|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


NORD 'N COMMANDER - "Karty Putieszestwija Tieni"

(CD 2003 - 2008 / Casus Belli Musica)

Z tą płytą miałem nie lada orzech do zgryzienia. Co tam orzech! Prawdziwą skałę. Spodziewałem się elektronicznego mroku, a dostałem PIOSENKI w klimacie gothic / folk / electro. Wygląda na to, że NORD 'N COMMANDER to prawdziwy kameleon i nigdy nie wiadomo co zagra i nagra na swoim kolejnym albumie. A ma ich już na koncie kilka, zaś opisywany przeze mnie krążek jest trzecim materiałem w dyskografii, nagranym w 2003 roku, a wznowionym 5 lat później przez Casus Belli Musica. "Karty Putieszestwija Tieni" (po angielsku "Maps of the Shadow' Travelling") to prawdziwy cios zadany typowemu potraktowaniu elektroniki, folku i gotyku. Panowie Aleksander Iszutin i Wadim Proskurjakov czerpią to, co im dogodne z tych stylistyk, a w efekcie dostajemy rytmiczną, (sic!) taneczną i zalatującą wiochą oraz rosyjskim disco mieszankę, która w pierwszej chwili odrzuca, lecz po dokładnym wsłuchaniu to wszystko okazuje się przewrotną i bardzo specyficzną fasadą czegoś głębszego. Oczywiście, dalej drażnią przypominające nasze disco polo rytmy i wokale, nadal denerwuje toporność samych kompozycji, knajpiane brzmienie klawiszy, gitary i automatu perkusyjnego, ale nie przeszkadza to na dobrą sprawę w odczuwaniu wrażenia, że to jest coś, co jest jedyne w swoim rodzaju i trudno to sklasyfikować, choć już na początku napisałem, że to w sumie zwyczajne piosenki oprawione w elementy folkowe, gotyckie, industrialne i electro. Faktem jest, że słychać na tym krążku różne rzeczy wymieszane ze sobą w niebanalny, raczej niespotykany sposób i nazwałbym, że bardzo słowiański, ale przez cały czas zastanawiam się ile jest w tym wygłupu, ile wyrachowania i chęci zaistnienia za wszelką cenę, a ile poważnej tematyki. Wydawca coś przebąkuje o metaforach, symbolach, Cieniach, idei dążeniu do Perfekcyjnego Świata, jednak wietrzę w tym jakieś przegięcie, bo choć nie pamiętam już zbyt wielu słów w języku rosyjskim, to teksty nie zdają się być w klimatach filozoficznych. Jak już, to raczej fantasy. Bardziej istotne jest to, że po wysłuchaniu tego albumu paradoksalnie ma się chęć posłuchać go raz jeszcze, chociaż odrzuca, odstręcza i zwyczajnie wkurw*a. Może tu właśnie pies jest pogrzebany i NORD 'N COMMANDER dogrzebało się w każdym z nas takiego, co i proste muzyczne potrzeby ma?...

ocena: 2 lub 8/10
www.nordncommander.com
www.myspace.com/nordncommander
www.casusbellimusica.com
autor: Diovis


NORD 'N COMMANDER - "Akkortheon"

(CD 2005 - 2009 / Casus Belli Musica)

Funeral doom metal zagrany na akordeonie? Czy to w ogóle możliwe?! Po swoim traumatyczno - dziwacznym doświadczeniu z jednym z wydawnictwem NORD 'N COMMANDER pt. "Karty Putieszestwija Tieni" wolałem przygotować się na "Akkortheon" i w tym celu przeczytałem kilka razy opis tego wydawnictwa, doszukując się w tym różnych "kruczków". Tymczasem faktycznie, ten album został nagrany za pomocą akordeonu, automatu perkusyjnego, wokali i niewielkiej ilości sampli chórów. Na tym prostym fundamencie została zbudowana, można by rzec klasyczna, funeral doom metalowa płyta, tyle, że bez użycia gitar. Zamiast gitar mamy akordeon, wokal growluje, prymitywny automat wystukuje umierający rytm (przejścia "rządzą" hehehe) i to wszystko zaskakuje... cholerną świeżością. Chociaż akurat motywy składające się na pięć pierwszych utworów zostały prawie że żywcem zaczerpnięte z różnych płyt kapel grających ten prawdziwy funeral doom, począwszy od niektórych zagrywek MY DYING BRIDE, poprzez EVOKEN i UNHOLY, a skończywszy na przykład na SKEPTICISM. Pomysł jest jednak wyśmienity i jestem przekonany, że Rosjanie z Woroneża wpadli na niego jako pierwsi. Czy znajdą się naśladowcy - okaże się lub nie. Z wykonaniem jest już różnie, bo NORD 'N COMMANDER rejestruje swoje płyty prawdopodobnie w domowym zaciszu, więc brakuje tym dźwiękom niezbędnego ciężaru, głębi i spoistości. Co prawda powklejano do tych prostych kompozycji sample chórów i różne zaśpiewy obcego pochodzenia (szósty na płycie "Some Signs Out of Nav'" jest skonstruowany głównie z tych elementów), ale można to potraktować jako pewien ciekawy eksperyment, nic ponad to.
Większy problem i zaskoczenie (a jednak!) czeka tych, którzy przebrną przez "pogrzebową" część tego krążka. Przypuszczam, że pozostałe kawałki to bonusy, których nie było na oryginalnej wersji tego wydawnictwa. Następuje w każdym razie olbrzymi przeskok stylistyczny i mamy okazję posłuchać NORD 'N COMMANDER wykonującego covery. Ale jakież to covery! Rozrzut jest totalny! Od "Walking Alone" pop-punkowego GREEN DAY, poprzez electro-pop nieznanego mi CAR-MAN (Rosjanie chałturzą tu niemiłosiernie - przypomina mi to dokonania takiego zespoliku z lat 80-ych, jakim był THE TWINS), "My Secret Garden" DEPECHE MODE, "My Immortal" EVANESCENCE z "gotyckim" męskim wokalem, aż po przeróbki już typowo metalowych utworów. A w zestawie tym mamy... uwaga!... "I Am the Bloody Earth" MY DYING BRIDE, (sic!) "War" BURZUM, "Crystal Mountain" DEATH i "Brothers of Metal" MANOWAR. Z tymi kolesiami naprawdę coś jest nie tak. Ale akurat cover Brajdów wyszedł im niesamowicie, bo zamiast skrzypiec i gitary gra tu znany z pierwszej części tej płyty akordeon. Mówię Wam - wrażeń na tej płycie jest moc! Mieszane to wrażenia, ale "coś" jest w tym NORD 'N COMMANDER, że nie odchodzi się od głośników, chociaż czasem odczuwa się wyłącznie obrzydzenie... Hm...

ocena: 2 lub 9/10
www.nordncommander.com
www.myspace.com/nordncommander
www.casusbellimusica.com
autor: Diovis


NECROPHOBIA - "Necrophobia"
(CDR 2008 / Szatan Records - własna produkcja zespołu)
Któregoś dnia otrzymałem przesyłkę z materiałem tajemniczego projektu NECROPHOBIA. Nazwa to dość popularna i w przyszłości może to sprawić sporo kłopotów twórcy (twórcom) tego nagrywającego w Anglii, a korzeniami tkwiącego w Polsce przedsięwzięcia. Nie zatytułowana płytka zaczyna się obiecująco mrocznym, lekko nawiedzonym, a jednocześnie melodyjnym "Six Feet Under Your Grave". Po tym fragmencie wyglądało na to, że NECROPHOBIA podąża tropem innych artystów inspirujących się głównie elektroniką i przestrzennością dark ambientu. W drugim numerze (również instrumentalnym), "Low Level of Emotional Symptoms", oprócz klawiszy i syntezatorów swoje pięć, a nawet więcej groszy dokłada gitara: raz przesterowana, a innym razem wytwarzająca ciekawe akustyczne partie będące urozmaiceniem prostej w swoim przesłaniu formy. Tu również pojawia się wystukujący rytm automat perkusyjny. Wbrew pozorom, trudno porównywać to, co tworzy ten projekt do innych, bardziej znanych tworów. Tym bardziej, że w trzecim na płytce "XIV" bazą jest zimnofalowy motyw gitary z jednostajnie pukającym automatem, a w tle mamy syntezatorowo-gitarowe plamy. To niezbyt skomplikowany, a jednocześnie wciągający fragment tego materiału, który zainteresuje także fanów JOY DIVISION czy THE CURE. Nie wiem czemu, ale momentami mam skojarzenia z tymi chłodnymi w swojej wymowie utworami REPUBLIKI, jak np. "Poranna Wiadomość" czy Ciało". Jednocześnie jestem pod wrażeniem osiągnięcia przez NECROPHOBIĘ dogłębnego brzmienia, które dalekie jest od amatorszczyzny wielu "domowych" produkcji. Równie dobrze sprawdza się to w kolejnych chłodnych i oszczędnych kompozycjach, jak "Countess Bathory in the Blood of Virgin In Order To Retain Her Youth" z wyrazistą linią basu oraz żeńskimi zaśpiewami w tle czy zahaczających o black metal i dokonania PROFANUM "Sophisticated Care For Sick And Dying" oraz "Rotten Personification of Sleep". Elektronika sprytnie uzupełnia gitarowe eksperymenty, a brak linii wokalnych jest zastępowany przez diabelsko brzmiącą melodykę, która czasem wznosi się na poziom quasi-symfonicznych zagrywek, a czasem dark ambientowej monotonii i transowości. To bardzo dobrze, że w tym bogactwie odmiennych klimatów nie zagubiła się gdzieś linia przewodnia i można odczuć, że cały materiał stworzony został przez tego samego muzyka bądź muzyków. Z przyjemnością poczekam na kolejne utwory tego tworu.
ocena: 8/10
www.myspace.com/projektszatan
www.myspace.com/necrolog1945
autor: Diovis


NORDVARGR - "Interstellar"
(CD 2008 / Beast Of Prey)
Wszechświat przeraża i fascynuje, jego wielkość i tajemniczość zainspirowały już naprawdę wielu artystów do stworzenia wiekopomnych dzieł i rzeczy zupełnie maluczkich. Po ten temat sięgnął też bardzo kreatywny osobnik, którego znamy między innymi z MZ.412, FOLKSTORM czy współpracy z metalowymi awangardzistami z włoskiego xxx. Pod szyldem NORDVARGR dorobił się już kilku różnorakich wydawnictw, a jedno z nowszych to właśnie "Interstellar". Album to nowatorski, intrygujący i ujmujący tematykę Kosmosu z całkowicie innej perspektywy. Tutaj człowiek jest tylko kreatorem maszyn badających przestrzeń kosmiczną, a emocje zostają całkowicie wyzerowane. Tworzenie zostało zredukowane do poukładania dźwięków pochodzących spoza naszej planety: szumów, szmerów, częstotliwości wysyłanych przez satelity oraz zapisów z radioteleskopów. W minimalnym stopniu wykorzystano też głosy kosmonautów i radiotechników, które wpleciono w kilku miejscach na tej płycie. Efekt jest - muszę przyznać - piorunujący, zwłaszcza gdy słucha się tego przez słuchawki w samym środku nocy. Rozpoczynające ten krążek "Nothingness Approaching" zaczyna się stosunkowo głośno, jednak z czasem staje się coraz bardziej wyciszone i wypełnione czarną pustką bezkresnych przestworzy. Dalej jest podobnie: transmisje zatytułowane "Massive Interstellar Darkness", "Expanding Matter" i "Returning To a Balanced Existence" to eksplorowanie będących poza zasięgiem naszej wyobraźni przestrzeni: przerażających, odległych, nie poznanych i nie nazwanych. Dark ambient autorstwa NORDVARGR jest próbą eksploracji tych miejsc, ale już na pewno nie żadną odpowiedzią na pytania czym jest Kosmos, czy gdzieś się kończy i czy istnieje w nim jakiekolwiek życie poza tym ziemskim? Jak to pisał jeden z działających po II Wojnie Światowej egzystencjalistów xxx Sartre: "wysyłana przez nas myśl o kresie Wszechświata powraca do nas nietknięta i wzmaga w nas pustkę i poczucie małości, ale czy naprawdę?".
ocena: 8/10
www.nordvargr.com
www.virb.com/nordvargr
www.beastofprey.com
autor: Diovis


NEKYIA - "Alchemalady"
(CD 2008 / Beast Of Prey)
Kompletnie zapomniałem, że "Alchemalady" to materiał, który powstał w 2002 roku, czyli tuż po wydaniu obiecującego debiutu "Attuner of the Spheres", a na długo przed bardzo rozwojowym "Purgatory As the Serpent Domain". Dlatego z początku szukałem odniesień do bliskiej perfekcji ostatniej dotychczasowej płyty NEKYIA pt. "Slowmotion Downhells". Tymczasem tu mamy do czynienia z dźwiękami bliższymi korzeni, choć już będących zapowiedzią kolejnych produkcji tego zespołu. W godzinie zamknięto tu zgrabną całość będącą wędrówką przez klimaty bliższe dark ambientowi, industrialowi, a gdzieniegdzie także synth-pop, neo-classical czy trip-hopu. To ciekawe, że pomimo takiej rozpiętości stylistycznej "Alchemalady" świetnie radzi sobie równie dobrze z bardziej mroczną materią podpartą mechaniczną rytmiką, jak i tymi bardziej nastrojowymi kompozycjami pełnymi ciekawych melodii, a oba te "światy" współgrają ze sobą. Obok prawie piosenkowych fragmentów jest miejsce na pełne niepokoju instrumentale, a oprócz dziwacznych konstrukcji NEKYIA potrafi zabłysnąć też spokojnym utworem opartym głównie na dźwiękach pianina (np. "chapter six... she's the mist which waters, which drowns") lub nastrojowymi, lecz przy tym pełnymi dysonansów numerami z gitarą akustyczną lub elektryczną. Na tym krążku słychać między innymi echa dokonań SANCTUM czy THIS MORTAL COIL wymieszanych w jednym (nomen omen) alchemicznym tyglu, ale bez bezpośrednich skojarzeń. NEKYIA od pierwszego materiału buduje specyficzną atmosferę, linie melodyczne są tylko z pozoru typowe, a poszukiwania doprowadzają muzyków do intrygujących rezultatów, ciekawych dla ucha, lecz i pozwalających na mistyczne wręcz doznania. Wokalna strona albumu to też niezły misz-masz konwencji, różnorodność dopasowuje się do muzycznego przesłania, a obok pięknych żeńskich wokali (głos Brzozy przypomina chwilami wokalistkę PORTISHEAD lub mało znane niektórym głos sióstr Rutkowski pojawiających się na drugim krążku superprojektu THIS MORTAL COIL) mamy tu tajemniczo brzmiące szepty i męski zniekształcony lub czysty głos. Zaginione ogniwo między debiutem a obecną twórczością zespołu zostało objawione i wierzcie mi - warto dorzucić do pozostałych płyt stojących w Waszej kolekcji. Lub też zacząć od "Alchemalady", by szukać innych rzeczy wykreowanych przez tę niezwykłą formację.
ocena: 8/10
www.beastofprey.com
www.nekyia.pl
autor: Diovis


NADJA - "Corrasion"
(CD 2007 / Foreshadow Productions)
O NADJI niewiele osób słyszało, ponieważ kieruje ona swą twórczość głównie do węższego grona słuchaczy. Do odbiorców o umysłach otwartych na nowatorskie pomysły i brzmienia, więc zapomnieć tu można o jakiejkolwiek domieszce komercyjności. Projekt panów Bakera i Buckareffa reprezentuje gatunek drone/post rock. "Corrasion" pierwotnie ukazał się w 2003 roku w nakładzie 200 egzemplarzy, które rozeszły się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Album, który dostajemy do rąk jest tym samym albumem, jednak wszystkie utwory zostały nagrane ponownie, zyskując nowe, świeższe brzmienie. Bonus stanowią trzy dodatkowe utwory. NADJA to więc już firma dobrze znana i posiadająca wysoką lokatę w panteonie wykonawców muzyki alternatywnej. Jak na ambientowy twór, w muzyce dominują długie dźwięczne pasaże. Muzyczną mieszankę stanowią nałożone na siebie ciężkie partie gitar i syntezatory. Jak zakłada ambientowa koncepcja, żaden instrument nie wyróżnia się ponad inne. Brzmienie jest rozmyte, ma za zadanie budować muzyczną przestrzeń, która to powinna otoczyć słuchacza ze wszystkich stron. Kompozycje budują atmosferę niepokoju. Klimat budowany jest stopniowo, co w głównej mierze osiągnięto dzięki znacznej długości utworów, bowiem są pasaże nawet 20-minutowe. Jako minus można zaliczyć problem odbioru tej sztuki przez przeciętnego słuchacza, dla którego to wydawać się może ona będzie męcząca i bez przekazu. NADJA coraz śmielej poczyna sobie na muzycznym rynku, dając przykład i zachętę do działania zespołom o podobnych koncepcjach. Zespół potwierdza tym samym, że ewolucja muzyczna jest konieczna, ale i nieunikniona. Warto choćby z ciekawości zapoznać się z tym albumem.
ocena: 7/10
www.foreshadow.pl
www.nadja.foreshadow.pl
www.aidanbaker.org/nadja
autor: Tomasz Powrózek


NECROPHORUS - "Imprints"
(CD 2007 / Wrotycz Records)
Spod rąk Petera Anderssona rzadko wychodzą rzeczy słabsze. Nawet lekka obniżka lotów ostatnich produkcji sztandarowego projektu tego Szweda, czyli RAISON D'ETRE, nie wpłynęła w oczach fanów na zmniejszone zainteresowanie tworzonymi przez niego dźwiękami. Nie inaczej będzie po "lekturze" "Imprints" - piątego już albumu nagranego przez Petera pod szyldem NECROPHORUS (nazwa po łacinie oznacza owada znanego u nas jako grabarz), a pierwszego dla naszej krajowej Wrotycz Records. Można by rzec, że zawartość tego krążka to taka minimalistyczna, ale na swój sposób urokliwa wersja dokonań RAISON D'ETRE. Mr Andersson odnalazł przez te wszystkie lata swój charakterystyczny styl, dlatego i ten projekt nie odbiega od standardów bardzo mrocznego ambientu, który na "Imprints" opiera się w dużej mierze na organicznych dźwiękach zarejestrowanych podczas podróży artysty na Islandię. Przez kilkadziesiąt minut słychać plusk wody, trzaskający lód, szum wiatru, trzask łamanych gałęzi, uderzenia wioseł o fale, eksplozje gejzerów i różne dziwne szmery, które składają się na fundament "Imprints". Upodabnia to NECROPHORUS do innych projektów opierających swoje dokonania o naturalne i naturalistyczne dźwięki, czyli NORTHAUNT czy SEPHIROTH. Jednakże zbytnim uproszczeniem i przekłamaniem byłoby twierdzenie, że przez godzinę słychać tylko to, co Peter zdołał nagrać podczas swoich wojaży pośród bezkresów odległej wyspy, bo na to nałożył w studiu wszelką elektronikę i "martwe" instrumentarium, za pomocą których stara się uzupełniać dźwięki natury, a czasem próbuje walczyć o dominację "nieżywego" nad "żywym". Dlatego momentami objawia się to tylko minimalistycznym, buczącym w tle podkładem, a chwilami z ponad szmerów, szumów, trzasków i plusków wyłania się monotonny sound syntezatorów, jakby rodem ze starych płyt z muzyką elektroniczną (a la TANGARINE DREAM) lub zniekształcone brzmienie gitary klasycznej, które to dźwięki zdają się płyną w nieskończoność. Wszystko to jednak współgra ze sobą, a studyjne dodatki ubarwiają całość, a jednocześnie dowodzą, że ostateczny kształt i ostateczna forma leżą w rękach twórcy i jego inwencji. Takie współistnienie naturalności i sztuczności, rzeczywistości i kreacji wyłania się po wielu przesłuchaniach "Imprints" i w tym tkwi magia tych dźwięków, które mogą być odbierane przez słuchacza w różnoraki i dowolny sposób. W ten sposób odcisk pamięci i wspomnień z podróży Petera po zimnej Islandii może stać się dla każdego jego własną wędrówką w nieznane... Wystarczy tylko trochę wyobraźni...
ocena: 8/10
www.wrotyczrecords.prv.pl
autor: Diovis


NADJA - "Base Fluid"
(Free internet SP 2007 / Foreshadow Productions)
Sporym wydarzeniem w pewnych kręgach będzie nowe wydawnictwo projektu NADJA - niezwykle płodnego zjawiska, które coraz mocniej działa już nie tylko na zatwardziałych fanów eksperymentalnego drone-doom'owego grania. Dlaczego? Bo "Corrasion" to pierwsza z prawdziwego zdarzenia płyta Aidana Bakera i jego partnerki Leah'i Buckareff, która ukaże się nakładem polskiej firmy, a jest nią Foreshadow Productions. Tak po prawdzie jest to re-edycja materiału wydanego już kilka dobrych lat temu przez Aruzza, ale wówczas był to zwykły CDR wydany w pudełku DVD i od dawna nie jest on już dostępny, podczas gdy teraz będzie to już normalna, tłoczona płyta. Dla niektórych bez różnicy, bo przecież takie "trendy" jest teraz zasysanie miliona mp-chujek, ale cóż... W każdym razie mam dobre wieści dla miłośników wirtualnych dźwięków, bo zanim z tłoczni wyjdą srebrne krążki z zawartością "Corrasion", można sobie ściągnąć swoistego trailera tego wydawnictwa, czyli darmowego internetowego singla z jednym numerem z tego CD oraz drugim, nigdzie nie wydanym. Ładny mi singiel - obie kompozycje trwają łącznie 32 minuty! ;) Jako pierwszy mamy jedenastominutowy "Base Fluid", pochodzący z przygotowywanego do wydania albumu "Corrasion": transowy kawałek oparty na pozornie monotonnym gitarowych riffie, wspartym linią przesterowanego basu i prostą perkusją. Tu najwyraźniej można poznać, czym jest drone-doom, a jest to przestrzenne, utrzymane w powolnym tempie granie stawiające na klimat i wręcz namacalną organiczność tych dźwięków. Taki rodzaj ambientu granego na "żywych" instrumentach. Mniej tu eksperymentów, a więcej post-rocka. Podobnie brzmi drugi utwór o tytule "Numb", który można znaleźć tylko na tym netowym singlu. Nieco dłuższy od poprzedniego (21 minut bez dwóch sekund), równie transowy i podskórnie hałaśliwy, a na końcu coraz bardziej rozmyty i poruszający wyobraźnię. Jeśli kogoś zraziły chorobliwe struktury tworzone przez NADJĘ na przykład na "Bodycage", tu znajdzie tę niezwykłą atmosferę podaną w niezwykle prosty i przejrzysty sposób. Fanów takiej muzy nie trzeba zachęcać do zapoznania się z tym wirtualnym wydawnictwem, a reszta niech spróbuje. Możliwe, że po pierwszym spotkaniu z tworem Bakera i Buckareff będzie chciał się bliżej zaprzyjaźnić z "Corrasion", a może także i z innymi produkcjami tego kanadyjskiego duetu.
PS. Poniżej podaję linka, pod którym można znaleźć tego singla do pobrania na swojego kompa.
ocena: 7/10
www.basefluid.foreshadow.pl
autor: Diovis


NADJA - "Bodycage"
(CD 2006 / Profound Lore Records & Foreshadow Productions)
NADJA to projekt stworzony przez Aidana Bakera - postać niezwykle znaną w niektórych kręgach i nadzwyczaj twórczą, o czym świadczą zarówno zainteresowanie kolejnymi wydawnictwami ze strony fanów ekstremalnych dźwięków, jak i ilość materiałów wydanych w ciągu ostatnich kilku lat. Oprócz NADJI gra on również w formacji ARC, nagrywa solowe płyty, jest wydawcą (prowadzi Arcolepsy Records) i cholera wie, czym zajmuje się jeszcze ponadto. NADJA to od jakiegoś czasu duet, bo obok Aidana (gitary, flet, wokale, automat perkusyjny) członkinią zespołu jest również basistka Leah Buckareff. Wbrew pozorom nie tworzą oni jednak muzyki stricte rockowej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, bowiem od samego początku założeniem tego projektu jest eksperymentowanie z dźwiękami, choć bazą dla tego są właśnie gitary i bas. "Bodycage" jest tego doskonałym przykładem. Złożony z trzech długich utworów album jest definicją industrialnego, awangardowego doom rocka, zwanego także doom ambientem lub drone-doom. Muzyka opiera się na jednym podstawowym motywie, na podłożu którego powstają leniwie płynące, transowe improwizacje. Pierwsza z kompozycji, "Clinodactyl", bazuje na przesterowanej gitarze i basie, na którą nakłada się nieco schowany wokal i wysunięty bardziej do przodu powolny, monotonny rytm perkusji. Chyba najbliższym prawdzie i najbardziej klarownym określeniem tego utworu będzie "odarty z jakichkolwiek urozmaiceń GODFLESH". NADJA kontynuuje to w "Autosomal" - ten numer ma jeszcze prostszą i bardziej minimalistyczną strukturę. Agonalny, zrywający się momentami rytm uzupełniają przetworzone i zniekształcone partie gitary oraz basu. "Ossification" to już całkowite zerwanie z konwencją awangardowego post-rocka. W przeważającej części (pierwsze 10 minut) to czysty dark ambient i dopiero później pojawia się szczątkowy rytm. Końcówka tej kompozycji to dźwięki bliskie kakofonii. Na tym kończy się właściwy album (wcześniej wydany w formacie CDR przez Nothingness Records), a na wydaniu kanadyjskiej Profound Lore Records są jeszcze dwa bonusy (tytułów nie podano): pierwszy to minimalistyczny eksperyment, a drugi to ponad 10-minutowy utwór zbliżony klimatem do drugiego na krążku "Autosomal". Dodam jeszcze, że album jest konceptem nawiązującym do rzadkiej choroby mięśni i kości znanej jako fibrodysplasia ossificans progressiva (niestety, nie udało mi się znaleźć polskiej nazwy tegoż schorzenia). Podsumowując - "Bodycage" to album w swojej prostocie niełatwy, przeznaczony wyłącznie dla wymagających słuchaczy.
ocena: 7/10
www.profoundlorerecords.com
www.aidanbaker.org/nadja
autor: Diovis


NEKYIA - "Slowmotion Downhells"
(CD 2006 / Beast Of Prey)
Ta formacja już na debiutanckiej płycie "Attuner of the Spheres" ukazała się jako twór niesamowicie kreatywny, oryginalny i daleki od schematyzmu dziewięćdziesiąt ośmiu procent innych artystów i "artystów". Wówczas nie mieli jeszcze do końca sprecyzowanej wizji tworzonych przez siebie dźwięków, co po części było słychać i na drugim albumie "Purgatory As the Serpent Domain", choć nie przeczę - oddalili się wtedy jeszcze bardziej od tego, co popełnili na samym początku swojej drogi. Neofolk, dark ambient, elementy industrialne, eksperymentalne i awangardowe, a wszystko przemieszane i zapodane w sposób nad wyraz indywidualistyczny. Trzecie i najnowsze wydawnictwo, "Slowmotion Downhells", może być jednak zaskoczeniem totalnym, albowiem Grassi i Manuzi pozbyli się jakichkolwiek nawyków oraz inspiracji i stworzyli dziełko całkowicie spójne, a przy tym odmienne od czegokolwiek, co miałem okazję usłyszeć podczas wielu lat swojej egzystencji. Od razu jednak przestrzegam, że efekt nie będzie łatwy do zrozumienia nawet po wielu przesłuchaniach. Samemu długo zastanawiałem się, jak przybliżyć zawartość tej płyty i doszedłem do wniosku, że (na szczęście, a może i nie) nijak można je odnieść do innych dokonań. Bo jakże to?! Niby "Slowmotion Downhells" zawiera elementy minimalistycznego dark ambientu, trip-hopu pozbawionego rytmiki i muzyki rytualnej, a z drugiej strony z żadną z tych stylistyk nie ma praktycznie żadnych punktów stycznych. Świadczy to albo o tym, że muzycy popełnili rzecz genialną i wyprzedzającą o lat co najmniej kilka czas teraźniejszy, albo też wyszło to przypadkowo, tak zwaną metodą prób i błędów, w konsekwencji będąc wypadkową poprzednich wydawnictw. Bo też nie podejrzewam, że materiał ten powstał w wyniku eksperymentów z substancjami chemicznymi, choć takie wrażenie unosi się od samego początku do samego końca nad "Slowmotion Downhells". Żaden dźwięk nie zdaje się być normalnym, a jednocześnie nie wygląda na przypadkowy. Ostatnimi czasy naprawdę rzadko zdarza się mi obcować z płytą tak pełną tajemnic, zagadek i niedomówień. I niech to wystarczy za rekomendację, jaką wystawiam temu krążkowi, a resztę suspensu pozostawiam już tym, którzy odważą się po niego sięgnąć. Niesamowicie magiczny album!
ocena: 9,5/10
www.beastofprey.com
www.nekyia.pl
autor: Diovis


NEKYIA - "Purgatory As the Serpent Domain"
(CD 2005 / Beast Of Prey)
A oto i drugie po splicie "Hopes Die In Winter" wydawnictwo zlecone przez Beast Of Prey do wykonania przez profesjonalną tłocznię. Tak jak w tamtym przypadku, tak i tutaj mamy do czynienia z muzyką na naprawdę wysokim poziomie. NEKYIA nie jest zresztą debiutantem, bo ma już na koncie album wydany przez Fluttering Dragon i tworzy dźwięki, które nie jest łatwo sklasyfikować, co jest niewątpliwym atutem tego projektu. "Purgatory As the Serpent Domain" nie jest przy tym płytą jednorodną, zamykającą się w takim czy innym klimacie. Dominują oczywiście bardzo mroczne brzmienia i wiele jest na tym krążku dark ambientowej przestrzeni, snujących się w tle syntezatorów, dziwnych głosów, ale od czasu do czasu muza staje się bardziej rytmiczna i nie pozbawiona melodyki. Duża w tym zasługa użytych tu i ówdzie gitar akustycznych i partii fletu, pięknych żeńskich wokaliz oraz samych struktur poszczególnych kompozycji. Wszystko jest jednak podszyte niepokojem, atmosferą strachu, dysharmoniami, które nadają całości szczególnego charakteru. Jak zawsze w przypadku wydawnictw Beast Of Prey, i tutaj płytę zapakowano w składaną tekturę, wewnątrz której znajdują się dwie dodatkowe wkładki z medyczno-anatomicznymi rysunkami. Na okładce z kolei widnieje obraz Rembrandta ukazujący jedną z pierwszych w historii sekcji zwłok. To rzeczywiście jedna z ciekawszych pozycji, jakie ukazały się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w tym gatunku muzycznym.
ocena: 8/10
www.beastofprey.com
www.nekyia.pl
autor: Diovis


NOCTURN INFERI - "Promo 2005"
(Promo-CD 2005)
Jednoosobowy projekt NOCTURN INFERI działa od 2002 roku i ma już na koncie szereg materiałów wydanych na różnych nośnikach i w różnej postaci. Nazbierało się tych materiałów sporo, ale "Promo 2005" jest dla mnie pierwszą okazją, by zapoznać się z twórczością tego projektu. Wśród swoich inspiracji Sagoth wymienia BURZUM z okresu "Daudi Balders", AGHAST, JOB KARMA, MZ. 412, SWARTALF oraz INFAMIS i w takich właśnie klimatach jest utrzymane trwające niecałe 15 minut "Promo 2005". Pierwszy z czterech utworów nosi tytuł "Ostatni Akt" i zbudowany jest na minimalistycznym, niepokojącym, elektronicznym podkładzie, oszczędnych partiach gitary akustycznej, a pomiędzy tymi dźwiękami pojawia się od czasu do czasu głos twórcy. Drugi jest "N.I.K.T. I" - całkowicie instrumentalny, bardziej monumentalny i utrzymany trochę w klimacie nagrań ARCANY czy INFAMISA, choć i tutaj nie brakuje dziwnych odgłosów. Z numerem trzecim jest "Dalej", mocno inspirowany dokonaniami MZ. 412. Coś szumi, coś burczy, w tle słychać rytualne bębny i zniekształcone wokalizy. W podobnych klimatach jest utrzymany czwarty, ostatni numer zatytułowany "Epilog". "Promo 2005" to tylko fragment trwającego około godziny konceptu, ale z ostatnich wieści wynika, że działalność projektu zostanie zawieszona na czas jakiś ze względu na wyjazd Sagotha za granicę. W sumie trochę szkoda, bo opisywany materiał brzmi całkiem obiecująco i osobiście jestem ciekaw jak przedstawia się w całości.
ocena: 7/10
(management) Dorota Inczewska, Pomorska 13G/7, 80-333 Gdańsk
nocturn.inferi@wp.pl
autor: Diovis


NAAG - "Tulku"
(CDR 2004 / War Office Propaganda)
Tym razem firma wydawnicza War Office Propaganda skupiająca się w głównej mierze na promocji militarno - neofolkowych klimatów nie uraczyła nas wydawnictwem z tego nurtu, lecz całkiem ciekawym dark ambientowo - industrialnym krążkiem debiutującego projektu o nazwie NAAG. "Tulku", bo taki tytuł nosi opisywana właśnie płyta jest pierwszym wydawnictwem NAAG i trzeba od razu zaznaczyć, że jak na debiut materiał robi całkiem pozytywne wrażenie. Na krążek składa się 11 utworów, utrzymanych w dość mistycznej i mrocznej atmosferze, kawałki są urozmaicone, przez co nie nużą słuchacza i jednocześnie wprowadzają w całkiem fajny nastrój. Muzyka hipnotyzuje i wytwarza mroczny oraz pełen niepokoju klimat. Chwilami muzyka jest bardziej dynamiczna i rytmiczna, by po chwili przenieść słuchacza w bardziej stonowany i intrygujący świat. Szczerze trzeba stwierdzić, że w obecnej chwili coraz trudniej znaleźć coś świeżego i pomysłowego w dark ambiencie, wiele projektów prezentuje podobny styl i coraz częściej mamy po prostu przeciętne krążki. Również w przypadku NAAG nie możemy mówić o rewelacji, ale zważywszy na fakt iż jest to debiutant, w przyszłości może nas jeszcze ten projekt zaskoczyć. Na razie mamy po prostu przyzwoity, w miarę dobrze zrobiony dark ambient / industrial, który pewnie przypadnie do gustu miłośnikom dźwięków tworzonych chociażby przez takie projekty, jak INADE, czy tez IN SLAUGHTER NATIVES. Jako bonus na płycie został także zamieszczony ponad 13-minutowy video klip, co nie często się zdarza. Reasumując debiut projektu NAAG okazał się całkiem udany, mamy na krążku kilka naprawdę niezłych fragmentów i wypada mieć nadzieje, że następne płyty będą coraz lepsze.
ocena: 6,5/10
www.waroffice.org
autor:Tomasz Lewicki