|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


EXPERIMENTS IN DARKNESS - "New World Rising"
(CDR 2007 / No Angels Productions)
Całość zaczyna się całkiem obiecująco... Neoklasyczny "How Great We Are" został opatrzony podniosłym klimatem, a gdzieś w tym wszystkim czai się coś apokaliptycznego. Do tego jeszcze deklamowany tekst i słuchacz jest wprowadzony w świat pełen niepokoju, dramaturgii i odpowiednio wplecionych dysonansów. Niestety, wszystko jest zaprzepaszczone przez zawodzenie pseudo-chóru w drugim numerze o tytule "Lakes of Fire". Sam dość interesujący podkład muzyczny nie wystarcza, by przełknąć tę gorzką pigułkę. W notce informacyjnej znalazłem następujące zdanie o "nietuzinkowej i niezwykle charakterystycznej ekspresji wokalnej, (która) buduje nastrój monumentalny i groteskowy zarazem, na kształt narkotycznej wizji (...) szalonego proroka". Nie tłumaczy to w żaden sposób pojawiających się co jakiś czas fałszów, które zdegustują nawet przeciętnego odbiorcę. Zdecydowanie lepiej wypadają przemowy, za które jest odpowiedzialny (tak jak i za całą muzykę) Bart Piette z DEAD MAN'S HILL, a przypominające dokonania norweskiego ILDFROST. Na szczęście pozostaje dużo lepsza od wokali muzyka operująca minimalizmem, a jednocześnie inspirowana pianistycznymi dziełami muzyki klasycznej. Echa twórczości Chopina, Griega czy Bartoka są tu bardzo słyszalne i jest to na pewno atut przemawiający za "New World Rising" projektu EXPERIMENTS IN DARKNESS. Kilka utworów zostało wzbogaconych większą dozą elektroniki, przy czym nie gryzie się to nijak z klasycznym brzmieniem pianina i "komputerowymi" smyczkami (vide "Cold November Day"). Świadczy to o niezwykłej wrażliwości muzycznej Barta, stąd przez cały czas nie mogę otrząsnąć się, jak można zaprzepaścić tak dobrze poukładane dźwięki zupełnie niepotrzebnymi wokalnymi wtrętami. To kolejna przestroga, by zanim zechce się nagrać płytę samemu, zastanowić się dwa razy czy jest się zdolnym zrobić wszystko na właściwym, przynajmniej równym poziomie.
ocena: 6/10
www.no.angels.glt.pl
autor: Diovis


EPHEL DUATH - "Pain Remixes the Known"
(CD 2007 / Earache Records & Mystic Production)
Włoscy awangardziści znani są przede wszystkim ze śmiałego potraktowania muzycznej materii, która mieści się jeszcze w kanonach metalu, ale z ich pomocą z czasem przekształciła się w bardziej eklektyczne dźwięki z pogranicza jazz i prog-metalu. Tak brzmiały szczególnie dwa ostatnie albumy: "The Painter's Palette" oraz "Pain Necessary To Know". Dlaczego więc recenzja ich nowego wydawnictwa znajduje się w "Puszce Pandory"? Ano dlatego, że "Pain Remixes the Known", zgodnie zresztą z tytułem, to remiksy kompozycji z poprzedniego albumu. Tu metal jest już w ilościach śladowych, prawie że zerowych, bowiem zespół wraz ze znanym ze współpracy z jazzmanem Billem Laswellem oraz Mick'em Harrisem producentem Eraldo Bernocchim postanowił ukazać całkowicie inne, bardziej eksperymentalne oblicze "Pain Necessary To Know". Utwory zostały pocięte, a następnie poskładane w sposób znany tylko twórcom. Pozostały jedynie szczątkowe linie melodyczne, które rozpoznają jedynie uważni słuchacze znający na wskroś poprzedni krążek EPHEL DUATH. Dorzucono tutaj w zamian za to wiele elementów, których na próżno szukać na wspomnianym wydawnictwie, czyli całe mnóstwo elektroniki i ambientowych pasaży, rytmikę kojarzącą się jednoznacznie z muzyką spod znaku dub czy jungle, ograniczono natomiast do minimum partie wokalne, które poprzez to, że zniekształcono je maksymalnie też stały się tylko jednym z instrumentów. Z jednej strony eksperyment jest ciekawy, bo okazuje się, że z awangardowego grania, ale bądź co bądź zdecydowanie metalowego, można wycisnąć zupełnie nową jakość, ale z drugiej strony efekt może skonfudować chyba każdego słuchacza. Obojętnie bowiem czy ten materiał trafi do rąk zagorzałych fanów zespołu, czy poszukiwaczy nowych terenów muzycznych, czy miłośników wszelakiej elektroniki, to po prawdzie nie wiadomo kogo ten krążek zainteresuje. Muzyka to trudna, wymagająca skupienia, poniekąd też bardzo mroczna i zeschizowana, jednak przy tym może się okazać jedynie ciekawostką, tak jak to było z kilkoma tego typu produkcjami na scenie metalowej, na przykład "Cybergore" AVULSED, nie mówiąc już o różnych pojedynczych remiksach rozrzuconych po różnych płytach. Podejrzewam też, że perfekcjoniści, jakimi są muzycy tej włoskiej formacji podjęli decyzję o wydaniu tego albumu także dlatego, że dzięki temu mają więcej czasu na pracę nad kolejnym regularnym krążkiem zatytułowanym "Through My Dog's Eyes", który ma się ukazać w przyszłym roku. Ciekawskich nowych doznań w obcowaniu z muzyką zapraszam mimo wszystko do zapoznania, fani EPHEL DUATH też pewnie zaopatrzą się w te remiksy, by uzupełnić swoje zbiory, ale już całej reszty nie zachęcam, bo mogą być zdziwieni, rozczarowani lub zwyczajnie nie polubią tego dziwadła.
ocena: 5/10
www.earache.com
www.ephelduath.net
www.myspace.com/ephelduath
autor: Diovis


ELEND - "A World In Their Screams"
(CD 2007/ Prophecy Productions & Foreshadow Productions)
W dzisiejszej muzyce metalowej coraz częściej swe palce macza awangarda. Spotykam ją często słuchając jakiegoś utworu, lecz z jej obecności rzadko zdajemy sobie sprawę. Istnieje oczywiście szereg zespołów dla których stanowi ona muzyczną wykładnię. Do takich grup należy austriacko-francuski ELEND. Spotykając się z ich twórczością od razu możemy przekonać się, że muzyka nie zawsze jest chwytliwa, miła i taneczna. Zespół pogłębił tylko przekonanie, że sztuka jaką wykonują nie jest adresowana dla mas. Styl muzyczny ELEND'a można określić jako dark symfoniczny i opętany metal. Ktoś pomyśli - no tak, mięsiste przestery i miażdżące growlingi... Otóż nic z tych rzeczy, przekonuje o tym już pierwszy track. Słyszymy operowe zawodzenie kobiety, szumy, szepty, świsty. Dominują klawisze, elektronika, ale i instrumenty smyczkowe. Osobiście przyznam, iż nie gustuję w takiej muzyce, ale chcąc ocenić z płytą zapoznać się należy. Pierwszego przesłuchania nie wytrzymałem do końca... To ma być muzyka?! Będąc uparty przesłuchałem krążka jeszcze dwa razy i o dziwo zmieniłem swój pogląd. za mieszanką obłąkanych dźwięków kryje się coś więcej. Zespół zmusza słuchacza by uruchomił wyobraźnię, by sięgnął w głąb duszy, umysłu i odnalazł ukryte na ich dnie lęki, wyzwolił strach. Przy zapoznaniu się z krążkiem warto zadbać o dobrą oprawę np. ciemny pokój, zapalić świecę, ułożyć się wygodnie na fotelu przymknąć oczy... Kobiecy śpiew wprowadza nas w nieznaną krainę, w bezkresne górzyste, surowe tereny, słychać tylko świst wiatru i szepty jakby naśmiewając się z zapuszczających się tu wędrowców. Nagle zapada zmrok, wzrasta strach , nerwowe oczekiwanie i... tragedia... Myślę, iż to było właśnie głównym założeniem ELEND'a. Postawili na klimat, wszechobecną psychodelię i schizofreniczne momentami tony. Nasuwają się jeszcze pewne wnioski. Zapoznanie się z "A World In Their Screams" nie wymusza tego aby tą płytę pokochać. Gusta muzyczne są przeróżne, ale pozwala to do takiej muzyki nabrać nieco więcej szacunku, jak również do ich wielbicieli. Mimo, iż mnie również ten krążek wybitnie nie przypadł do gustu, bo nie ukrywając - dla nie "wtajemniczonych" słuchanie tego materiału jest ogromnie męczące. Spotkanie to jednak było dla mnie dobrą lekcją, myślę, iż dla was również. Dla maniaków gatunku bez wątpienia będzie to gratka i wielokrotnie powracać będą do świata ludzkich krzyków.
ocena: 7/10
www.prophecy.cd
www.foreshadow.pl
autor: Tomasz "Powróz" Powrózek


ETHNO TRIO TROITSA - "Żurawy"
(CD 2004 / Waleryj Mazur)
Białoruska ETHNO TRIO TROITSA to przede wszystkim niesamowicie charyzmatyczny lider formacji - Iwan Kirczuk. Jego głos, podobnie jak w przypadku NetLenki z Ethnicy to podstawa tego albumu, muzyka jest tylko tłem. A sama muzyka bazuje na wszelakich folkowych brzmieniach, nie tylko europejskich - przenikają się tu i klimaty celtyckie, i słowiańskie i dalekie echa orientalnych utrzymanych w klimacie improwizowanego etno-jazzu, a także elementy akustycznego bluesa podbarwione słowiańską nostalgią. Dzięki temu także tradycyjne białoruskie pieśni zebrane na tej płycie zyskały zupełnie nowe i dalekie od swych pierwowzorów brzmienie. Mimo to, podkreślę to jeszcze raz, na tym krążku najważniejszy jest głos Kirczuka. Okładka w klimacie mocno pogańskim (zza słowiańskiego, lekko rozerwanego płótna wyłania się celtycki dolmen) oddaje w pewien sposób klimat połączenia dawnych, przedchrześcijańskich kultur - od pierwszego Dobryj Wieczar" (w oryginale - klasyczna szcziedriwka), po ostatnie, piętnaste "Sonca", płyta jest bardzo spójna (mimo wielu źródeł inspiracji), bardzo często improwizacje przypominają transowe dźwięki generowane np. przez syberyjskich szamanów - tu jednak w większości na instrumentach współczesnych z przewagą gitary akustycznej i przeszkadzajek. Kto jednak był kiedykolwiek na koncercie ETHNO TRIO TROITSA, ten wie, że nie jest to typowe, folk-rockowe brzmienie gitary - to specyficzne brzmienie Troitsy, która jest zasadniczo zespołem koncertowym. Jest w tym, mimo współczesnej aranżacji ( w sensie, że nowej), duch starych pieśni - zwłaszcza w tytułowych "Żurawiach". To właśnie siła Troitsy: gdy improwizacja przekroczy granice folku i zbliży się do jazzu - Kirczuk powraca do źródła, do czystego folku - i cała podróż zaczyna się od nowa - dzięki temu, mimo spójności, płyta pulsuje. Ciekawostką jest fakt, że całość nagrano w 2001 roku w Holandii.
ocena: 8/10
www.troitsa.net
autor: V.Ziutek


ECHO WEST - "Echoes Of The West"
(CD 2005 / Dark Vinyl)
No i kolejna nowość spod znaku niemieckiej firmy Dark Vinyl. ECHO WEST - bo o nim mowa - uraczył nas właśnie swoim nowym krążkiem i od razu muszę przyznać, że mam nieco mieszane odczucia na temat tej płyty. Z jednej strony mamy tu połączenie rytmicznych industrialnych dźwięków z elementami dark ambientu, z drugiej jednak nie brakuje na "Echoes Of The West" zagrywek bardziej elektronicznych, a nawet momentami elementów popu. Po pierwszym przesłuchaniu krążka poczułem się trochę, jakbym został przeniesiony w lata 80-te. Cały klimat oraz struktury poszczególnych kompozycji przywodzą na myśl nieco bardziej odległe czasy. Utwory są na swój sposób proste, melodyjne, ale i przy okazji także wciągające. Do tego dopełnieniem muzyki jest męski wokal, który mi nieco przypomina chociażby PREDOMINANCE z "Hindenburg". Mimo wszystko nawet miło się słucha tego krążka, chociaż jak dla mnie jest to nieco za słodkie. Wszystko jest całkiem melodyjne i trochę brakuje mi na "Echoes..." elementów bardziej mrocznych i tajemniczych. Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu osobom może przypaść do gustu ECHO WEST i będą mieli oni nieco odmienne zdanie o tym krążku. Podsumowując, jeśli ktoś lubi klimaty w stylu DARK DAY, NOCTURNAL EMISSIONS, SPK, HAUS ARAFNA, czy też NOVEMBER NÖVELET pewnie polubi i ten krążek. Pomimo tego, że jak dla mnie jest to nieco zbyt wesołe granie, to jednak zachęcam do zapoznania się z ECHO WEST samemu.
ocena: 6/10
www.darkvinyl.de
autor: Tomasz Lewicki


ETHNICA MUSIC PROJECT - "Fairy Wood"
(CD 2005 / Megaliner Records)
Nowa płyta Etniki niewątpliwie zaskakuje (co z drugiej strony nie powinno być zaskoczeniem dla znających twórczość NetLenki), a głos liderki jest jak zawsze najważniejszy. Więcej na tej płycie jest płynącej elektroniki, całość odpłynęła nieco w stronę ambient/ethnopopu, ale tego w porządnym, zupełnie nie nużącym i nieźle opracowanym wydaniu. Rozpoczynający "In the Wood" to swobodna interpretacja znanej, ludowej, rosyjskiej ściedriwki. Dalej Ethnica umiejętnie generuje wirtualne muzyczne przestrzenie od world music po rock progresywny (niejednokrotnie w jednym kawałku - np. w "Arrow"). Sporo też klimatów sprzyjających medytacjom, słuchania muzyki przy zgaszonym świetle, odprężeniu... Jest tu m.in. też klimat niczym z muzyki filmowej - płynący i niepokojący "Hey Oh" oraz zupełnie nowa wersja "Dawn" (którym rozpoczynał się poprzedni album). Przyznać należy, że NetLenka ma sporo różnych pomysłów na nieszablonowe łączenie tradycyjnego śpiewu z brzmieniami współczesnymi, które konsekwentnie realizuje.
ocena: 6,5/10
autor: V.Ziutek


ETHNICA MUSIC PROJECT - "Ethnika"
(CD / Kompanija Miegalajner)
Długo zastanawiałem się, czy muzyka stworzona przez rosyjski (z syberyjskimi korzeniami) projekt ETHNICA nadaje się do Mrocznej Strefy... Muzyka "Etniki" to w sumie niezłe zderzenie tradycyjnego rosyjskiego folku z współczesnym, szeroko rozumianym elektronicznym brzmieniem. W efekcie zderzenie to dało bardzo ciekawą i wymykającą się jednoznacznej klasyfikacji płytę, która gdyby nie świetny głos NetLenki, można by wziąć za składankę różnych, bardzo oddalonych od siebie stylistycznie grup. A propos liderki - NetLenka to Rosjanka słowiańskiej urody (urodzona i wychowana na Syberii) obdarzona niesamowitym, przeszywającym do szpiku kości, etnicznym głosem, który jest swoistym clou tej płyty spajającym jej różnorodne elementy w zgrabną całość. Krążek "Ethnika" rozpoczyna się utworem "Zaria" - rosyjską pieśnią ludową, tutaj z acidjazzowo-ambientowo-breakbeatowym (!) podkładem bliższym brzmieniu klubowemu. Następny utwór to już klimat bardziej wchodzący w rytmicznie połamane etno-techno ("Cyganie"). Z czasem dochodzą inne brzmienia - instrumenty strunowe oraz podkłady wręcz rodem z muzyki komercyjnej - np. "Na Krylie" jest utrzymane w klimacie, który można by określić już jako ethno-pop/worldmusic, aczkolwiek zrobione jest to z głową i gdyby cała muzyka popularna była zrobiona tak jak "Etnika", to by to zupełnie inaczej wyglądało. Generalnie rzecz biorąc, "Etnika" jest naprawdę niezłym eksperymentem muzycznym - NetLenka z muzykami eksperymentują tu z wieloma gatunkami muzyki, nie brakuje też akcentów klasycznie ambientowych (np. utwór "El' "), bluesowych ("Diewka"), folkrockowych ("Po ulice"), czy nawet dyskotekowych ("Łyżieńka"). A już ostatni kawałek "Skazka Po Riepku" (de facto stara rosyjska bajka) to swoisty i nieprzeciętny miks prawie niemożliwego - folkmetalu, turbofolku i bluesa w jednym. Uff! Do płyty tej niewątpliwie trzeba dojrzeć i nie wszystkie kawałki muszą się podobać (rozrzut muzyczny jest na niej niewątpliwie bardzo duży), ale warto się z "Etniką" zapoznać, bo to naprawdę nieszablonowy pomysł na adaptację folku.
ocena: 8/10
www.ethnica.ru
autor: V.Ziutek


ETHNOTRANS - "Koncert w Diunie"
własna produkcja / 2004
FuJarek Ethnotrans to znana postać stołecznego folk/ambientu, który już z niejedną formacją grał (np. w celtyckich MELTRADACH czy słowiańskich GOŚCIACH Z NIZIN, a także gościnnie z kultową WERCHOWYNĄ). "Koncert w Diunie" to zapis jednego (czytaj: oficjalny bootleg) z wczesnych koncertów cyklu "Flety i Przestrzeń" które regularnie odbywają się w stołecznym klubie Diuna. Płyta jest o tyle ciekawa, że podczas tego koncertu z FuJarkiem (który grał na fletach wszelakich podłączonych pod elektroniczne przestery i multiefekty) udzieliła się wokalnie (właściwie - improwizując etniczne wokalizy oparte na indyjskich ragach) India Czajkowska (znana np. z współpracą z formacją LUX OCCULTA), a także najlepszy polski tablista (tabla to specyficzny, indyjski dwuczłonowy bęben o specyficznej technice gry) Wojtek Mazurkiewicz. Początkowo FuJarek grał sam tworząc słowiański folk/ambient, z czasem klimat stawał się bardziej orientalny, ale wciąż tkwiąc w transowym ambiencie bazującym na brzmieniu słowiańskim - płyta dobrze oddaje klimat koncertu, który odbył się 24-go sierpnia 2004 roku w warszawskiej Diunie.
www.ethnotrans.prv.pl
autor: V. Ziutek