Puszka Pandory

ALNE

"Alne"

Archaic Sound (CD 2012) 

O ALNE napomknięto co nieco już kilka cykli księżyca temu. Gdy to się stało, natychmiast i machinalnie przyszły mi do głowy tylko trzy słowa: NON OPUS DEI. Klimorh i Gonzo już od dawna oswajali fanów wspomnianej grupy z zagadnieniami starej, przez wielu niestety dziś już zapomnianej czy w negatywnym świetle ukazywanej, tradycji pogańskiej. Pierwszy z nich wychowywał się podobno na Warmii, dokazując jako malec w cieniu starodawnych posągów tzw. Pruskiej Baby. Częste posługiwanie się pruskim określeniem przepływającej przez Warmię rzeki Łyny przestaje być w takim układzie odniesienia zaskakujące i dobrze, bo nawet pod względem fonetyki świetnie nadaje się ono na nazwę projektu grającego w odmierzanym przez naturę rytmie. A plusa ALNE ma u mnie już na samym wstępie, bo starosłowiański klimat grupa osiąga przy użyciu nie dosłownych, by nie powiedzieć - banalnych środków. Nie chcę by fani folk metalu źle mnie zrozumieli, ale odniosłem wrażenie, że nie licząc tzw. chlubnych wyjątków (MYRATH, IN EXTREMO), wiele zespołów traktuje tę muzyczną przegródkę jako nieskomplikowany i skuteczny pomysł na własny styl. Są teksty w zapomnianym języku oraz instrumenty, których zidentyfikowania może podjąć się wyłącznie etnograf? Wtedy wystarczy już tylko odpowiedni image... ale nie w ALNE. Jeśli już o otoczce mówimy, to zespół zamiast tego postarał się o fantastyczną sesję zdjęciową (Tomasz Modrzejewski) i udaną stronę graficzną płyty (Bartek Rogalewicz), a odnosząc się do samej muzyki czuję się wręcz zobligowany do złożenia podpisu pod stwierdzeniem, że ALNE pokusiło się o rozwiązania niecodzienne. Łatwo wytwarza się atmosferę pradawnych krain przy użyciu instrumentarium, którego samo już brzmienie z ową się kojarzy, trudniej zrobić to ograniczając się do gitar i sekcji rytmicznej. Te pierwsze reprezentowane są przez często wykorzystywany na tej płycie (choć nie zawsze rzucający się w uszy) duet standardowego, przesterowanego 'elektryka' i dodającej naturalizmu gitary akustycznej, perkusja nie stroni natomiast od 'plemiennych' momentów, świetnie pasując do charakteru tych dziewięciu numerów. Wszystko to pięknie słychać w fenomenalnej "Melodii mgieł nocnych". Jak nie trudno się domyślić, jest to muzyczna adaptacja wiersza Kazimierza-Przerwy Tetmajera i obok "La Belle Dame sans Merci" (w którym wykorzystano z kolei poezję Williama Yeatsa) jest to najbardziej 'uwrażliwiony' kawałek na krążku, co nie przeszkadza w tym, by były to utwory dość dynamiczne. Zabawną rzeczą jest fakt, że tak naprawdę album ten brzmi nowocześnie, gdzie wystarczy dobrze wsłuchać się w bas. Gdyby nie tak silnie wyczuwalna aura pogaństwa, można by zaryzykować stwierdzenie, że świetnie odnajdą się w tych dźwiękach fani awangardowego blacku w niekoniecznie ekstremalnym wydaniu ("Serce w Kamieniu"), sludge'u ("Perunowy Kamień", "Taniec") czy po prostu żywiołowego, cięższego rocka. Ze swej roli kapitalnie wywiązała się wokalistka Kasia, której zmysłowy wokal figluje sobie z wszelkimi możliwymi żywiołami ("Czarcie Wesele", "Taniec" czy uzupełniona wierszem Marii Konopnickiej "Latawica"). ALNE zaznaczyło swą obecność jako formacja nie posiłkująca się oczywistymi rozwiązaniami, dostarczając album, na którym muzyka spotkała się nie tylko z tradycją, ale i literaturą, choć tak naprawdę teksty autorskie nie odcinają się na nim aż tak wyraźnie od tych z podręczników do Języka Polskiego rodem.

ocena: 8,5 / 10

alne1.wordpress.com/


www.youtube.com/user/AlneWarmia/videos


archaic-sound.com/


autor: Kępol



<<<---powrót   -INDEX-