Puszka Pandory

OUROBOROS

"Opus Tartari"

Zoharum Records (CD 2011) 

Ten włoski projekt ma za sobą długą listę muzycznych doświadczeń, liczoną nie tyle w latach, ile w wydanych pozycjach. Przyznać należy, że trzynaście krążków na karku to - jak na niespełna dziesięć lat działalności - wynik raczej niebłahy. Dodajmy do tego inne, udzielone słuchaczowi przez wydawcę, 'informacje', jak choćby opinia, jakoby "Opus Tartari" był najdojrzalszym z dotychczasowych dzieł Włocha nazwiskiem Marco Grosso, który za ów szyld jest odpowiedzialny. Zaprosił on ponadto do współpracy sopranistkę Nonę Lunę oraz wokalistki: Sorath Isis, Aleph Zero i Malice, co w zestawieniu z muzycznym konikiem twórcy, jakim jest mroczny ambient, jeszcze bardziej podsyca ciekawość oraz ochotę na kontakt z tymi 55 minutami dźwiękowego misterium. W informacjach od Zoharum Records, znajdujemy również swego rodzaju wyjaśnienie mówiące, że mózgowi OUROBOROS zgłębiać alchemiczną sztukę się zachciało, a sama muzyka stanowić ma tutaj swoiste medium w poszukiwaniach jego własnego kamienia filozoficznego. Ja, ze swej skromnej strony zmuszony jestem dodać tylko tyle, że gdybym nafaszerował się jakąś tanią dezomorfiną, to zanim struktury tkanek i narządów mojego organizmu uległyby dezintegracji, być może słuchając "Opus Tartari" odgadłbym ów osobliwy, pierwotny zamysł artysty. Na trzeźwo jednak jestem pod ścianą. Nie można powiedzieć, że mało się tu dzieje. Standardowe, ambientowe tło i tłusty, melodyjny klawiszowy temat (co fajnie zgrywa się z końcówką, gdzie równie chwytliwy motyw pojawia się za sprawą brzmienia organ kościelnych) w rozpoczynającym podróż "Sigillum Solis" to zaledwie intro do tego, co dzieje się dalej. Upchnięto na tym krążku całą masę różnorakich brzmień, które ponakładane na siebie i komputerowo przetworzone, pokazują, że dark ambient to nie tylko wyciszenia (w tym temacie wiele powie stricte bitowy, modernistyczny "Artifex III"). Będą dźwiękowe loopy o narastającym bądź gasnącym natężeniu, buczące w tle bądź dzwoniące w uszach psychodeliki i oczywiście - zniekształcone partie operowe oraz melodeklamacje wspomnianych wyżej pań, które brzmią dokładnie tak, jakby ktoś posadził nas w operowej loży i podczas spektaklu potraktował naszą czuprynę jakimś dużym, tępym narzędziem. Doceniam nowatorskie podejście, jakim wykazał się Grosso, bo temu akurat zaprzeczyć nie mogę, lecz na siłę wmawiać sobie, że to wyśmienity materiał też nie zamierzam. A prawdziwe moje odczucia związane z wielokrotnym przesłuchaniem "Opus Tartari" są takie, że tak właściwie to ich... nie ma. Nie podziałała na mnie ta muzyka i nic na to nie poradzę. Produkcja jest kiepska, większość tych nagrań niemiłosiernie brzęczy i słychać to wszystko jak przez przysłowiową ścianę, ale podstawowym minusem jest niewłaściwa dynamika tych siedmiu utworów i brak umiejętności budowania napięcia, że o klimacie to już nawet nie ma sensu wspominać. Posłuchajcie "Acqua Regia" z tykaniem zegara i 'tajemniczym' wyciem (Duch? Wilk? Kojot?), w którym to nastrój 'grozy' porównywalny jest z tym osiągalnym podczas seansu "Rodziny Adamsów" czy "Gremliny Rozrabiają". W zgodzie ze swym własnym sumieniem mogę nagrodzić więc tylko wybrane aspekty tej płyty.

ocena: 5/ 10

zoharum.com/index.php?MENU=releases&OD=5&CDS=31


autor: Kępol



<<<---powrót   -INDEX-