Puszka Pandory

AMBER SOLSTICE

"Elixir of Passion"

Casus Belli Musica (CD 2010) 

Do jakiej kategorii zaliczyć album AMBER SOLSTICE? Generalnie nie pasuje on bowiem do metalowego profilu naszego serwisu, jak i do działu z muzyką nieco bardziej pokręconą i w dużej mierze elektroniczną, czyli do "Puszki Pandory". Zdarzyło się już jednak, że otrzymywaliśmy do recenzji płyty z muzyką spod znaku synth-pop i nie odrzuciliśmy ich, bo nam się nie podobały. Nie mamy podejścia jak niektóre serwisy, które recenzują wyłącznie to, co im przypadnie do gustu. Prezentują w ten sposób dziwne i nieuprzejme podejście wobec wykonawców czy wydawców - to już tak nawiasem już mówiąc... Tak, "Elixir of Passion" AMBER SOLSTICE to rzecz cholernie komercyjnie brzmiąca, którą można uplasować gdzieś między niemieckimi zespołami w rodzaju PROJECT PITCHFORK a tymi wszystkimi electro-gotyckimi produkcjami inspirowanymi choćby DEPECHE MODE. Wątek ten zresztą rozwinę nieco później. W każdym bądź razie krążek ten jest wypełniony po brzegi oszlifowanymi w studiu, mocno zabarwionymi wszelkimi elektronicznymi cackami piosenkami z żeńskimi i męskimi wokalizami, a gitarowe riffy są tu tylko dla zaakcentowania pewnego rodzaju mocy, która odróżnia AMBER SOLSTICE od setek synth-popowych artystów i "artystów". Dystrybutor tego materiału wspomina coś o synth-rocku i coś w tym jest, choć po wsłuchaniu się w takie kawałki, jak "The Dreams" czy "Amber Solstice Day" rzekłbym, iż rosyjska ekipa potrafi napisać całkiem zgrabne i żwawe kawałki bliższe estetyce gotyckiego rocka czy metalu. Żeński głos, który wydobywa się z krtani Diany Czepurnajej nie wyróżnia się co prawda niczym szczególnym, ale przynajmniej trzyma się linii melodycznej, nie ma w tym żadnych zbędnych pisków i zawodzeń. AMBER SOLSTICE potrafi też przetworzyć swoje syntetyczne brzmienie w bardziej melancholijne klimaty, czego przykładem jest trochę taki rozmarzony numer "Serenade". Niestety, popełnił też na tym krążku parę błędów, a pierwszym z nich jest byle jaki cover "Enjoy the Silence" DEPECHE MODE. Różni się od oryginału jedynie tym, że wokale są mieszane, a gitara wysuwa się bardziej do przodu. Pójściem na łatwiznę było też nakręcenie do tego utworu video clipu, który dołączono do płyty jako bonus. Przy okazji więc wspomnę o innych bonusach, którymi są remiksy kawałka tytułowego oraz "The Dreams". Nie toleruję techniawy w tej najbardziej komercyjnej postaci i niech to posłuży za komentarz odnośnie tych dwóch dodatków. Gdyby nie to, nota albumu byłaby nieco wyższa... Dodam jeszcze na koniec, że w składzie AMBER SOLSTICE mamy muzyków na co dzień tworzących w różnych rockowych i metalowych kapelach.

ocena: 6 / 10

vk.com/club3539793


www.casusbellimusica.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-