Puszka Pandory

KING DUDE

?Burning Daylight?

Van Records (CD 2012) 

Nie wiem czemu i komu mają służyć takie wydawnictwa. Przysłanianie marnej zawartości porównaniami do twórczości DEATH IN JUNE czy SOL INVICTUS jest moim zdaniem strzałem w kolano wydawcy. Tak samo jak kompletnie nie mające znaczenia w takiej sytuacji określenia, że ta płyta była inspirowana dokonaniami Johnny Casha czy Woody?ego Guthrie. ?Burning Daylight? amerykańskiego KING DUDE to płyta tak przystająca do konwencji Mrocznej Strefy, jak niektóre wyczyny chłopaków i dziewczyn z gitarami we wszystkich tych programach pokroju ?The Voice of Poland?, ?X Factor? czy ?Must Be The Music? (oczywiście bez urazy wobec faktycznych talentów tam się ujawniających). Wokalne męczarnie i plumkanie na sześciu strunach przewijają się przez ?Burning Daylight? od samego początku do końca i na nic czekanie na coś szczególnego, bo na dobrą sprawę tej płyty mogło by nie być. Klawiszowo-organowe ozdobniki, które pojawiają się co jakiś czas też nie dodają temu wydawnictwu ani jakiegokolwiek animuszu, ani mroku, ani tak potrzebnej ożywczej siły. Anemiczne kompozycje, bełkotliwy wokal i przynudzanie to prawdziwe imię KING DUDE i nie mam ochoty dodawać coś ponad to, bo i tak zmarnowałem kilkadziesiąt cennych minut swojego życia, by odsłuchać to coś i zmęczyć się przy tym okrutnie. Tak, omijajcie to szerokim łukiem, szczerze Wam to radzę!

ocena: 0/ 10

kingdude.bandcamp.com


www.myspace.com/kingdudes


www.facebook.com/kingdudemusic


www.van-records.de


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-