|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


PROJECT PITCHFORK - "Dream, Tiresias!"
(CD 2009 / Trisol & Mystic Production)
Electro ma może sporą grupę sympatyków w naszym kraju, o czym świadczy ich liczne przybywanie na coroczne święto wszystkich gotów i pokrewnych mroczniaków na Castle Party w Bolkowie. Częściej jednak wypada się tam pojawić nie ze względu na muzykę, a na swoistą rewię mody. Prawdą jest, że pokazanie szokujących strojów i fryzur, szpanerstwo i lanserka to powody, dla których wiele fanek, ale i fanów przyjeżdża i jakby przy okazji obserwuje występy na festiwalowych scenach. PROJECT PITCHFORK był już nie raz gościem Castle Party i jest swoistą legendą electro-popu lub jak to określają inni - synth-industrial-popu. W niemieckojęzycznych krajach jest od wielu lat otaczany wręcz kultem i wiele młodszych kapel wskazuje ich jako swoją ważną inspirację. "Dream, Tiresias!" to z tego co wiem, już dziesiąty pełny album tej niemieckiej ekipy. Zdecydowanych zmian w estetyce nie ma. To wciąż melodyjne piosenki w elektronicznej oprawie i z nieco demonicznym wokalem Petera Spillesa. Na tyle przyswajalne dla wszystkich nie stroniących od syntezatorowego grania rodem z lat 80-ych i całego ruchu EBM zrodzonego w kolejnej dekadzie, że akurat ci nie będą mieli problemów z polubieniem i tego wydawnictwa. PROJECT PITCHFORK nie eksperymentuje za wiele, dopracowuje każdy element pod względem aranżacyjnym, wykonawczym i brzmieniowym, tak by każdy z utworów mógł pojawić się na after party, "gothotece" i nadawał się do różnych wygibasów i tańców. Płytę skonstruowano w ten sposób, że między właściwymi kawałkami pojawiają się elektroniczne przerywniki - spokojne, a przy tym tajemnicze. Takie specyficzne zobrazowanie przechodzenia z jednego snu do kolejnego. Dzięki temu ta płyta to nie tylko zbiór elektronicznych hitów z mrocznym przesłaniem, ale także pewien koncept opowiadający o tym, co nawiedza nas podczas nocnych godzin i co kryje się w naszej podświadomości. Dlatego obok bardziej przebojowych kawałków w rodzaju "Nasty Habit", "Promises" i "Feel" jest miejsce na ciężkie pod względem klimatu "An End" i "Darkness". Na koniec, po właściwym płytowym materiale, znajdują się trzy remiksy numeru "Feel" z przeznaczeniem już tylko dla zagorzałych fanów tego typu rzeczy. Pierwszego dokonali inni electro-maniacy z [:SITD:], drugi jest autorstwa bliżej mi nieznanego NOISUF-X, a trzeci to dziełko electro-metalowców z DIE KRUPPS, ale wszystkie trzy są utrzymane w podobnym klimacie, uzupełnione jedynie o pewne nowe elementy i nieznaczne zmiany rytmu. I to tyle, co miałem do napisania w tym temacie.

ocena: 7/10
www.trisol.de
www.pitchfork.com
www.myspace.com/projectpitchfork
autor: Diovis


PARANOIA INDUCTA FEAT. KENJI SIRATORI - "Black Paper"
(CD 2007 / Beast Of Prey)
Nie bez przyczyny Infamis z Beast Of Prey twierdzi, że "Black Paper" to najlepiej brzmiące z dotychczasowych wydawnictw jego firmy. Faktycznie, słychać tu każdy dźwięk, wszystko jest odpowiednio wyważone i jeśli coś pobrzmiewa w tle, to nie ginie wśród bardziej hałaśliwych rzeczy dziejących się na tak zwanej "górze". Nie tylko zresztą sound jest tutaj mocną stroną, ale i nadzwyczaj udane połączenie dwóch z pozoru odmiennych światów muzycznych. PARANOIA INDUCTA to jeden z wiodących projektów na polskiej scenie dark ambient / industrial, podczas gdy KENJI SIRATORI to japoński artysta kreujący rzeczy z kręgów noise i industrialnych, a nawet punk rockowych. Tymczasem kolaboracja obu tych muzyków okazuje się być syntezą niezwykłą, egzotyczną i nie dającą się zaszufladkować. Pozornie w przewadze jest tu snujący się gdzieś w tle dark ambient i hałasujący podskórnie industrial, a innym razem melancholijna i orientalna melodyka wygrywana na różnych typowych dla Dalekiego Wschodu instrumentach. Gdyby jednak nie współbrzmienie obu tych elementów, "Black Paper" wiele by traciło ze swego uroku. Warto w tym momencie dodać, że to nie tylko kolejny, dopracowany w najdrobniejszym szczególe album instrumentalny, bowiem Kenji Siratori zaznaczył swoją obecność także głosem, który pojawia się w części numerów. Jego deklamacje wzmocnione pogłosem oraz przeróżne zawodzenia nadają całości mistyczny, a czasem też dość diaboliczny charakter. Inna rzecz, że Japończyk jest kompozytorem sześciu spośród trzynastu kompozycji, co też odcisnęło się na tym, jak wygląda zawartość tego krążka. W efekcie nie wyszedł z tego jakiś bezładny eksperyment, ale pewien koncept łączący w sobie tradycję japońskiej muzyki i nowoczesne, elektroniczne brzmienia. Nie mamy tu więc do czynienia z kolejnym wydawnictwem wypełnionym płynącym leniwie dark ambientem, przetykanym co jakiś czas bardziej hałaśliwymi dodatkami, a z perłą mrocznej elektronicznej sceny.
ocena: 8,5/10
www.beastofprey.com
www.paranoia-inducta.com
www.kenjisiratori.com
autor: Diovis


PLANKTON - "The Independent Masterpiece"
(2CDR 2005 / Nightroom Records)
Moje kolejne spotkanie z dźwiękami preparowanymi przez eksperymentalny projekt PLANKTON wiąże się z kilkoma wieczorami, które z nimi spędziłem. "The Independent Masterpiece" to bowiem aż około 135 minut muzyki upchanej na dwóch krążkach, a jednocześnie owoc kilkuletniej pracy Krzysztofa "Chrisa" Bidzińskiego. Zdecydowanie ciekawsza wydaje się być zawartość pierwszej z płyt, na której słychać eksperymenty i pomysły kierujące PLANKTON ku jak na razie najnowszej produkcji "Underground? Software & Hardware!" (vide: recenzja w dziale "Puszka Pandory"). Także brzmieniowo ten pierwszy krążek jest już zbliżony do wspomnianego albumu wydanego w 2005 roku. Przez prawie 76 minut eksplorowane są pokłady bardzo mrocznego dark ambientu przetykanego gdzieniegdzie industrialnymi hałasami i dziwnymi odgłosami. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na kreujące niezwykłą atmosferę i stopniujące napięcie kompozycje "Piękne Zdrajczynie", "Zgniecione Serce" i "Madame Bouvary". Surrealistycznie prezentuje się natomiast kolejny fragment płyty, w którego skład wchodzą utwory "Schizmatyk" oraz urywająca się gwałtownie "Podróż". W tych numerach, jak i w następnym o tytule "Ksenofobiczny Krupier" słychać też eksperymenty z gitarą, co w większej dawce uwidacznia się na nowszym wydawnictwie "Underground?...". Pomysł nota bene bardzo ciekawy. Bardziej awangardowe "Phase Alternate Line" i "Overture" zamykają pierwszy z krążków i mogę bez skrępowania napisać, że w tej konwencji PLANKTON wypadł naprawdę dobrze.
Drugi dysk to kolejne 12 kompozycji, tym razem bardziej hałaśliwych i eksperymentalnych. Trzaski, przesterowany głos, powykręcane sample i odgłosy różnych przedmiotów tworzą dość chaotyczną materię, która przy tym zdaje się mało konkretna i niezrozumiała, a do tego można mieć pewne zastrzeżenia do soundu. Słychać tu niestety, że dźwięki powstawały w domowych warunkach, na nienajlepszych programach komputerowych. Najlepiej chyba prezentuje się bliższy el-muzyce "Pierwiastek" oraz improwizowane, zagrane głównie na gitarze "Neodymowe Kropelki" (utwór ten zresztą znalazł się również na "Underground?...). Reszta utworów nie intryguje na tyle, by zatrzymywać się przy nich dłuższą chwilę.
Ogólnie rzecz biorąc, poszukiwania PLANKTON'u można uznać za udane na pierwszej z płyt, natomiast drugą pozostawiam do wglądu wszystkim zwolennikom eksperymentalnego industrialu. Stąd średnia ocena całego "The Independent Masterpiece" jest taka, a nie inna.
ocena: 6/10
www.nightroomrecords.xt.pl
autor: Diovis


PLANKTON - "Underground? Software & Hardware!"
(CDR 2005 / Night Room Records)
PLANKTON we wręcz wzorcowy sposób dopasowuje się do hasła stojącego za podstroną naszego serwisu o nazwie "Puszka Pandory". Ostatni jak na razie materiał tego jednoosobowego projektu rzeczywiście tworzy muzykę dziwną, zakręconą i eksperymentalną. Wybrałem go jako pierwszy spośród nadesłanych przez muzyka losowo, bo przyznam szczerze, że dawka kilkuset minut twórczości PLANKTON (a tyle w sumie trwają wszystkie nadesłane przez muzyka materiały) byłaby zbyt duża na tak krótki okres czasu, w jakim mogłem uwinąć się z przesłuchaniem kilkudziesięciu różnych innych płyt, aby zdążyć umieścić recenzje na naszych stronach w ostatnim większym apdejcie przed końcem 2007 roku. Nota bene wadą inicjatywy Chrisa jest właśnie to, że aby zapoznać się dokładniej z muzyką przez niego tworzoną trzeba dysponować czasem, a tego jak wiadomo w zabieganym życiu nigdy nie za wiele... Ale wracając do sedna, czyli muzyki, to elbląski PLANKTON mocno kombinuje, by znaleźć swoją małą niszę w świecie dziwnych dźwięków. Jestem co prawda przed "lekturą" pozostałych, wcześniejszych wycinków twórczości tego projektu, ale ufam, że ten najnowszy jest jak dotąd najbardziej dojrzały i tak też go odbieram. Chris wykorzystuje na "Underground?..." różne spreparowane na komputerze, bądź zdobyte z jemu znanych źródeł sample i na tej bazie poczyna improwizować. Dołożone tu i ówdzie głosy (np. żeński i kojarzący mi się z tym co wyczynia eLL w SUI GENERIS UMBRA w "Nothing At All" i "Uno Lo Se") oraz brzdąkająca gitara mają być tymi detalami, które nieco ożywiają syntetyczne tworzywo. I tak też się dzieje. Czasem jest bardziej industrialnie ("Sequentiel a Memoire"), czasem bardzo eksperymentalnie ("The Strange Performance"), czasem przeważa darkambientowy klimat (np. w bardzo ciekawym "Divertimento Berceuse"), zdarza się też dość odważne flirtowanie z muzyką współczesną ("Sacrum"). Dobrze się stało, że PLANKTON próbuje podążać w różne strony, ale nie zapominać przy tym o szukaniu własnej tożsamości i rozpoznawalności tworzonych przez siebie dźwięków. Powstaje już nowy materiał, ale zapewne do czasu jego wydania zapoznam się z wcześniejszymi dokonaniami tego tworu i dam Wam znać co zawierają i jak je oceniam, a efektów szukajcie właśnie w "Puszce Pandory".
ocena: 7/10
www.nightroomrecords.xt.pl
autor: Diovis


PHRAGMENTS - "The Burning World"
(CD 2007 / The Eastern Front)
Izraelska The Eastern Front zwróciła swoje uszy również ku dźwiękom generowanym w Europie Środkowej. Po albumie BISCLAVERET i niskonakładowym wydawnictwie ACCOMPLICE AFFAIR (via pododdział T'an! Kaven!! Ash!!!) - dwóch wykonawców z Polski - przyszedł czas na słowacki projekt PHRAGMENTS i jego drugi pełny album pt. "The Burning World". Już od pierwszych tonów da się wyczuć, że Matej jest pod przemożnym urokiem dokonań PUISSANCE, a jednocześnie nie unika inspiracji tak orientalną stroną twórczości DEAD CAN DANCE, jak i hałaśliwym noise/industrial. Z tego połączenia nie wynikło może nic odkrywczego, ale jeśli wziąć pod uwagę, że praktycznie co tydzień powstaje mnóstwo słabych pozycji z tak modnymi od jakiegoś czasu dźwiękami spod znaku martial industrial, to PHRAGMENTS prezentuje się w tym towarzystwie bardzo ciekawie. Duża w tym zasługa dobrego brzmienia, ale także odpowiedniego dawkowania oraz równoważenia wszystkich tych elementów, tak by nie znudzić odbiorcy. Na "The Burning World" dużą rolę odgrywa stopniowanie nastroju grozy i monumentalne wręcz partie klawiszy. To one wraz z marszowymi rytmami i przesterowanymi odgłosami maszyn pozwalają już po kilku minutach poczuć smak Apokalipsy, widzieć oczami wyobraźni rezultaty niszczenia ludzkiego dorobku, niekończącą się budowę maszyn do zabijania, ale gdzieś między wierszami można przeczytać, a raczej usłyszeć nutkę smutku i melancholii oraz tęsknotę za lepszym, bardziej doskonałym światem. Gdzieś w tym wszystkim są głębokie emocje i jest człowiek jako istota myśląca. Nawet kiedy rozpoczyna się marsz maszyn (najlepiej odmalowany w futurystycznym utworze zatytułowanym nomen omen "La Marche des Machines"), i tam da się odczuć rolę człowieka jako Kreatora, który jednocześnie dokonuje samozagłady, jednak wynika to z tego, że nie jest istotą doskonałą. Takie refleksje przychodzą na myśl podczas zapoznawania się z "The Burning World", albumem wydanym w lakierowanej, rozkładanej okładce. Albumem godnym uwagi, pomimo wszystkich oznak inspiracji tymi, którzy oddali te wszystkie emocje już nieco wcześniej.
ocena: 7/10
www.theeasternfront.org
www.urbsounds.sk/cdc/cdc/Phragments/main.htm
autor: Diovis


PUISSANCE - "Grace of God"
(CD 2007 / Equlibrium Music & Foreshadow Productions)
Wiele razy słuchałem tego krążka, aby przekonać się, czy różni się czymkolwiek od poprzednich i jaka jest jego wartość. Portugalski wydawca bez cienia wątpliwości uznaje go za absolutny priorytet wśród swoich wydawnictw, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. PUISSANCE już dawno odnalazło swoją niszę w świecie muzyki elektronicznej i swobodnie porusza się w tej swojej stylistyce. Dlatego fani poprzednich płyt tych dwóch Szwedów generalnie nie będą zawiedzeni, bo żaden z elementów tej dźwiękowej budowli nie pozostał naruszony, a używając okołoarchitektonicznej przenośni - jedynie elewacja uległa lekkiej renowacji. "Grace of God" posiada więc ten specyficzny apokaliptyczny klimat oparty na neoklasycznych dźwiękach wzbogaconych o industrialną rytmikę. Tej ostatniej jest tutaj nawet nieco więcej niż kiedykolwiek, a na przykład taki "Stance" nadaje się nawet na gotyckie potańcówy. I tutaj mamy psa pogrzebanego, bo z każdą kolejną płytą PUISSANCE coraz mocniej przesuwa granice swojej twórczości ku muzyki mainstreamowej. Nie jest co prawda aż wyraźna przemiana jak na przykład w MORTIIS, ale Frederik Söderlund przemycił tu pewne rzeczy z twórczości swego wyjątkowo nieudacznego quasi-popowego projektu CARINOU. PUISSANCE stał się więc bardziej przyswajalny i po kilku przesłuchaniach można wręcz zanucić niektóre fragmenty "Grace of God", a nawet powtórzyć kawałki tekstów. Wielkim grzechem to nie jest, a jednak niepokoi i trochę drażni, zwłaszcza gdy wokale kojarzą się z barwą głosu pieśniarza PLACEBO. Ale tak ogólnie, gdyby taka muza zagościła w radiu (w co wątpię), to byłoby całkiem miło ;) Poza tym jest bez większych zmian, co ucieszy zwolenników na przykład takiego "Back In Control" (nota bene ostatnio wznowionego również przez Equilibrium Music). Są więc specyficznie budowane kompozycje, posępne melodeklamacje, wklejane tu i ówdzie sample oraz militarystyczno-neoklasyczna atmosfera całości. I prawdziwa perła takiego bombastycznego, nasyconego smutkiem grania w postaci ostatniego na płycie "Loreto", po którym jestem skłonny wybaczyć popowe zapędy PUISSANCE. Bo drugiej tak grającej formacji nigdzie nie znajdziecie...
ocena: 7/10
www.equilibriummusic.com
www.puissance.info
www.foreshadow.pl
autor: Diovis


PARANOIA INDUCTA - "Gloria Laus (Lux Mundi Act I)"
(CD 2006 / Beast Of Prey)
Gdybym miał wymienić najciekawsze obecnie formacje darkambientowe w naszym kraju, jako jedną z pierwszych przywołałbym właśnie PARANOIA INDUCTA. Projekt Destroyera z materiału na materiał tworzy coraz bardziej dojrzałe dźwięki i powoli uzyskuje swoje własne, rozpoznawalne brzmienie. Jeszcze poprzedni album, "Sanctified Destruction", nie zdołał uciec od inspiracji autora konkretnymi artystami i poszukiwań tożsamości, podczas gdy nieco odbiegające od głównej drogi nagrania ze splitu ze STORM OF CAPRICORN już wskazywały, że można się spodziewać pewnego przełomu. Czego dowodem jest właśnie "Gloria Laus" - de facto część pierwsza trylogii, która w pewnych odstępach czasu będzie odsłaniać kolejne tajemnice "Lux Mundi". Akt pierwszy przynosi osiem niezwykle mrocznych i niepokojących kompozycji odsłaniających wstydliwe sekrety kościoła katolickiego i następstwa ich dyktatorskich zapędów. Przesłaniem trylogii jest ukazanie hipokryzji tejże instytucji, która w obliczu inności i opozycji nigdy tak naprawdę nie okazała głównych wartości, które nią kierują: miłości, tolerancji i nadziei. Zamiast tego ofiarowała prześladowania, obłudę, fanatyzm i śmierć tym, którzy nie przyjęli "jedynej słusznej religii". Wydźwięk Średniowiecza, które nigdy tak naprawdę nie skończyło się, a jedynie ubrało w bardziej współczesnych nam czasach inne szaty, jest zawartość tego albumu. Dźwięki snują się niczym w katakumbach, z których wyszło chrześcijaństwo, by swymi mackami ogarnąć dużą część świata. Ale "Gloria Laus" jest napisana językiem uniwersalnym i zrozumiałym nie tylko w materialistycznym świecie Zachodu. Równie dobrze może to przesłanie pojąć ktoś prześladowany przez islam, buddyzm czy jakąkolwiek inną religię. PARANOIA INDUCTA tworzy obrazy "boskich machin tortur" ("Machina Deo"), rozprzestrzeniającego się i nie znającego granic wirusa ("Virus Christii"), obala mity "sacrum" i "profanum", mistycyzmu i "dobroci". Oprócz typowych dla dark ambientu środków PARANOIA INDUCTA sięga po bardziej industrialne środki, ale dużo też na "Gloria Laus" elementów wręcz rytualnych, w czym pomagają również wykorzystane wokalizy eLL z SUI GENERIS UMBRA. Pojawiają się one w trzech kompozycjach ("Corpus Misticum", "Machina Deo", "Memento Mori"), za każdym razem wzbudzając u mnie dreszcze. To istotne wzbogacenie materiału dźwiękowego i ciekaw jestem, czy takim tropem podąży projekt Destroyera na dwóch pozostałych częściach tej trylogii, czy też będą one pewnym zaskoczeniem. Okaże się to za jakiś czas, a póki co nie pozostaje nic innego, jak zdobyć jedną z 444 kopii pierwszego aktu.
ocena: 8/10
www.beastofprey.com
www.paranoia-inducta.com
autor: Diovis


PLAN A / TOTENHAUS / DESOLATION ZONE - "Grunberg Maschinen Sturm"
(CDR 2005 / Beast Of Prey)
Przede mną kolejna już w tym roku premiera płytowa ze znaczkiem Beast Of Prey. Tym razem mamy przyjemność trzymać w rękach split trzech zielonogórskich projektów: debiutującego PLAN A, znanego miłośnikom noise'u TOTENHAUS, oraz industrialnego DESOLATION ZONE. Trzeba od razu zaznaczyć, iż samo wydanie płyty po raz kolejny potwierdza tezę o wielkiej pomysłowości i kreatywności Beast Of Prey. Krążek znajduje się w środku dwóch tekturek, z wklejonym w środku papierem ściernym, oraz dołączoną metalowa siatką, całość wygląda zatem bardzo zgrabnie i przykuwa uwagę. W skład "Grunberg Maschinen Sturm" wchodzi 9 kompozycji w iście hałaśliwym i industrialnym stylu. Płytę otwiera PLAN A prezentujący ciekawy i mroczny zarazem industrial, sporo się w poszczególnych kawałkach dzieje, tak więc nie mamy do czynienia z nudą. Na dokładkę w utworach PLAN A wykorzystano sample z przemówieniami Pierwszego Sekretarza, Towarzysza Gierka, ot dla ciekawości. Trzeba zaznaczyć, iż dźwięki zaprezentowane przez PLAN A są poukładane w całkiem dobry i przemyślany sposób. Jak na debiut wyszło całkiem nieźle. Następnie mamy dwa utwory w wykonaniu znanego już i cenionego projektu TOTENHAUS Grzegorza Siedleckiego. Muzycznie, mamy tu połączenie ostrych industrialnych motywów z elementami noise'u, tak więc wszystko burczy i hałasuje jak powinno. Kompozycje momentami przypominają dokonania TOTENHAUS na poprzednim albumie "Black Future Shines Bright", jest zatem dla wielu niestrawnie i zbyt hałaśliwie, ale jak dla mnie TOTENHAUS jest w tej chwili jednym z czołowych przedstawicieli tego typu nurtu w naszym kraju. Popularnie mówiąc muza "kwasi" jak powinna. Dodatkowym elementem w muzyce TOTENHAUS jest wykorzystanie wokalu Grzegorza, który w sam raz wkomponowuje się w warstwę dźwiękową. Jako trzeci na "Grunberg..." prezentuje się inny zielonogórski projekt - DESOLATION ZONE, Kaliego, znanego chociażby z PROFANUM. W porównaniu do pierwszego materiału "The Industrial Aesthetics" nie mamy już elementów bardziej elektronicznych, lecz tylko czysty, zimny industrial. Każdy z trzech kawałków jest mroczny i idealnie pasujący do konceptu płyty. Muzyka jest przestrzenna i wprowadza słuchacza w niezwykle zimny i maszynowy klimat. Momentami można mieć skojarzenia chociażby z twórczością MZ 412, tak więc wszyscy zainteresowani wiedzą o co chodzi. Miłosnikom bardziej hałaśliwych i anty muzycznych klimatów z pewnością ta płytka przypadnie do gustu, a reszta pewnie sobie daruje... Mimo wszystko polecam. Na zakończenie dodam, iż nakład tej płyty to tylko 200 sztuk, tak więc warto się spieszyć.
ocena: 6,5/10
www.beastofprey.com
autor: Tomasz Lewicki


PARANOIA INDUCTA - "Sanctified Destruction"
CDR 2004 / Beast Of Prey
"Sanctified Destruction" jest drugim po "The Unholy Place" (nie licząc splitu z NIEGRZECZNĄ PENSJONARKĄ) pełnym albumem tego jednoosobowego projektu, za którym stoi Anthony Armageddon Destroyer. Niestety poprzedni krążek wydany przez Foreshadow Prod. poprzez marną promocję nie miał większej możliwości dotrzeć do większego grona osób. Tym razem jednak wydaniem nowego materiału zajęła się Beast Of Prey, tak więc z dotarciem do płyty nie ma żadnego problemu. "Sanctified Destruction" jest koncepcyjnym albumem opartym na śmierci maszyn, chaosie, świecie stworzonym przez człowieka, świecie, który go zabija. Jest więc zimno, ostro i mrocznie. Każdy z pięciu utworów zawartych na tej płycie jest dopracowany, przemyślany i niezwykle wciągający. Prawdziwa rewelacja jednak to utwór tytułowy, który według mnie można nieco porównać jako połączenie BRIGHTER DEATH NOW oraz RAISON D'ETRE, czyli ostre industrialne dźwięki wymieszane z chóralnymi pieśniami. Pozostałe kompozycje także prezentują dobry i równy poziom, co czyni z "Sanctified Destruction" bardzo dojrzały i solidny krążek, który z cała pewnością przypadnie do gustu miłośnikom dźwięków z pogranicza death ambientu, industrialu jak również noise, w szczególności wielbicielom dokonań wymienionego już wyżej BRIGHTER DEATH NOW, jak również takich projektów jak MZ.412, czy też NO FESTIVAL OF LIGHT. Dodam jeszcze, że płyta została wydana w niekonwencjonalny sposób, w formie książeczki o wymiarach 130 x 175 mm w limitowanym nakładzie 150 kopii, tak więc radzę pospieszyć się z zakupem tego wydawnictwa, gdyż naprawdę warto sięgnąć po ten krążek. Gorąco polecam!
ocena: 8/10
www.beastofprey.com
autor: Tomasz Lewicki


PARANOIA INDUCTA / MOAN - "Body and Steel"
CDR 2005 / Beast Of Prey
Kolejny bardzo ciekawy split dwóch polskich industrialno - ambientowych projektów: PARANOIA INDUCTA i MOAN. Tym razem mamy 3-calową płytkę CDr, na której to oba projekty zaprezentowały po jednym utworze. O oprawie wizualnej wydawnictwa nie będę się sporo rozwodził, bo po prostu zwala z nóg po raz kolejny. Powiem tylko, że płytka włożona jest w środku metalowej blachy owiniętej metalowym drutem. W tym momencie wszelkie komentarze są zbędne, a Infamis potwierdził, że w Polsce póki co nie ma sobie równych w sposobie na niekonwencjonalne wydanie krążka. Przejdźmy jednak do samej muzyki. W tym przypadku na splicie zaprezentowały się dwa już znane polskie projekty - PARANOIA INDUCTA oraz śląskie MOAN Rafała Sądeja, którego nie trzeba szerzej przedstawiać miłośnikom mrocznych, industrialnych klimatów. Płyta poświęcona jest wszelkim przejawom zadawania bólu i cierpienia ciału ludzkiemu przez wkomponowywanie i łączenie w nim przedmiotów metalowych. każdy projekt przedstawił własna wizje tortur. Krążek otwiera PARANOIA INDUCTA w bardzo ciekawym i mrocznym utworze utrzymanym w konwencji industrialno - ambientowej. Tym razem prezentowane przez ten projekt dźwięki są nieco bardziej spokojne i mniej hałaśliwe od tych, jakie znalazły się na poprzednich wydawnictwach. Przede wszystkim mamy do czynienia z zimnym dark industrialem wzbogaconym momentami o elementy chóralne. Naprawdę całość robi duże wrażenie i sprawia, że słuchacz wciągany jest w głąb wydobywających się dźwięków. Bardzo dobry i ciekawy kawałek. Jako drugi na krążku znalazł się MOAN, który już nie raz udowodnił swój talent twórczy. Tak jak w przypadku PARANOIA INDUCTA również tu mamy bardzo zimne, industrialne dźwięki znane już z wcześniejszych wydawnictw MOAN. Absolutna ekstraklasa. Nie ma wątpliwości kto w tej chwili jest numerem 1. w Polsce w tym gatunku. Bardzo dobry kawałek, który z całą pewnością spodoba się wszystkim miłośnikom industrialu. Jest zimno, hipnotycznie i mrocznie. Nic więcej nie trzeba dodawać. Na zakończenie powiem jeszcze, że wydawnictwo opatrzone jest czterema pracami graficznymi autorstwa Anny Cytowicz, które znakomicie komponują się z całością wydawnictwa. Naprawdę bardzo dobra płytka. Polecam i radzę się pospieszyć, gdyż nakład to tylko 155 sztuk.
ocena:8/10
www.beastofprey.com
autor: Tomasz Lewicki


PASSIVE STATUS / INSANE ASYLUM - "Edge Of Catatonic Mind"
CDR 2004 / Kultura Industrialna
Lubelska oficyna wydawnicza Kultura Industrialna, specjalizująca się w promowaniu dość hałaśliwych i eksperymentalnych dźwięków uraczyła nas kolejnym splitem dwóch jednoosobowych polskich projektów PASSIVE STATUS, oraz bardziej już znanego INSANE ASYLUM. W tym momencie zaznaczę, że spodziewałem się dość chorych i dewastujących narządy słuchu utworów, a tymczasem okazało się nieco inaczej, ale po kolei. Opisywanie płyty zacznę od PASSIVE STATUS, bo tak i kolejność kawałków na płycie nakazuje. tak więc projekt ten prezentuje nam sześć utworów utrzymanych w konwencji elektroniczno - industrialnej. Trzeba zaznaczyć, że poszczególne kompozycje są dość rytmiczne i poukładane, co nie sprawia większego bólu przy słuchaniu dokonań PASSIVE... Utwory mają swój klimat, przez co nawet całkiem nieźle się tego słucha i jak już wyżej wspomniałem nie jest to materiał bardzo hałaśliwy i ekstremalny, tak więc mogą po niego sięgnąć również osoby nieco mniej odporne na wszelkiego rodzaju antymuzyczne klimaty. Jako drugi na krążku prezentuje się o wiele bardziej znany już miłośnikom dźwięków dziwnych, zakręconych i eksperymentalnych - projekt INSANE ASYLUM. Wszyscy, którzy mieli okazję zetknąć się wcześniej z twórczością tego projektu, doskonale wiedzą czego można się po nim spodziewać. Podobnie jak w poprzednich wydawnictwach, również tu INSANE ASYLUM prezentuje chore i pokręcone dźwięki z pogranicza power electronics, industrial oraz noise, które dla wielu osób wydadzą się niestrawne. Z całą pewnością kompozycje INSANE... są bardziej hałaśliwe i elektroniczne niż w przypadku poprzedniego projektu, ale mimo wszystko warto posłuchać. Na zakończenie dodam, że płyta ta jest limitowana do 96 ręcznie numerowanych kopii. Reasumując, pozycja dla wszystkich miłośników zakręconych i antymuzycznych klimatów.
ocena: 6/10
www.ikultura.net
autor: Tomasz Lewicki