Puszka Pandory

LAGOWSKI PRESENTS LEGION

“False Dawn”

Zoharum (2 CD 2012) 

Nie wiedziałbym pewnie kim jest LAGOWSKI, gdyby nie ta re-edycja wypuszczona pod koniec roku przez nasz krajowy label Zoharum. Okazuje się, że gościu działa od 1982 roku, ma na swoim koncie trochę rzeczy wydanych pod szyldem LAGOWSKI, z czego duża część wiąże się z szeroko rozumianą sceną techno, działał też pod szyldem NAGAMATZU, ale zdarzyło mu się też nagrać w 1992 roku album „False Dawn” jako LEGION. W owym czasie nagrywał swoją płytę pt. „Legion” również death metalowy DEICIDE, ale to zupełnie inna bajka i kompletnie nie pasuje to do tej recenzji, którą wynajdujecie w miejscu, gdzie na metal praktycznie nie ma miejsca. Ale na taką dygresję sobie pozwoliłem… ;) Nie pamiętam już kiedy ukuto na potrzeby słuchaczy termin „dark ambient”, ale jeśli było to w latach 90-ych, to upowszechnił się głównie dzięki szwedzkiej Cold Meat Industry. To dzięki Rogerowi Karmanikowi objawiły się światu takie projekty, jak RAISON D’ETRE, SEPHIROTH czy DESIDERII MARGINIS, nie wspominając już całej masie innych, ale w tym momencie spróbujmy sobie wyobrazić, że jest rok 1992, elektronika wchodzi w kolejną fazę rozwoju i po latach 70-ych, gdy królowali na tej scenie TANGARINE DREAM, kraut-rockowy CAN, a pod koniec również JEAN MICHEL JARRE oraz latach 80-ych, kiedy syntetycznymi dźwiękami zachłysnęły się tysiące zespołów i miliony fanów, a brzmienia syntezatorów praktycznie opanowały cały muzyczny świat (pomijając wciąż mocnego rocka oraz wznoszący się do góry z każdym rokiem metal), okazało się, że eklektyzm rozpoczyna się tak naprawdę (a nie jak się twierdzi powszechnie - stało się to jeszcze później). Na początku lat 90-ych nie było już ograniczeń i powstawało już właściwie wszystko - bez jakichkolwiek ograniczeń i barier. Oczywiście wschodzące wówczas muzyczne telewizje typu MTV czy ogólnie większość stacji radiowych promowało głównie rap, techno i nijaki pop, które miały się stać wiodącymi siłami tego świata (co niestety, z czasem i ich uporem się zdarzyło), ale obok tego eksplodowały w podziemiu różne inne gatunki muzyczne, które jeszcze bardziej podzieliły fanów, ale jednocześnie ich wymieszały dokumentnie. Jedną z takich gałęzi była i eksperymentalna, mroczna elektronika, której nie można wrzucić do nurtu komercyjnego i jak tak sobie przypomnę owe czasy (a onczas mało co wyściubiałem nosa poza metal i szeroko pojętego rocka), to ambient koncentrował się głównie na rzeczach pokroju APHEX TWIN czy FUTURE SOUND OF LONDON. Tymczasem właśnie w Londynie działał wspomniany LAGOWSKI, którego album nagrany pod szyldem LEGION wskrzesiło od zapomnienia po 20 latach od jego powstania Zoharum. „False Dawn” to pozycja niełatwa w odbiorze, dla miłośników mrocznego ambientu może jeszcze zbyt archaiczna, ale na dobrą sprawę jedna z prekursorskich w tym nurcie. Trzy utwory, łącznie trwające około 65 minut, to potężna dawka ‘kosmicznych’ brzmień, jakie jednak odbiegały od dotychczas znanych produkcji tuzów i weteranów tego gatunku TANGARINE DREAM czy JEAN MICHEL JARRE’a, bo skupiały się przede wszystkim na totalnej przestrzenności i pulsacji, przetykanych nielicznymi odgłosami pochodzenia ludzkiego (szepty, krzyki), co już na ‘dzień dobry’ mówi, że LEGION był w jakimś tam stopniu inspiracją dla przywoływanego już RAISON D’ETRE czy na przykład dla legendy occult music ENDURY. Może i podświadomie, bo jak już wspominałem ruchy w nurtach muzycznych następowały w oddali od oficjalnej sceny, ale na początku lat 90-ych działo się wszystko i mieszało się wszystko z wszystkim. Fakt jest faktem, że jak na tamten czas, LEGION okazuje się teraz, z perspektywy czasu, czymś innym, nad wyraz oryginalnym, choć przebrnięcie przez ten materiał jest niezłym wyzwaniem. Ponad 35-minutowy „Colossus” to - zgodnie z tytułem - prawdziwy moloch i próba cierpliwości i wytrwałości dla każdego słuchacza. Podobnie jest z ponad 26- minutowym „The Plasma Pool”, który można strawić chyba głównie dzięki temu, że między tymi kompozycjami pojawia się nieco bardziej energiczny i odmieniający przez około 4 minuty klimat „Accurone”, ale w nim akurat pojawiają się sekwencje bardziej typowe dla głównej twórczości LAGOWSKI’ego. I to tyle odnośnie zawartości wznowionego przez Zoharum albumu „False Dawn” w związku z 20-leciem jego wydania, ale to jeszcze nawet nie połowa tego wydawnictwa, bowiem pierwszy dysk zamyka 7-minutowy „Tunnelvision” i wszyscy, którzy znają RAISON D’ETRE, wyłapią, że podobnie jak w twórczości Petera Anderssona (a zaczynał później - zaznaczam!) pojawiają się tu mnisie chóry. Ot, ciekawostka, ale w porównaniu do zawartości właściwego albumu wielka ulga, że oto mamy utwór, który nie operuje jedynie dronami i „kosmicznymi” dźwiękami. Drugi dysk sugeruję poznać głównie tym, co już są obyci z pierwszym ;) Pierwsze sześć fragmentów to niepublikowane dotąd nagrania LEGION, z czego pierwsze cztery brzmią dość przyswajalnie i rzekłbym, że nawet prymitywistycznie, co wynika z ich zakorzenienia w soundzie lat 80-ych. Można tu na przykład napotkać wersje demo „Accurone” i „Tunnelvision”. Dwa ostatnie tchnienia, czyli „Burial of the Books” i „The Midnight Illumination” to dark ambient w czystej postaci - bez ozdobników i wyłącznie dla maniaków pierwszej i chyba jedynej płyty LEGION z pierwszego dysku. Zoharum jednak postarało się niegłupio o wypełnienie tego trwającego w sumie ponad 150 minut wydawnictwa o trzy remiksy. I tak: „Colossus” wykonuje po swojemu, bardziej pulsacyjnie nieznany mi holenderski GEOMATIC, krótkie, acz konkretnie i bardziej współcześnie zrobione „Accurone” jest autorstwa samego ZENIAL’a, a fragment „Plasma Pool” w wersji bardziej znośnej dla zwolennika elektroniki przedstawił MACIEK SZYMCZUK. Cóż, przebrnąć przez to cacko niezwykle trudno (jak i moje nie tak znowu krótkie wypociny), niełatwe dźwięki otrzymacie, ale jeśli już dotrwaliście do tego tekstu, to może było warto?

ocena: 7/ 10

www.zoharum.com


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-