|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


Оьiйму Дошу - "ЕлеГiя"

(CD 2009 / xxx)

Ukraińska grupa Оьiйму Дошу 29 sierpnia 2009 wydała debiutancki krążek "ЕлеГiя" i szczerze mówiąc bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Оьiйму Дошу mieszcząc się stylistycznie w szeroko rozumianych "mrokach" łączy w swej muzyce elementy neofolku, gotyku i melodyjnego doom metalu ze znakomicie wyważonymi proporcjami między brzmieniem elektrycznych gitar a śpiewnymi skrzypcami. Z jednej strony to typowy dla mroków monolit, potężna dawka smutnych / nostalgicznie przyjemnych nastrojów, idealnych na zbliżającą się słotną jesień, z drugiej strony zespół uniknął typowego dla wielu kapel tego nurtu programowo "rozklejającego" smutku Z jednej strony słychać wpływy takich legend jak Lacrimosa oraz niemieckiego neofolku - z drugiej zespół Оьiйму Дошу jest ukraiński i to słychać. W płynące, pełne smutku wokale i nieźle jak na debiutantów rozbudowane instrumentarium Deszczowi wpletli quasi-ludowe szepty, w poetyce tekstów wyczuwa się nostalgię ukraińskich stepów, ale i wykrzyczane pragnienia, żal, smutek, marzenia... Imponujący skład grupy jak na zespół tego typu nie powoduje przeładowania, a doskonale przekłada na rozbudowane brzmienie zespołu. Płytę, która nie zawiera jakieś gigantycznej ilości utworów, jest ich tyle ile muzyków - 8, ale są one na tyle rozbudowane i przemyślane - to swoisty majstersztyk mrocznej sceny, ocierający się wręcz o muzykę symfoniczną, czerpiący inspiracje od największych gwiazd tej sceny, a jednocześnie tworzący własną, nową jakość. Płyta ta na pewno jest ożywczym tchnieniem w dość hermetyczną scenę muzyczną, jaką jest szeroko rozumiany "mrok". Jednym słowem - wypada pogratulować zespołowi debiutu i oczekiwać koncertów promujących płytę. Może w Polsce też?

www.rain.in.ua
autor: V.Ziutek




ORPLID - "Greifenherz"
(CD 2008 / Auerbach Tontrager & Foreshadow Music)
Jakoś tak z daleka omijałem twórczość niemieckiego ORPLID. Nie wiem w sumie czemu, ale prawdą jest, że pierwszym albumem, który mam okazję słyszeć w całości jest już czwarty krążek z tym logo. Spodziewałem się nudnego neo-folku, tymczasem "Greifenherz" to dość urozmaicona muzyka łącząca ze sobą modne ostatnio klimaty martial industrialu, poetycki, rozmarzony i lekko orkiestralny dark wave, folkowe motywy, hipnotyczny trip-hop i wykalkulowany cold wave. W kilku fragmentach ORPLID musiał być pod wyraźnym wpływem ROME (na przykład w "Myrmidonenklage"), ale nie brzmi aż tak świeżo, jak u ich kolegów nagrywających dla Cold Meat Industry. Podobno nie odcinają się od swoich bardziej folkowo-ambientowych korzeni, co zaowocowało, że miotają się trochę na "Greifenherz". Próbują czerpać z różnych szuflad, przez co płyta nie jest jednorodna. Chwilami zastanawiam się, gdzie ten niemiecki folklor, o którym mowa w materiałach promocyjnych. Chyba, że liczyć język niemiecki w tekstach... Więcej na tej płycie elektrycznych gitar, elektroniki, sampli różnej proweniencji, wokalnego zróżnicowania (żeński i męski głos wymieniają się przez cały materiał) oraz rytmicznych, prawie że marszowych utworów, a melancholia i swojskość pojawiają się z rzadka i raczej w tych nieco spokojniejszych fragmentach. Wspomniane już "Myrmidonenklage" wpasowuje się w martial industrialny trend, "Lucifer" nawiązuje do twórczości JOY DIVISION i X-MAL DEUTSCHLAND, kilka innych numerów czerpie z dźwięków charakteryzujących wczesne produkcje kultowej firmy 4AD, więc należy tu wspomnieć o pełnych mistyki i niepokoju produkcji DEAD CAN DANCE czy THIS MORTAL COIL. Z pozoru więc dzieje się tutaj dużo, ale w istocie ORPLID odpowiada na zapotrzebowanie fanów, którzy zwrócili się ku takiej muzyce wraz z początkiem mody na VON THRONSTAHL i ROME. Jak to mawiają - z dużej chmury mały deszcz, niestety...
ocena: 6/10
www.auerbach.cd
www.orplid.de
www.foreshadow.pl
autor: Diovis


OHGR - "D.I.M.D."
(CD 2008 / Synthetic Symphony & SPV & Mystic Production)
Dla paru osób SKINNY PUPPY jest jakąś tam ikoną industrialu lub EBM, dla mnie to po prostu jeden z wielu zespołów propagujących elektronikę w muzyce. Dostrzegam jednak, że w Niemczech i kilku innych miejscach świata uważa się tę kapelę za wybitną i wpływową. Na czele SKINNY PUPPY stoi niejaki Ogre, który zapragnął stworzyć solowy projekt, a pomógł mu w tym Mark Walk. Efektem jest 11 numerów stojących na pograniczu popularnego w pewnych kręgach electro, soundtracków do horrorów i mrocznego industrialu. Dodałbym do tego jeszcze szczyptę czarnego humoru a la REVOLTING COCKS czy MARYLIN MANSON oraz odniesienia do ambitnego popu i oto "Devils In My Details", bo takie jest pełne rozwinięcie tytułu. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, OHGR sięga po sample, którymi upycha poszczególne utwory, a w kilku fragmentach swojego głosu użyczył znany z kilku niskobudżetowych horrorów Bill Moseley. Na "D.I.M.D." jest chwilami tanecznie, chwilami drapieżnie, a czasem groteskowo. Ogre nie omieszkał wrzucić znanych z cyrku dźwięków w "Feelin' Chicken", a piosenkową w konwencji "Pepper" powykręcał i powykrzywiał na różne sposoby. Jednym z ciekawszych kawałków na płycie jest bardzo zmienny "Whitevan", w którym wszystkie opisane przeze mnie wcześniej elementy łączą się w bardzo intrygującą całość. Reszta albumu to w mniejszym lub większym stopniu taki niby-pastisz mieszający kicz i grozę. Nic dziwnego, że Ogre zagrał ostatnio w "Repo! The Genetic Opera" ze wspomnianym już Billem Moseley'em i (nie)sławną Paris Hilton. Bo "D.I.M.D." to w rzeczy samej taka produkcja klasy B lub nawet C i choć chwilami jawi się interesująco, to nie wiadomo czy płakać, czy się śmiać.
ocena: 5/10
www.ohgr.org
www.spv.de
autor: Diovis


ORDO ROSARIUS EQUILIBRIO - "[Apocalips]"
(CD 2006 / Cold Meat Industry)
Cholernie trudno pisze się recenzje płyt zespołu, do którego ma się stosunek emocjonalny. Dla mnie jednym z nich jest ORDO ROSARIUS EQUILIBRIO. Od czasu "Triumph of Light... and thy thirteen shadows of love", które mnie poraziło i okrutnie sponiewierało (pozytywnie), nie mogę znaleźć słabych punktów formacji prowadzonej przez Tomasa Pettersona. Mam świadomość, że O.R.E. (dawniej znane jako ORDO EQUILIBRIO) nie wymyśliło takiego stylu grania, bo wcześniej były i DEATH IN JUNE, i CURRENT 93, i SOL INVICTUS, które stworzyły apokaliptyczną odmianę neo-folku, ale w moim przekonaniu to, że nagrywają więcej niż jedną płytę rocznie nie stawia ich na pozycji wyznawców najwyższej jakości. ORDO w ciągu 11 lat nagrało 7 pełnych albumów, a każdy z nich był znakomity i przemyślany w każdym calu. Zakończę może te wywody i skupię się na najnowszym dziele szwedzkiego duo. "[Apocalips]" to tylko pozornie wciąż te same dźwięki, co na poprzednich albumach, bo to kolejny przykład, że bez drastycznych zmian można ciągle znajdować nowe pomysły w ramach obranej kiedyś tam drogi. Ktoś oczywiście stwierdzi, że z płyty na płytę O.R.E. staje się coraz bardziej "piosenkowe" (mi też trochę brakuje tych dark ambientowych rzeczy, które nagrywali na początku), ale wcale nie oznacza to, że stali się komercyjni i podbiją rynek muzyki pop czy electro. Tomas nadal posługuje się swoim beznamiętnym głosem przekazującym bardzo inteligentne słowa i przesłanie dalekie od standardów typowych tekstów w muzyce rockowej czy pop, a wspiera go w tym nieśmiało Rose-Marie. To już znak firmowy tego zespołu, podobnie jak budowanie utworów z pozornie prostych składników. Niewyszukane gitarowe akordy (tych jakby ciut mniej na nowej płycie), quasi-symfoniczne podkłady, proste pasaże na pianinie, czasem odgłosy dzwonów i innych przeszkadzajek - to wszystko tworzy po prostu dobre kompozycje. Tomas nie zapomina też o bardziej udziwnionych formach: i tak na przykład "Hear the Sound of a Black Flame Rising" to bardzo transowy, minimalistyczny kawałek, "Can You See the Forest For the Trees?" jest instrumentalnym numerem z wklejonymi samplami głosów i folkową melodyką, a "Hell Is My Refuge A Golden Dawn For a Judas Kiss" intryguje sakralnym, niepokojącym klimatem. Z kolei na drugim biegunie jest chyba najszybszy utwór, jaki kiedykolwiek wyszedł spod palców lidera O.R.E., czyli zamykająca płytę "Who Stole the Sun From Its Place In My Heart", rytmiczne, bujające "[Mercury Rising] Seduced By the Kisses of Cinnabar Sweet" i "Sons & Daughters of Lilith And Cain" i chyba najbardziej bliskie twórczości DEATH IN JUNE "I Think About Germany And the End of the World". Ciekawostką może być "She's In Love With a Whip - My Venus In Furs" z tekstem Lou Reed'a, który napisał dla kultowej formacji VELVET UNDEGROUND grubo ponad 30 lat temu. Coraz więcej w muzyce szwedzkiej formacji militarystycznych akcentów, zwłaszcza gdy chodzi o rytmikę (np. "[Apocalyps Kisses] In the Eyes of the Scarlet Ones"). Uwierzcie mi - naprawdę trudno mi odnieść się do tej godziny muzyki z dystansem i daję "[Apocalips]" maksimum punktów.
ocena: 10/10
www.coldmeat.se
www.ordo-rosarius-equilibrio.net
autor: Diovis


OF THE WAND AND THE MOON - "Sonenheim"
(CD 2005 / Heidrunar Myrkrunar)
Tak się składa, że duński OF THE WAND AND THE MOON jest jednym z bardziej cenionych i lubianych przez mnie projektów tworzących dźwięki z gatunku dark - neo folku. Ostatnia płyta Duńczyków zatytułowana "Emptiness, Emptiness, Emptiness" wywarła na mnie spore wrażenie i wielokrotnie gościła w moim odtwarzaczu, więc nieukrywana była ma radość, gdy wpadł mi w ręce najnowszy krążek grupy - "Sonnenheim". I cóż my tu mamy tym razem? Na dobrą sprawę nie skłamię gdy powiem, że nic nowego. W dalszym ciągu muzyka OF THE WAND AND THE MOON to bardzo miły, nastrojowy i klimatyczny dark folk, który nie wiem dlaczego, ale mnie za każdym razem urzeka. Wszystkie 14 kompozycji utrzymane są na bardzo wysokim poziomie, w poszczególnych kawałkach oczywiście główną rolę szkieletu odgrywa gitara akustyczna oraz bardzo subtelny męski wokal w języku angielskim. Pewną nowością w muzyce Duńczyków jest wykorzystanie akordeonu oraz w bardziej znacznym stopniu instrumentów klawiszowych, dzięki czemu całość brzmi jeszcze bardziej dojrzale i przemyślanie. Co tu dużo gadać, całość płyty dzięki rytmice i melodyjności, a momentami nawet ośmielę się użyć słowa przebojowość, gdyż "Sonenheim" jak ulał nadaje się do tupania nóżką. Rzecz jasna w dalszym ciągu słychać w utworach duńskiej grupy elementy znane chociażby z twórczości DEATH IN JUNE czy SOL INVICTUS, ale stało się to już swoistą tradycją w muzyce OF THE WAND AND THE MOON. Mnie osobiście słucha się tej płyty rewelacyjnie i świetnie mi się przy niej odpoczywa i relaksuje, co wbrew pozorom nie zdarza się zawsze. Krótko mówiąc tak właśnie powinien brzmieć dobry dark folk - rytmika w połączeniu z melancholią i nostalgią… Pewnie się powtarzam, ale jeszcze raz muszę zaznaczyć, iż "Sonnenheim" jest świetną płytą i jedną z najlepszych w gatunku dark-folku, jakie ukazały się w ubiegłym roku. Pełna rekomendacja!!
ocena: 9/10
www.ofthewandandthemoon.dk
autor: Tomasz Lewicki


O PARADIS - "La Boca Del Infierno"
(CD 2005 / Punch Production)
Włoski label Punch Production po raz kolejny uraczył wszystkich miłośników dziwnej i zakręconej muzy bardzo dobrym i ciekawym wydawnictwem. Tym razem mowa o nowym krążku jednoosobowego, włoskiego projektu O PARADIS. Pierwsze zaskoczenie to sama okładka oraz zdjęcie wewnątrz płyty, które z pewnością parę osób może lekko zaszokować (przedstawiające twórcę O PARADIS w pełnej krasie!). Jeśli chodzi o samą muzykę, to po pierwszym przesłuchaniu krążek wywarł na mnie wrażenie strasznie trudnego i zakręconego, jednak z każdym kolejnym zagłębieniem się w "La Boca Del Infierno" słuchacz zostaje przeniesiony w odmienny klimat, znany chociażby z dokonań takich projektów, jak NOVY SVET, AIT!, WERMUT itd. Muzyka po prostu delikatnie płynie i sprawia, że nastrój dekadencji jest wszechobecny. Muzyka O PARADIS oparta jest głównie na gitarze akustycznej, klawiszach, oraz na jakże pięknym i charakterystycznym wokalu obowiązkowo w jezyku włoskim. Całość do tego jest opatrzona sporą dawką dziwnych sampli i innego rodzaju instrumentarium, tak więc klimat wytwarza świetny. Wystarczy tylko wygodnie zasiąść w fotelu, otworzyc butelkę wina i film zaczyna lecieć sam. Można poczuć się przy słuchaniu tego krążka, jak by się było w jakies małej włoskiej knajpce, wypełnionej dymem tytoniowym i masą rozmawiajacych ludzi, co tu dużo gadać - po prostu rewelacja. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest to płyta dla każdego i z pewnością sporo osób może odnieść wrażenie, jest to jakaś dziwna i popieprzona rzecz, ale jeśli komuś nie straszna jest muzyka a'la NOVY SVET, to absolutnie polubi i ten album. Bez wątpienia jedna z najlepszych płyt z tego gatunku, jakie ukazały się w tym roku. Szczerze i gorąco polecam, poszerza horyzonty.
ocena: 7,5/10
www.punchrecords.it
autor: Tomasz Lewicki


ORDO ROSARIUS EQUILIBRIO & SPIRITUAL FRONT "Satyriasis (Somewhere Between Equilibrium and Nihilism)"
(CD 2005 / Cold Meat Industry)
Taki split musiał być wydarzeniem. I jest. Bo oto na jednej płycie, na płycie, dodajmy, przemyślanej od początku do końca, spotykają się dwie czołowe grupy należące do nurtu neo-folk. Niby tak różne od siebie, a jednak spójne pod wieloma względami. Włoski SPIRITUAL FRONT to zespół znany już powszechnie: grają sporo koncertów, sporo też nagrywają i doczekali się już nawet swoich naśladowców. Gdzieś spotkałem się z opinią, że to taki akustyczny, europejski odpowiednik Nicka Cave'a and the Bad Seeds i jest w tym dużo racji. W ich muzyce (także tej zawartej na splicie) pojawiają się gitary, akordeon, a nawet instrumenty dęte. Wszystko wyważone, z odpowiednio melodyjnymi zwrotkami i refrenami, choć przykładowo pierwszy numer, nagrany razem z ORDO ROSARIUS EQUILIBRIO, "Your Sex Is the Scar", to połączenie zrównoważonych dźwięków tak charakterystycznych dla SPIRITUAL FRONT z perwersyjnym klimatem tak typowym dla tych drugich. Czas więc na parę słów dotyczących tego co przygotowali na ten krążek Tomas i jego towarzyszka. Mogłoby się wydawać, że na "Satyriasis" pojawia się bardziej strawne i przyswajalne oblicze tej szwedzkiej dwójki, tymczasem to tylko pozory. Co prawda tym razem O.R.E. w swoich tekstach porusza wyłącznie uczuciową i erotyczną tematykę, odsuwając na bok bluźnierstwa i surrealną estetykę, ale muzycznie to wciąż apokaliptyczna strona neo-folku. W "Hell Is Where the Heart Is - The Gospel of Tomas" przez moment trzeba się oswoić z brzmiącą bardzo "żywo" perkusją, choć pozostałe elementy pozostały niezmienne: minimalistyczna partia akustycznej gitary, niepokojące sample i monotonne wokalizy Tomasa oraz jego partnerki. W pozostałych numerach perwersyjnego duetu pojawiają się inne motywy przewijające się przez ich twórczość, czyli na przykład dzwony. Utwory obu wykonawców ułożono na przemian i zostały spięte klamrą otwierającego numeru, o którym już wspomniałem i zamykającego ten split "The Pleasure of Pain", również będącego wspólnym dziełem szwedzko-włoskiej kolaboracji. Ten ostatni łączy elementy znane z innych wydawnictw SPIRITUAL FRONT oraz O.R.E. i jest zbudowany praktycznie wyłącznie z sampli. Warto też wspomnieć o okładce, która z pozoru tylko nic nie przedstawia, lecz po dokładnym wglądzie można odnaleźć jeden z motywów przewodnich strony tekstowej tego wydawnictwa ;) W oczekiwaniu na kolejne pełnowymiarowe albumy obu artystów żaden miłośnik takich dźwięków nie powinien przegapić tej płyty.
ocena: 9/10
www.coldmeat.se
www.ordo-rosarius-equilibrio.net
www.spiritualfront.com
autor: Diovis