Puszka Pandory

ORRYELLE & THE HERMAPHRODITIC CHAORDER OF THE SILVER DUSK

"156=Musick=Babalon=Kaos"

Zoharum (CD 2011) 

Może zanim napiszę coś od siebie, zacytuję wydawcę, który w notce promocyjnej pisze między innymi tak: "Project 156=Musick to eksperyment na polu magicznej muzyki nagranej przez członków The HermAphroditic ChAOrder of the SILVER DUSK, zwykle wykorzystywanej przez nich w kontekście rytuału lub inwokacji, która następnie zostaje rozwinięta w dalszym procesie twórczym przez innych artystów pochodzących z różnych miejsc na globie.". Innymi słowy, materiał został stworzony na zasadzie improwizacji na bazie pewnych rytualnych wątków, co dało w sumie dość złożony kawałek muzyki i nie ma co się doszukiwać tutaj typowo pojmowanych dźwięków i regularnych piosenek. Mózgiem przedsięwzięcia jest dość wszechstronna, charyzmatyczna i kontrowersyjna postać Orryelle Defenestrate - Bascule'a - muzyka, maga i pisarza, który jest tutaj kimś w roli lidera czy guru, chociaż nie mam żadnych dokładnych informacji na ten temat. Jeśli płytę firmuje pewna grupa (bałbym się użyć w tym miejscu określenia organizacja lub sekta), to pomysły spływają z pewnością podczas wspólnych spotkań, a w tym konkretnym przypadku występów na żywo w Melbourne, zsynchronizowanych z innymi działaniami grupy w Stanach Zjednoczonych, Europie i Korei. O tym, że są to koncertowe wykonania mogą dowieść jedynie pewne niedociągnięcia brzmieniowe i specyficzna jakość soundu. Najbardziej słychać to w siódmym na płycie fragmencie, któremu najbliżej do typowego utworu muzycznego (przynajmniej do momentu, gdy rozpoczyna się quasi-jazzowe improwizowanie) i składa się z elementów tak przeciwstawnych, że aż świetnie do siebie pasujących, gdy przyjrzymy się im jako całości. Śpiewającemu z manierą chwilami bliską Nickowi Cave'owi i deklamującemu okultystyczne teksty wokaliście akompaniuje cała orkiestra, która w odpowiednich momentach wysuwa do przodu a to brzmienie skrzypiec, a to akordeonu, a to harfy (być może jest to zbliżony instrument, ale tak to brzmi), a to różnych przeszkadzajek perkusyjnych, fletni Pana i jeszcze innych. Nieco wcześniej na płycie znalazł się też prawie że neofolkowy kawałek, któremu blisko do dokonań np. DEATH IN JUNE, co z kolei trochę gryzie się z fragmentami jeszcze bardziej minimalistycznymi z początku płyty, gdy mamy do czynienia albo z rytualistyczną inwokacją a capella, albo z dark ambientowo - okultystyczno - awangardowymi eksperymentami na bazie elektroniki. Zresztą później też pojawiają się takie dziwadła, jak na przykład dziesiąty utwór, który jest wokalnie rozpasany i bazujący na szamańskich tradycjach Aborygenów, Indian i ludów Syberii oraz Afryki. Może ta różnorodność ma jakiś cel, może grupa pod wezwaniem Orryelle'a odnajduje się właśnie w takich poszukiwaniach muzycznych, ale momentami mam wrażenie, że to wydawnictwo jest zlepkiem różnych pomysłów, którym brakuje pewnej konsekwencji i czegoś, co pozwoliłoby rozpoznać, że to ten, a nie inny twór.

ocena: 7/ 10

www.crossroads.wild.net.au/order.htm


www.zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-