest wzorowanym na celtyckiej, klasycznej pieśni utworem wykonanym a capella, przypominanającym mi linią melodyczną wykonanie "The Wind That Shakes the Barley" wyśmienitej i niepodrabialnej przez nikogo innego Lisy Gerrard z DEAD CAN DANCE. Pozostałe utwory to mimo wszystko na tyle zróżnicowane muzycznie numery, by ktoś, kto jeszcze dobrze nie wżenił się w twórczość omijanych przez jakiekolwiek media (może poza internetem) artystów nie był pod ich wrażeniem. Tyle, że tacy nie stanowią nawet choć jednoprocentowej części Czytelników naszego serwisu, więc to, co napisałem wcześniej, pewnie potwierdzi pozostałe 99%... Gdyby więc PALE ROSES nie było aż tak nachalnie wierne swoim autorytetom, prawda wypłynęłaby na wierzch, a odbiór, także przeze mnie, byłby dużo bardziej entuzjastyczny. A tak to niestety musimy przyjąć, że czas spędzony na odsłuchiwaniu "Fear of Dawn" warto spędzić na czymś innym. Z większym pożytkiem dla siebie i innych.

ocena: 5 / 10

www.myspace.com/morepaleroses


www.theeasternfront.org


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-