|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


IN SCISSORS - "Orbis Terrarum Requiem"

(CD 2009 / Zoharum)

Grecki IN SCISSORS ze swoim drugim w dyskografii albumem "Orbis Terrarum Requiem" świetnie wpisuje się w nurt apokaliptycznego dark ambientu z industrialnymi i monumentalnymi elementami. Już dość długa jak na intro "Attic - An Introduction" przynosi kilka minut podniosłego, pełnego niepokoju klimatu opartego na "komputerowych" smyczkach. Podobne motywy przewijają się jeszcze przez kilka fragmentów tego wydawnictwa, między innymi w "Wandering Gnome". Wyczuwalne są silne inspiracje szwedzkim SANCTUM, które jako jeden z pierwszych zespołów w taki właśnie sposób przedstawiało atmosferę zbliżającego się końca świata, nieuchronnego zagrożenia globalną destrukcją. Niepokojąca, nasycona klasyką, awangardą i Orientem melodyka przyprawiająca o dreszcze pojawia się na tym krążku zresztą częściej, a na drugim biegunie są już zdecydowanie ciemne, operujące transowymi dźwiękami i niskimi tonami w tle, dark ambientowe kompozycje greckiego muzyka, które oszczędnie, acz konsekwentnie wprowadzają słuchacza w ramiona umierającego świata, a wyobraźnia może przynieść dość zaskakujące obrazy... Sami zresztą oceńcie jakie. IN SCISSORS sięga po wszelkie dostępne środki, aby zbudzić myśli o tym, że nasz świat nie jest wieczny i że poza życiem czeka na nas jedynie śmiertelna pustka, w której nie ma miejsca dla Boga i Szatana, dla jakiegokolwiek bytu... Chwilami ma się wrażenie, że podczas wsłuchiwania się w "Orbis Terrarum Requiem" błądzimy gdzieś na pograniczu istnienia i niebytu, że już nie ma "tu i teraz", i że po drugiej stronie nie ma już nic, tylko wędrowanie w całkowitej ciemności. Pozbawieni zmysłów popadamy w obłęd i zapominamy kim byliśmy i kim jesteśmy... Prostymi w sumie środkami grecki projekt świetnie zobrazował taką właśnie apokaliptyczno - nihilistyczną atmosferę. Jedna z ciekawszych dark ambientowych pozycji, jakie słyszałem w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

ocena: 8/10
www.myspace.com/inscissors
www.zoharum.com
autor: Diovis


INNER VISION LABORATORY / ROTO VISAGE - "Cinema Stain"
(CDR 2009 / No Angels Productions & Beast Of Prey)

Horrory to wdzięczny temat dla wszelkiego rodzaju mrocznych odmian muzyki. Inspirują się nimi goci, black- i death metalowcy, nic dziwnego, że i twórców dark ambientu nie omija ta fascynacja i próbują przelać klimat tych filmów na dźwięki. "Cinema Stain" to taki pozlepiany z różnych kawałków soundtrack do nieistniejącego obrazu grozy. Krajowy projekt INNER VISION LABORATORY i amerykański ROTO VISAGE podjęły się stworzenia tego materiału wspólnie i trudno mi wyrokować co który z muzyków tu rzeczywiście zrobił oddzielnie i co jest miksem obu kreacji. Na dobrą sprawę liczy się efekt końcowy i choć nie jest on powalający od początku do końca, to zasługuje na uwagę u tych, którzy lubią przepojone strachem i niepokojem nastroje. Składa się na to sporo ambientowych, elektronicznych przestrzeni, tony pianina (np. w "Opto Mechanical Projection" i "No Further Questions"), szczątkowe industrialne rytmy ("Ritual Scarification", "Bad Memories") oraz użyte w odpowiednich miejscach sample pochodzące z często nieokreślonych horrorów. Czasem są jak znalazł, ale bywa, że nie wiadomo po co wklejono na przykład rozmowę oficerów CIA w "Ritual Scarification". Dużo tu niskotonowych tonów, na których budowane są jakieś zaczątki melodii i quasi-symfoniczne motywy, które też można skojarzyć z niezbyt konkretnymi tytułami horrorów. Dla tych, którzy chcieliby wiedzieć jakimi skojarzeniami operowała moja pamięć przy zapoznawaniu się z "Cinema Stain" kilka nazw projektów, które też wcześniej mocowały się z tworzeniem przerażających dźwięków: BISCLAVERET, PROFANUM, DEUTSCH NEPAL... Może to nie są bezpośrednie inspiracje dla muzyków obu formacji odpowiadających za ten krążek, jednak takimi właśnie drogami podąża te osiem kompozycji, z których najkrótsza trwa 4 i pół minuty, a najdłuższa aż 15 i pół. "Cinema Stain" została opatrzona czytelnym, głębokim brzmieniem, dzięki czemu wyobraźnia będzie w stanie nie raz zadziwić słuchacza, co przy takim, a nie innym przekazie obu artystów jest chyba pozytywnym aspektem powstania tego materiału. Zilustrowany strach może więc stać się strachem namacalnym i osobistym, dlatego obcujcie z tą limitowaną do 200 sztuk płytką CDR wydaną w pudełku od DVD na własną odpowiedzialność... Innymi słowy - beware!

ocena: 7/10
http://ivlab.prv.pl
www.myspace.com/ivlab
www.rotovisage.com
www.myspace.com/rotovisage
www.no.angels.glt.pl
www.beastofprey.com
autor: Diovis


IGOR STEVANOVIC - "Devil's Night Jazz"
(3" CDR 2008 / T'an! Kaven!! Ash!!!)
Tu wszystko jest jak w zwolnionym tempie. Dźwięki dogorywają i pełzną pomału ku świadomości słuchacza, który staje się ofiarą lub w najlepszym przypadku czuje się osaczony. "Devil's Night Jazz" to właściwie jedna długa, bo trwająca prawie 19 minut kompozycja mieszająca elementy dziwnego ambientu, odrealnionego współczesnego jazzu i muzyki eksperymentalnej. Już zawarte w tytule słowo "jazz" powinno być traktowane z pewną dozą czarnego humoru, bo serbski artysta IGOR STEVANOVIC bawi się dźwiękiem sampli różnych instrumentów, które są zasadniczo kojarzone z tym gatunkiem muzyki. Nie do końca jestem pewien, ale użył tu prawdopodobnie próbek brzmień kontrabasu, saksofonu i puzonu, ale są one na tyle zniekształcone, że stanowią tylko namiastkę melodycznych aspektów tych instrumentów. Przez cały czas coś w tle narasta i się oddala, monotonia męczy, lecz i wciąga. To naprawdę dziwaczna kombinacja dźwięków dla najbardziej zagorzałych maniaków eksperymentalizmu w muzyce. Na co dzień IGOR STEVANOVIC para się fotografią i ogólnie rozumianą sztuką awangardową i swoje doświadczenia przeniósł też na pole antymuzyki. Można nazwać zawartość tego 3-calowego cedeera jako nowoczesny surrealizm, a dla oddania efektu zdeformowanej rzeczywistości opatrzono wydawnictwo zdjęciem jakiegoś maskaradowego wesela, a po drugiej stronie wkładki umieszczono obraz (być może autorstwa samego twórcy) przedstawiający Cherubiny w diablej postaci walczące z kogutem. I nie wiem czy "Devil's Night Jazz" jest nadal dostępny, bo pododdział The Eastern Front, czyli T'an! Kaven!! Ash!!! wydał ten mały krążek w limicie do 55 kopii.
ocena:7/10
www.tka-subdivision.org
autor: Diovis


I. A. SERPENTOR - "Onoskelis"
(CDR 2008 / Insomnya Records)
Nowy net-label Insomnya Records wystartował wydawnictwem projektu, który niektórzy z Was mogą znać, gdyż wcześniej funkcjonował pod nazwą SERPENTORIA i wypuścił jeden materiał zatytułowany "Withering Hopes". Teraz, już jako I. A. SERPENTOR, oferuje drugi, który opowiada historię żeńskiego satyra kuszącego mężczyzn w objęcia śmierci z pewną pomocą absyntu. Pierwsze, co rzuca się w uszy, to naprawdę solidne i czytelne brzmienie, co przy takiej muzyce, jaką jest dark ambient z orkiestralnymi motywami jest rzeczą naprawdę istotną. No właśnie, "Onoskelis" to nie materiał z minimalistycznym plumkaniem charakteryzującym wiele innych projektów. Wbrew pozorom, dzieje się tu wiele: wyraziste syntezatorowe tła skrywają wiele ciekawych dźwięków i rozwiązań, a czasem przewodzą, by po chwili zostawić trochę miejsca dla partii pianina, które akurat, niestety, nie są najmocniejszym elementem utworów stworzonych i nagranych przez Aureliusa Serpentora. Na szczęście instrument ten nie jest siłą przewodnią i pozostawia wiele miejsca dla mrocznych dźwięków tworzonych przez syntezatory i sample. W kilku miejscach pojawiają się zdeformowane i przetworzone wokalizy oraz głosy tajemniczych istot. Na przykład w "Labyrinths of Zin" to właśnie dzięki nim klimat staje się wręcz opętańczy. Chwilami kompozycje z "Onoskelis" zbliżają się atmosferą do muzyki filmowej i bardzo obrazowe, acz nie do końca oddające rzeczywiście prawdy będzie jej porównanie choćby do soundtracku do "Władcy Pierścieni" czy któregoś z horrorów. Z pewnością ten materiał jest pod wieloma względami nieco lepszy od debiutu powstałego pod szyldem SERPENTORIA. Słuchany późnym wieczorem lub nocą ze słuchawkami na uszach pozwala rozpuścić wodze własnej fantazji, bo wyobraźnią malowane są te dźwięki i choć nie jest to majstersztyk orkiestralnego dark ambientu, to miłośnikom niezobowiązującej, choć mistycyzującej elektroniki mogę go polecić. Zainteresowanych downloadem tej muzyki odsyłam na stronę www wydawcy.
ocena: 6/10
www.insomnya.net
autor: Diovis


ISOTHESIS - "Cocoon of the Red World"
(CDR 2007 / Beast Of Prey)
Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś, ile płyt dziennie powstaje na całym świecie? Zawężając może temat - ile płyt z dark ambientem powstaje każdego dnia? Mam wrażenie, że całe mnóstwo... może nawet setki... chyba coraz łatwiej jest tworzyć tego typu dźwięki dysponując nowoczesnym sprzętem, programami czy nieograniczonym wręcz dostępem do sampli. Ale oprócz kwestii technicznych ważna jest też wyobraźnia, ważny jest pomysł, pewna koncepcja, a tej zwyczajnie brakuje wielu projektom, które chcą zaistnieć. Chyba że chodzi im tylko o to, by coś tam poplumkać dla siebie i kilku przyjaciół... Jednak ten ostatni aspekt odrzucam w wielu przypadkach, bo na scenie muzyki elektronicznej (już ogólnie tak to nazwę) istnieje od jakiegoś czasu jakaś nie zawsze zdrowa rywalizacja o wydanie płyty w takim, a takim labelu, a wszystko to dodatkowo napędzają sami wydawcy, którzy walczą o to, by właśnie u nich dany projekt wydał jeden ze swoich naprędce często zmajstrowanych materiałów. Nie oszukujmy się - francuski ISOTHESIS jest jednym z wielu młodych, ale bardzo przeciętnych projektów tworzących ambientowe krajobrazy. "Cocoon of the Red World" ogranicza się bardzo ciasno do pewnej formuły, której bliżej do usypiania czujności (dosłownie i w przenośni), niż do kreowania przerażającej, mistycznej czy transowej atmosfery. Może jeszcze sam początek płyty przynosi przykuwające uwagę dźwięki dzwonków, które mogłyby się znaleźć na jakimś wydawnictwie dla praktykujących transcedentalną medytację buddystów czy zwolenników New Age, jednak reszta... reszta płynie do nikąd, a pewne hałaśliwe zniekształcenia czy odgłosy "mnisich" chórów nałożone na ten "jęzor gorącej i płynącej wolno lawy", jak by to opisał poetycko domorosły wulkanolog, z każdą minutą coraz bardziej męczą i nużą. Gdzież tej płycie nawet do dokonań ATUM czy ROTO VISAGE z opisywanego w innym miejscu splitu, czy do mistrzów dark ambientu ze Skandynawii?... Odkładam na półkę i nie będę już wracał do tego "czerwonego świata" bez kolorów...
ocena: 2/10
www.beastofprey.com
www.isothesis.com
www.myspace.com/isothesis
autor: Diovis


ION - "Madre, Protégenos"
(CD 2006 / Equilibrium Music & Foreshadow Productions)
Duncan'a Pattersson'a nikomu przedstawiać nie trzeba. Trochę inaczej jest z jego ostatnim projektem solowym o enigmatycznej nazwie ION. Solowy, nie solowy, ale bez udziału pozostałych zaproszonych gości ta płyta nie byłaby nawet w połowie tak dobra. Samo nazwisko oraz status byłego lidera ANATHEMY i ANTIMATTER mogłyby okazać się niewystarczające. Owa międzynarodowa mieszanka muzyków (najliczniej reprezentowana jest Grecja oraz Irlandia, ale mamy tu także przedstawicieli / przedstawicielki: Argentyny, USA, Australii, Meksyku czy Włoch) wprowadziła niespotykany dotychczas kolaż tradycyjnych brzmień ludowych pochodzących z różnych zakątków świata. Jednak "Madre, Protegenos" zdominowany jest w większości przez celtycki folor ("Learpholl", "Goodbye Johnny Dear"), ten stonowany, w żadnym wypadku skoczny czy frywolny. Mamy więc charakterystyczne dla tamtego rejonu skrzypce, pojawiają się różnego rodzaju instrumenty perkusyjne, tambouras (to z kolei tradycyjny instrument grecki przypominający wyglądem i brzmieniem mandolinę), flety, klarnety, fortepian, słychać też mnóstwo plam pozostawionych przez syntezatory... Podobne zróżnicowanie występuje w warstwie wokalnej - nie może być inaczej, skoro na krążku usłyszeć możemy aż osiem! różnych głosów w wersji zarówno damskiej, jak i męskiej. Płyta zdaje się nie mieć początku ani końca; puszczona raz i "zapętlona" jest doskonałym soundtrackiem do paskudnej aury, kiepskiego samopoczucia czy ogólnie pojętego wewnętrznego wyciszenia. Nie spodziewałem się tak dobrego krążka i choć rzadko obcuję z takimi klimatami, to jednak przekonałem się, że każda chwila w towarzystwie ION jest wyjątkowa, niezwyczajna, po prostu inna... "Be free from fear. Believe!"
ocena: 8/10
www.equilibriummusic.com
www.ion.equilibriummusic.com
www.foreshadow.pl
autor: kaReL


INSTITUTION D.O.L. - "Eleven Anticlerical Supersongs"
(CD 2005 / Steinklang Distribution)
Nie ukrywam, ze jestem mile zaskoczony tym krążkiem. Austriacki INSTITUTION D.O.L. nie tak dawno dzięki Steinklang Industries wydał swój kolejny album i po raz kolejny potwierdził, że jest jednym z ciekawszych projektów na scenie noise / power electronics. Jak sam tytuł płyty wskazuje, mamy tu 11 kompozycji, które bynajmniej nie są pieśniami pochwalnymi dla tfu... "niebieskiego przywódcy". Aż roi się bowiem na "Eleven..." od różnych sampli z całą masą wrzasków, krzyków, oraz jęków prosto z filmów S/M ;). Sample te są uzupełnieniem dla dość hałaśliwych i "burczących" plam dźwiękowych, które mimo wszystko nie powodują wielkiego bólu narządów słuchowych. Całość jest w miarę poukładana i co najważniejsze zrobiona z głową, przez co INSTITUTION D.O.L. nie jest kolejną kalką znanych i cenionych projektów. Plusem ponadto tego krążka jest jego rytmiczność i swego rodzaju potęga - wszystkie dźwięki są niezwykle energiczne i zarazem wciągające, dzięki czemu słuchacz ani przez chwilę nie odczuwa znużenia. Ostre, kłujące kompozycje przeplatane są z utworami o wiele spokojniejszymi i gdzieniegdzie bardziej minimalistycznymi, jednak całość jak najbardziej komponuje się ze sobą, tworząc ostatecznie krążek, który powinien zadowolić wszystkich maniaków zarówno zimno - industrialnych klimatów, jak również wielbicieli ostrych dźwięków noise'owo - power electronics. Pomimo tego, iż w zasadzie nie jest to płyta przełomowa w gatunku i wielce rewelacyjna, mimo wszystko polecam ten krążek. Dodam jeszcze, że Steinklang wydało ten album w limitowanym nakładzie 500 kopii.
ocena: 7/10
www.steinklang-records.at
autor: Tomasz Lewicki


INFAMIS - "Upiór - qualis rex, talis rex"
(CDR 2005 / Beast Of Prey)
Po blisko trzech latach od ukazania się, notabene bardzo dobrej płyty "Cardinal Of The Daemons", możemy wreszcie trzymać w rękach nowy, trzeci krążek nieświętego projektu INFAMIS o dosadnym tytule "Upiór". Pierwszy kontakt z wydawnictwem jest bardzo miły, płytka znajduje się w środku książeczki formatu A-5 wzbogaconej o iście diabelskie grafiki oraz cytaty. Trzeba zaznaczyć, iż pierwszych 6 egzemplarzy tego krążka zostało wydanych w dużym kartonowym boxie z całą masą dodatków graficznych oraz dołączonym kozim rogiem - a jakże! Muzycznie INFAMIS prezentuje nam bardzo miłą, klimatyczną dark ambientową podróż muzyczną przez mroczne i piekielne otchłanie, tytuły, takie jak chociażby: "Adoratorzy Beznocy", "Iluzjonista Krwi", czy tez "Czarci Róg" w pełni oddają klimat towarzyszący muzyce. Trzeba zaznaczyć, iż od ostatniego materiału muzyka INFAMIS nabrała jeszcze większej mocy i barwy. Oprócz melodyjnych, klawiszowych, mrocznych pejzaży na "Upiorze" zostały wykorzystane między innymi dzwony, chóry operowo - gregoriańskie, które znakomicie współgrają z dźwiękami oraz dudniące w tle kotły. Z pewnością te elementy sprawiły, że najnowszy krążek INFAMIS jest jeszcze bardziej mroczny i mistyczny zarazem. Muzyka hipnotyzuje i wprowadza w wyjątkowy, diabelski nastrój. Na płycie nie znajdziemy zbyt wielu partii wokalnych, ale i tak nie zmienia to faktu, że nowej płyty INFAMIS słucha się naprawdę dobrze. Widać, że twórca cały czas się rozwija i jego muzyka nie stoi w miejscu. Mam tylko cichą nadzieje, że na kolejną płytę nie będziemy musieli czekać kolejnych trzech lat. Póki co, mogę szczerze polecić ten krążek wszystkim fanom mrocznej i klimatycznej dark ambientowej muzy, znanej chociażby z wczesnych płyt RAISON D'ETRE. Na zakończenie dodam, iż materiał ten jest limitowany do 333 ręcznie numerowanych egzemplarzy, więc warto się spieszyć.
ocena: 8/10
www.beastofprey.com
autor:Tomasz Lewicki


INSUFFER - "Virus Dei"
2004 / Terra Inferna Rec. & Beast Of Prey
"Virus Dei" jest debiutanckim materiałem nowego polskiego projektu INSUFFER. Dla ścisłości powiem, że jest to jednoosobowy projekt stworzony przez Roberta, współodpowiedzialnego za losy wydawnictwa War Office Propaganda oraz twórcę innego projektu - RUKKANOR. Aby zakończyć ten wstęp, dodam jeszcze, że płyta została wydana w kolaboracji Terra Inferna Rec. i Beast Of Prey. Jesli chodzi o warstwę muzyczną, to na "Virus Dei" znajdujemy 11 kompozycji utrzymanych w stylistyce zimnego, mrocznego dark ambientu. Płyta wprowadza naprawdę w całkiem fajny (czytaj: mroczny) klimat. Mamy tu wszystko to, co dark ambientowy krążek powinien zawierać, są więc odpowiednie zgrzyty, dudnienia i pulsacje, które wzajemnie się uzupełniają tworząc odpowiedni dla tego typu muzyki nastrój. Przestrzeń wypełniają czadowe drony i innego rodzaju szumy. Jest więc tak jak być powinno - posępnie i mrocznie... Momentami muzyka INSUFFER przypomina takie projekty jak DESIDERII MARGINIS. czy też LUSTMORD. Co to się wiele rozpisywać, debiut naprawdę całkiem udany i niecierpliwie czekam na nowy materiał tego projektu. Wszystkich gorąco zachęcam do zapoznania się z "Virus Dei".
ocena: 8/10
insuffer@plusnet.pl
autor: Tomasz Lewicki


IN SLAUGHTER NATIVES - "Resurrection (The Return of a King)"
CD 2004 / Cold Meat Industry
No i doczekaliśmy się po długiej przerwie nowej odsłony w wykonaniu IN SLAUGHTER NATIVES. Mówiąc szczerze obawiałem się nieco tego krążka. Cold Meat ostatnio zdarzało się przeplatać płyty świetne z dość przeciętnymi, więc powody do niepokoju były. Jak się jednak okazało na szczęście zupełnie niepotrzebne. "Resurrection" okazał się bowiem powrotem tego projektu naprawdę w wielkim stylu. Płyta jest niesamowicie dynamiczna i mroczna zarazem. Na krążku znalazło się 10 utworów (plus bonus w postaci video clipu) utrzymanych w starym dobrym stylu dokonań IN SLAUGHTER... Obok potężnych industrialnych utworów na nowym krążku znalazło się też kilka spokojnych, bardziej mrocznych i melancholijnych kawałków, które można porównać np. z RAISON D'ETRE. Co tu się dużo rozpisywać, takie kompozycje jak "You Are the Dead", "Ashes Of Angels", czy "Anger Are You With Me,Follow My Steps" po prostu zwalają z nóg. Apokalipsa i poczucie grozy są jak najbardziej obecne na tym krążku. Trudno jest zbyt wiele mówić o projekcie, który wiele lat temu wykreował swój własny styl i odcisnął olbrzymi ślad w twórczości wielu późniejszych zespołów. Mogę wszystkich tylko bardzo gorąco zachęcić do zapoznania się z "Resurrection" - swoją drogą tytuł jest w pełni adekwatny, gdyż jak już wspomniałem powrót IN SLAUGHTER NATIVES okazał się bardzo udany. Jest to płyta która absolutnie nie zawiedzie starych wielbicieli, a jednocześnie zyska nowych zwolenników. Mocna rzecz!
ocena: 8/10
www.coldmeat.se
autor: Tomasz Lewicki