Puszka Pandory

HOROLOGIUM

„Du Grand Desir”

Ur Muzik (CD 2012) 

Kontakt z twórczością HOROLOGIUM miałem przez ostatnie lata dość słaby i pamiętam, że dokładniej zapoznałem się z trzema pozycjami z dyskografii tego powstałego w 2004 roku projektu Grzegorza Siedleckiego: splitem z MOLJEBKA PVLSE pt. „Kaukasus”, drugim albumem „A Handful of Dust” oraz jego swoistym sequelem - „A Handful of Dust And Ashes”. Wiem jednak, że jego płyty wydawały tak uznane w świecie mrocznej muzyki firmy, jak Old Europa Cafe czy Neuropa Records, a droga, jaką podążał twórca działającego wcześniej przez jakiś czas noise’owego TOTENHAUS, to mieszanina neo-folku, martial industrialu, dark ambientu i neoclassical music. I taką właśnie miksturę przygotowało HOROLOGIUM na swoim piątym pełnym i samodzielnym albumie (kilka innych to splity z innymi artystami lub pozycje wydane w innej formie). Każdy z utworów to taka oddzielna, a przy tym spójna z pozostałymi opowieść malowana dźwiękami budowanymi wszechobecną elektroniką i samplami, a czasem też akustyczną gitarą, rytmicznym bębnieniem, brzmieniem skrzypiec i nawet przeskoki od ambientowych plam do monotonnego neo-folku czy patetycznych form martial industrialu czy neoclassical nie rażą tutaj aż tak bardzo. Właściwie można by rzec, że wszystko opiera się na pewnym przesłaniu, które jest jakby podsumowaniem historii Europy od czasów średniowiecznych do współczesnych, z tym, że jest to spojrzenie bardzo generalne, uniwersalne i osobiste, a już abstrahując, czy Grzegorz ma stanowisko krytyczne wobec stworzonej jakiś czas temu Unii Europejskiej, czy jest za tym tworem, to słychać tu różne wpływy kulturowe: od muzyki dawnej, poprzez twórczość Griega, Bartoka czy Chopina i folk z różnych stron Europy, aż po współczesnych bardów wskrzeszających tradycję i poszukujących nowych dla niej rozwiązań w różnych formułach i konfiguracjach muzycznych. Konglomerat ten wyczuwa się tu w każdym z fragmentów płyty, które płyną w tę stronę, w jaką na to pozwala sam twórca. Ja mam wrażenie, że czasem brakuje tu tych przysłowiowych rąk i nóg, choć sensowności całości materiału nie neguję, bo pewnie kiedy poskładałbym wszystkie elementy puzzli, które HOROLOGIUM dorzucało na każdym ze swoich kolejnych wydawnictw, to misja muzyczna tego projektu okazałaby się bardzo konsekwentną. Dodam jeszcze, że w kilku utworach, oprócz instrumentów wydających dźwięki, pojawiają się głosy żywych ludzi: czy to wyszeptane słowa w „Le Chant d’Ivresse”, czy głos w „The Enemy”, czy też żeńska deklamacja autorstwa Monici Victrix. A w dwóch utworach gościnnie udzielił się tak czy siak również znany na tej scenie Der Arbeiter.

ocena: 7/ 10

horologiumofficial.wordpress.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-