|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


RE-DRUM - "S"

(CD 2009 / Zoharum)

Gdzieś na obrzeżach głównych prądów alternatywnej muzyki elektronicznej mieści się twórczość awangardowego rosyjskiego twórcy Pawła Aleszina. Album "S" wypełniają cztery długie kompozycje: rozwlekłe, pozbawione dynamiki, melodyki i rytmu, wstrząsające narastającym buczeniem i radykalnymi kontrapunktami. Z jednej strony pojawiają się delikatne gitarowe flażolety i improwizacje oraz klawiszowe drony, a z drugiej monotonne, czasem denerwująco hałaśliwe tła i schowane za tą "ścianą" dziwne głosy i sample. Paweł przetyka to jeszcze odpowiednio przetworzonymi i wkomponowanymi w całość dźwiękami harmonijki ustnej, zawodzących syren alarmowych i rytualnymi inkantacjami (vide utwór nr 4), otwiera też tajemnicze, znane tylko sobie przestrzenie. Jedni nazywają to antymuzyką, inni - muzyką elektroakustyczną, a jeszcze słyszałem coś o awangardowym eksperymencie. To już tylko kwestia nazewnictwa i sklasyfikowania tej niełatwej w odbiorze muzyki, która mi osobiście kojarzy się z dokonaniami Micka Harrisa (ex-NAPALM DEATH, później SCORN) i jego najbardziej radykalnego projektu LULL. Każdy z utworów umieszczonych na płycie w swoisty sposób niepokoi, sprawia, że słuchacz czuje się zagrożony, otoczony i atakowany, nie rozumie źródła tego niebezpieczeństwa i odczuwa klaustrofobię, zamknięcie w dziwnym pomieszczeniu, z którego nie potrafi wyjść. Odradzam zapoznanie się z tym materiałem osobom, które szukają miłych doznań i pragną doświadczać estetycznego zadowolenia. Z kolei ci poszukujący nowych, nierzeczywistych doznań powinni odnaleźć tu coś dla siebie. Choć tak duża dawka eksperymentu może bez przygotowania doprawdy zamęczyć.

ocena: 7/10
www.re-drum.net
www.myspace.com/schweigen
www.zoharum.com
autor: Diovis




RUMOURS ABOUT ANGELS - "Birth Process"

(2 CD 2009 / Alchera Visions)

Bartosz Hervy jest kojarzony najczęściej z metalowym BLINDEAD, ale należy pamiętać, że wywodzi się ze sceny elektronicznej, udzielał się w różnych eksperymentalnych projektach, zajmował się DJ'ką i jak się okazuje - pracował też nad multimedialnym aktem pod nazwą RUMOURS ABOUT ANGELS. Koncepcja "Birth Process" powstawała już w 2004 i 2005 roku, lecz dopiero w 2009 roku materiał został ukończony. Według dołączonej do tego wydawnictwa notki, opowieść dotyczy bolesnego aktu, jakim są narodziny anioła. Kontrast między naturalistycznym ujęciem tego tematu a ostatecznym rezultatem w postaci pięknego stworzenia jest jakby nicią przewodnią, a siedem części, na jaki został podzielony ten album ukazuje kolejne stadia narodzin, powstawania czegoś nowego. Zaczyna się spokojnym, stonowanym dark ambientem w "Embryo Crawling", po czym następuje lekkie ożywienie w "Loneliness & Incompleteness". Muzyka staje się bogatsza o stopniowo dorzucane elementy, faluje, delikatny rytm imituje nieśmiałe bicie serca. Jest w tych dźwiękach jakiś nieokreślony smutek. "Phenomena Tied" to kolejny cykl kreacji. Pojawia się szybszy bit, linię melodyczną tworzą tony pianina, powoli wkraczamy do świata żywych. "Wings Constructed" to najbardziej melodyjny i wyróżniający się fragment "Birth Process". Dźwięki pianina wzbogacono industrialną rytmiką i ciekawymi efektami. Czai się niepokój, stajemy się świadkami narodzin nowego istnienia. Utwór ten zainspirował zresztą różnych twórców do tego, by zmiksowali go na swój sposób, co w efekcie znalazło się na drugiej płycie tego zestawu. Z "Wings Constructed" zmagali się: niemiecki MNEMONIC, polski GOD'S BOW, amerykański fgfc820, estoński FORGOTTEN SUNRISE i brytyjski ATTRITION. Najciekawszą wersją stworzyło moim zdaniem GOD'S BOW, dodając do głównego motywu z tego utworu orientalne smaczki a la DEAD CAN DANCE, mocne bity i żeńskie zaśpiewy. Pozostałe miksy to już tylko lekkie modyfikacje oryginału (MNEMONIC) lub rzeczy za bardzo nasycone elementami techno lub electro (fgfc820). Nawet ceniony przeze mnie estoński FORGOTTEN SUNRISE nie zrobił nic szczególnego, jedynie dodając dynamiczną rytmikę i wrzucając trochę sampli głosów. Wracając jeszcze do płyty nr 1, uzupełniają ją: będący kontynuacją "Wings Constructed" i opatrzony industrialnymi szmerami "Martyrland", rozedrgany "Leaves Scars" oraz najbardziej hałaśliwy, najkrótszy i pełen deformacji "Destiny of Agony". Miksy "Leaves Scars" można odnaleźć na drugim dysku i tym razem na warsztat wzięli tę kompozycję francuski PUNISH YOURSELF, ponownie GOD'S BOW i jeszcze jeden krajowy projekt o nazwie SADIST. Tym razem najlepiej brzmi dynamiczna interpretacja PUNISH YOURSELF.
Muzyka to jeden z dwóch elementów składających się na to przedsięwzięcie. Drugi to album z dwunastoma zdjęciami wielokrotnie nagradzanego na różnych konkursach fotograficznych Jarosława Kubickiego, które obrazują kolejne cykle narodzin. Fotografie intrygują ciekawymi efektami użytymi przez autora i tu znowu zacytuję notkę dołączoną do płyty: "technikę użytą w celu stworzenia tych obrazów można określić jako elektroniczny kolaż (kombinację cyfrowej fotografii, tradycyjnej sztuki malarskiej i zaawansowanej grafiki komputerowej).". "Birth Process" jako całość przykuwa uwagę, pokazuje, że można z dobrym efektem łączyć dźwięki i fotografię. Teraz przydałby się cykl koncertów, na których RUMOURS ABOUT ANGELS mogło by wzbogacić swoją koncepcję na przykład o wizualizacje, elementy teatralne. Ale póki co zawsze można sięgnąć po wydany tylko w 444 egzemplarzach "Birth Process".

ocena: 7/10
www.rumoursaboutangels.com
www.myspace.com/rumoursaboutangels
www.alchera.org
autor: Diovis


RED HARVEST - "The Red Line Archives"
(CD 2008 / Indie Recordings & Mystic Production)
Norweski RED HARVEST to już uznana marka na scenie industrialnego metalu. Wciąż niedoceniona, między innymi także w naszym kraju. Nie posiłkując się imitowaniem MINISTRY czy którejś z innych legendarnych formacji znaleźli swoją niszę, w której od kilkunastu już lat rozwijają swój styl. "The Red Line Harvest" to jeszcze jeden eksperyment, wyjście poza wyznaczony kolejnymi płytami czas. I zdecydowanie płyta dla zatwardziałych fanów tej formacji, jak również smaczny kąsek dla wielbicieli mocniejszych brzmień opisywanych w ramach "Puszki Pandory". Poszczególne utwory, które na oryginalnych wydawnictwach brzmiały ciężko i bardziej metalowo tu zostały rozebrane na drobne części i z nich złożono coś zupełnie nowego, a jednocześnie tworzą ze sobą logiczną całość. Jeśli znacie "Pain Remixes the Known" EPHEL DUATH i porównacie sobie z pozostałymi albumami tego zespołu, to tu jest podobnie. Dźwięki zostały poddane dekonstrukcji, deformacji i zelektronizowaniu na maksa. Na przykład taki "Dead" z "Sick Transit Gloria Mundi" nie przypomina kompletnie oryginału, choć wyczulone ucho wyłapie frazę lub dwie, po czym poczuje podmuch całkowitej inności. Nawet najbardziej wiernie odtworzona linia melodyczna w "Abstact Moral - Junction Mix" robi wrażenie czegoś, czego wcześniej się nie znało. W swoim eksperymentowaniu RED HARVEST poszło więc gdzieś w stronę G.G.F.H., bo tu też niektóre kompozycje to takie pozlepiane w znany tylko muzykom sposób kolaże nasycone odhumanizowanymi odgłosami, przetworzonymi wokalami i nieziemską atmosferą. Gdyby stworzyć obraz czy film opierając się na ścieżce dźwiękowej "The Red Line Archives", wyszłoby z tego coś trudnego do przyswojeniu i wręcz niewyobrażalnego. Dlatego z wyobraźnią przy słuchaniu tego albumu należy uważać. Pamiętajcie, że ostrzegałem ;)
ocena: 7/10
www.indierec.no
www.myspace.com/indierecordings
www.redharvest.com
autor: Diovis


ROME - "Masse Mensch Material"
(CD 2008 / Cold Meat Industry)
Po mini-albumie ROME "Berlin" i debiutanckim pełnograju "Nera" słyszałem same zachwyty, zaś po kolejnym albumie "Confessions d'un Voleur d'Ames" wielu tych "achowiczów" i "ochowiczów" stwierdziło, że się rozczarowało, bo niemiecka formacja odeszła od tak modnego ostatnimi czasy martial industrialu i neo-folka na rzecz bardziej przystępnej formuły cold wave wymieszanej z elementami neoklasycznymi i rockowymi. Już widzę ich miny po wysłuchaniu najnowszego krążka "Masse Mensch Material" ;) ROME poszło krok dalej i nagrało album bardziej spójny i przebojowy, ale posiadający niezwykłą charyzmę i to "coś", co sprawia, że jest to materiał fascynujący i świadczy o dojrzałym podejściu do tworzenia muzyki. Słychać, że ci muzycy mają swoją wizję i wiedzą czego tak naprawdę chcą. Zacznijmy więc wyliczankę utworów z tej płyty. Otwierające intro "Sonnengotter" to czysty ambient. Zaraz potem następuje bardzo cold-wave'owy "Der Brandtaucher" z prawie rockową partią gitary. "Das Feuerordal" to rytmiczny neo-folk z ładnie wplecioną partią pianina. Dalej nastrój na chwilę się zmienia, bo "Der Tote Spielmann" brzmi jak wczesne, bardziej ambientowe ORDO EQUILIBRIO. Piątka pt. "Wir Gotter der Stadt" może być zaskoczeniem dla wielu, bo to ambitny pop w stylu wczesnego NEW ORDER. "Die Nelke" to fascynująca podróż w przeszłość, ponieważ słychać tu echa tak THE CURE, jak i COCTEAU TWINS, tyle że w neo-folkowej oprawie. "Der Erscheinungen Flucht" jest bardziej balladowy, oparty na melancholijnych partiach gitary i pianina, a "Die Brandstifter" wręcz nawiązuje do zwariowanej, nieco jazzującej twórczości Toma Waitsa i jest to kolejny dość zaskakujący fragment tej płyty. Pod numerem dziewięć kryje się kawałek zatytułowany "Kriegsgotter", które mocno nawiązuje do twórczości JOY DIVISION: z mocną linią basu, a dodatkami są chóry i monumentalny nastrój. Następujący po nim "Wir Moorsoldaten" to prawdziwa perełka tego albumu, będąca bardzo wzniosłym, orkiestralnym i smutnym utworem nawiązującym do muzyki klasycznej. Klimat powagi i patosu potęguje deklamowany tekst (po raz pierwszy i ostatni po części w języku niemieckim, ponieważ wbrew tytułom reszta jest po angielsku). Na koniec mamy jeszcze neo-folkowy "Neue Erinnerung" z orkiestralnym tłem i lekkimi wpływami art rocka z lat 70-ych oraz ambientowo-chóralne requiem w postaci zamykającego "Masse Mensch Material" instrumentalnego utworu "Nachtklang". Dodam jeszcze, że przez całą płytę przewijają się przeróżne sample głosów, które doskonale współgrają z samą muzyką i głębokim głosem wokalisty.
ROME oferuje na tej płycie dużo więcej dźwięków niż na przykład taki INTERPOL, który też inspiruje się JOY DIVISION i "zimną falą" powstałą na początku lat 80-ych. I niech więcej nie wprowadzają Was w błąd domorośli recenzenci i "znawcy" twierdzący, że ROME to martial neo-folk i nic poza tym. To jedno z objawień alternatywnej sceny, jakkolwiek wyznaczać jej granice. "Masse Mensch Material" to album wybitny i wart niejednego grzechu.
ocena: 9/10
www.coldmeat.se
autor: Diovis


RED MOTH - "Red World"
(CDR 2007 / Beast Of Prey)
Harsh noise czy też power electronics to nie są dźwięki skierowane dla każdego. Eksplodująca hałasem antymuzyka wymaga odporności, specyficznego gustu i otwartego umysłu. Można tym wnerwić sąsiadów, wprawić siebie w wyjątkowo agresywny nastrój lub na chwilę zagłuszyć własne skołatane myśli. A już tak całkiem abstrahując, zmęczony pracą w hałaśliwej hali produkcyjnej człowiek na pewno nie będzie miał ochoty na obcowanie z kakofonią w domowym zaciszu. Dlatego też nie polecam opisywanej produkcji osobom, które mają ochotę na coś bardziej wysublimowanego, relaksacyjnego, tudzież po prostu opartego w mniejszym lub większym stopniu na melodii i rytmie. RED MOTH to nadzwyczaj wnerwiony twór, którego celem jest destrukcja narządu słuchu, doprowadzenie do szewskiej pasji i totalitarna dekonstrukcja muzyki. Trudno się tego domyśleć oglądając okładkę, na której widnieje zdjęcie żółtawo-czerwonej Ziemi z kosmosu. Przez ponad pół godziny mamy do czynienia z erupcją frekwencji ustawionych na totalne przesterowanie czegoś, co było kiedyś dźwiękami upchanymi w jakieś bliżej niezidentyfikowane sample. Jeśli szukać już jakichkolwiek podobnie tworzących projektów, to odsyłam do japońskiej sceny noise (MASONNA, MERZBOW, KK NULL...), szaleńców ze Stanów (SLOGUN, SUTCLIFFE JUGEND) czy sięgając już bliżej do krajowego BRANDKOMMANDO. Zero nawet szczątkowej rytmiki, melodyki czy możliwości rozpoznania określonych dźwięków jako coś tam. Tu nie ma "zmiłuj się", "wybacz" i "zrelaksuj się". W zamian dostajemy siedem bezlitosnych i brutalnych kopniaków w takie miejsca, jak krtań, splot słoneczny i genitalia, a jaki jest tego efekt, sami sobie dopowiedzcie. Bardzo odważny ten RED MOTH, a do tego pochodzi z Polski i w swojej klasie wypada całkiem rzetelnie.
ocena: 6/10
www.beastofprey.com
devir@o2.pl
autor: Diovis


ROME - "Nera"
(CD 2006 / Cold Meat Industry)
No i w końcu mamy debiutancki album nowej sensacji w barwach Cold Meat Industry! Po jeszcze nie do końca precyzującym kierunek muzyczny, acz obiecującym mini "Berlin" pełnoczasowy materiał pokazuje na co tak naprawdę stać enigmatyczny projekt ROME. A stać go na wiele. Młodsi fani muzyki dziwnej, zakręconej i eksperymentalnej odbiorą ją pewnie za kolejny przejaw rozwoju tak ostatnio modnego militarystycznego industrialu wymieszanego z neo-folkiem, który jest równie "trendy". Ja jednak zburzę im spokój duszy, bo ROME zaskoczyło mnie przede wszystkim czerpaniem z bogatej skarbnicy dźwięków powstałych w latach 80-ych. Szczęśliwie tych, które doceniono znacznie później lub cieszących się powodzeniem jedynie w pewnych kręgach. ROME korzysta więc pełnymi garściami z dokonań zimnofalowych, dekadenckim lub awangardowych formacji pokroju JOY DIVISION, BREATHLESS, THE CURE, WOLFGANG PRESS i im podobnych, ale przetwarza to na swój sposób i na swój nasycający ego muzyków użytek stosownie do czasów, w jakich zaczęli tworzyć. Stąd w ich muzyce bombastyczne, marszowe rytmy, neo-folkowe nastroje, sample przemówień i ambientowe kolaże. Wydawca określa ten styl jako "martial apocalyptic-pop"... cóż, jego prawo. To tylko (i aż) kwestia zaszufladkowania czegoś, co wykracza poza aktualnie modne szyldy. Najważniejsze, że dryfując gdzieś między z pozoru odmiennymi od siebie światami (tym współczesnym i tym nieco zapomnianym w sensie historycznym i muzycznym) ROME potrafiło w dość nowatorski sposób scalić to w monument wielowymiarowości tego kawałka Kosmosu, w którym dane było, jest i póki co będzie nam dane istnieć. A że uczyniło to nadając całości spójnego charakteru, to tym bardziej należy im się szacunek. Pokręceni ludzie i tak posądzą ich o propagowanie nie wiadomo czego, bo ROME użyło tu całkiem sporo "wojennych" sampli, ale takie kontrowersje mogą wyjść im tylko na korzyść. Bo ostatecznie wysoka jakość muzyki i sporo szumu rodzi wybitne zjawiska. Także w świecie muzyki.
PS. Nasza rodzima firma wydawnicza Beast Of Prey chyba ucieszy się z faktu, że jeden z utworów (pewnie przypadkowo) nosi tytuł "Beasts of Prey" ;).
ocena: 9/10
www.coldmeat.se
www.myspace.com/romecmi
autor: Diovis


RAISON D'ETRE "Metamorphyses"
(CD 2006 / Cold Meat Industry)
Z każdą kolejną płytą RAISON D'ETRE coraz trudniej mi pisać recenzje opisujące muzykę tego szwedzkiego projektu. Wydawać by się mogło, że znając prawie całą dyskografię zadanie mam ułatwione, ale nie - jest wręcz odwrotnie. W konsekwencji mógłbym jedynie opisać zawartość w formie kilku informacji, a wszyscy znający muzykę RAISON D'ETRE i tak już by wszystko wiedzieli. Bo prawda jest taka, że pomijając kilka nowych elementów Peter Andersson gra określony, SWÓJ rodzaj dark ambientu. Niedawno ukazało się wznowienie chyba najbardziej mrocznej i pobudzającej wyobraźnię płyty "In Sadness, Sadness and Solitude" i nie przypadkiem o tym wspominam, bo później RAISON D'ETRE nagrywało nierówne krążki. "The Empty Hollow Unfolds" to więcej industrialnych brzmień, ale całość była raczej nieprzekonująca, "Requiem For Abandoned Souls" było pewnym nawiązaniem do starszych dokonań projektu, lecz zabrakło myśli przewodniej, a "Reflections From the Time of Opening" to album stojący w cieniu konkurencyjnego DESIDERII MARGINIS, które od pierwszej płyty z każdą kolejną oferuje coraz ciekawsze dźwięki. Prawda to smutna, ponieważ twórczość Petera Anderssona pod szyldem RAISON D'ETRE darzyłem zawsze sporym sentymentem, a ostatnimi czasy bardziej podobało mi się to, co tworzy Johan Levin i jego DESIDERII MARGINIS. Więcej w muzyce tego ostatniego projektu "życia", różnorodnych smaczków i klimatów, podczas gdy R. D'E. nie wnosi nic nowego ponad to, co wykreowało lata temu. I tak też jest z "Metamorphyses" - albumem, który chwilami wręcz nuży. Podzielony na 6 części materiał to cztery długaśne kompozycje (dziesięcio- i więcej minutowe), jedna sześciominutowa i najkrótsza z numerem II. O ile jeszcze trzy pierwsze odsłony "Metamorphyses" tętnią, oddychają i stanowią pewną całość, to kolejne usypiają czujność i rzeczywiście przenoszą w objęcia Morfeusza. Jakoś nie potrafię pobudzić przy nich swojej wyobraźni, zabrakło nawet tak charakterystycznych quasi-gregoriańskich chórów, a wrzucone przez Petera tu i ówdzie industrialne hałasy zdają się być jedynie próbą odnalezienia się RAISON D'ETRE wśród obecnych trendów w muzyce ambientowo-industrialnej. Duża szkoda, że tak ważna dla tej stylistyki formacja nagrała tak nijaki album...
ocena: 5/10
www.coldmeat.se
autor: Diovis


ROME - "Berlin"
(MCD 2006 / Cold Meat Industry)
Roger Karmanik z Cold Meat Industry co rusz odkrywa nowe twarze na scenie muzyki dziwnej, zakręconej i eksperymentalnej. Kilka z nich może mocno namieszać w ciągu najbliższych lat, a kto wie, czy z czasem nie staną się klasykami takiego grania. Cholera wie skąd pochodzi ROME, bo na pewno nie z Rzymu i Berlinu, ale mając ponoć punkowo-rockowe korzenie już na swoim debiutanckim mini-albumie pokazują swój potencjał i inwencję twórczą, które w rezultacie są czymś odmiennym od tego, co wspomniana formacja mogła grać w przeszłości. Sześć zawartych na tym krążku numerów stanowi pewną całość, ale przy tym każdy oddzielnie pokazuje inne oblicze ROME. "Like Lovers" to niepokojąca kompozycja z klimatem zbliżonym do twórczości COPH NIA. Mamy więc dobitne i z lekka demoniczne wokalizy, a do tego, na tle monotonnego syntezatorowego motywu, sporą dawkę sampli różnych głosów. Drugi, "The Orchards", to już bardziej rytmiczna, atmosferyczna piosenka nieco przywodząca na myśl neo-romantic z lat 80-ych, zbudowana na oszczędnych partiach gitary i klawiszy z nieco sennymi wokalami. W "Une Autre Vision" przeważają pierwiastki militarystyczne, ale klimat zmienia się jak w kalejdoskopie. Ponownie wykorzystano sporo sampli głosów, a pozorny minimalizm instrumentalny kryje w sobie wiele niepokojących motywów. Z czwórką mamy "Clocks" - kolejny niedługi utwór oparty na symfonicznym fundamencie z deklamowanym tekstem. Piątka to nieco futurystyczny "Wake" i tu, gdyby pozbawić go nadmiaru elektroniki, można by rzec, że to utwór firmowany przez Tony Wakeford'a lub DEATH IN JUNE. Na koniec jest jeszcze smutny, nastrojowy "Herbstzeitlose", który dowodzi, że ROME potrafi odnaleźć się w różnych konwencjach, co dobrze rokuje na przyszłość. Jesienią ukazuje się pierwszy pełno wymiarowy album i wówczas przekonamy się co kryje się tak naprawdę pod szyldem ROME. Na razie jest obiecująco i bardzo barwnie.
ocena: 8/10
www.coldmeat.se
autor: Diovis


RED EMPREZ - "Clubgirls and Poofs"
(CD 2005 / własna produkcja)
Elektro-gotyk, hmmm... Szczypta DEPECHE MODE, namiastka THEATRE OF TRAGEDY z okresu "Assembly", brudek zza paznokci brzydala MORTIIS'a, wszystko to do gara i mieszamy :D Oni i im podobni syntetyczni poprańcy odpowiedzialni są pośrednio za to, że mamy na polskiej scenie znakomity projekt, w którym to właśnie bity i hipnotyczne pętle tworzą trzon muzyki. Jakkolwiek by to jednak płytko nie zabrzmiało, RED EMPREZ broni się arsenałem wciągających tematów, pieprzną atmosferą (przyznacie, że kawałek zatytułowany "Pussy Lover" czy intrygujące fragmenty numeru tytułowego: "...want you like choking while suckin' my dick / and fuckin', and fuckin' girl make you sick!..." mają odpowiednią wymowę ;) oraz nachalną chwytliwością z pogranicza kiczu i awangardy. "Clubgirls and Poofs" przyjął się w moim skażonym gitarowym ścierwem odtwarzaczu bez najmniejszych problemów, głośniki też przekonały się do tego specyficznego klimatu. Czerwona Baronowa to kolejny projekt, w którym wokalnie udziela się Getshemane (bardziej znany z DOMINIUM, BRIGHT OPHIDIA czy JUDY4), więc o niedojrzałości i amatorszczyźnie można od razu zapomnieć. Jak widać ambicje mają chłopaki wygórowane i dobrze słyszeć, że potrafią je dodatkowo zmaterializować. Niepodmienialna barwa i zróżnicowana ekspresja Adama, równie dobrze co w metalowo-rockowym jazgocie, odnajduje się w otoczeniu dźwięków raczej dalekich od naturalności. Z pomocą przychodzą zdobycze techniki najnowszej (komputer, syntezatory), dzięki czemu łatwiejsze staje się wkomponowanie wokaliz pomiędzy wszędobylskie zerojedynkowe natręctwa. Niewiele podobnych projektów zrodziła nasza polska ziemia, toteż zakładam, że płyta przyjmie się o wiele lepiej poza granicami naszego dziwnego kraju. Chyba jeszcze mało kto przywyknął u nas do takich "cudów", jakimi raczy nas RED EMPREZ, aczkolwiek trudno nie zauważyć pewnego ożywienia w tej sferze i przejść chociażby obojętnie obok pokrewnych inspiracji ziomków z DREAM SYSTEM. Przyznaję, że niektóre motywy brzmią na "Clubgirls and Poofs" wręcz tandetnie, ale mniemam iż ma to swoje korzenie archaicznych tradycjach nurtu disco, hehe. Są utwory dynamiczne ("My Possesion", "The Race", "Clubgirls and Poofs"), ale też i te wyciszone, aspirujące do miana elektro-ballady ("I Can I Do"). RED EMPREZ dorobił się też paru "hitów", których zabraknąć nie może w ich repertuarze koncertowym (!). Mowa o "Caress Me" czy "Now You're Mine", które pełne są świdrujących mózgownicę motywów, chwytliwych linii klawiszowych i podobnych refrenów. RED EMPREZ wydaje się wypełniać lukę w tej słabo obsadzonej kategorii, ale jako że jedna jaskółka wiosny nie czyni, czekam więc na więcej!
ocena: 8/10
www.redemprez.com
autor: kaReL

RED EMPREZ - "Clubgirls and Poofs"
(CD 2005 / własna produkcja)
RED EMPREZ (Czerwona cesarzowa) to dwuosobowy projekt eksperymentujący z muzyką elektroniczną i nie tylko. W swoich muzycznych działaniach łączą elektro, industrial, ambient, gotyk - z tego połączenia powstało demo "Clubgirls and Poofs.".
Brzmienie muzy RED EMPREZ zahacza o sound lat 80-tych z lekką nutą kiczowatego smaku. Łatwo można dostrzec inspiracje twórców Czerwonej Cesarzowej, najsilniej rysują się wpływy poczynań Trenta Reznora, MARILYN MANSON, DEPECHE MODE, MORTIIS czy Davida Bowie. Muza przepełniona jest elektronicznym brzmieniem, w dużej mierze zdominowanym przez różnorodny beat. Melodyjność przeplata się z industrialnym brudem, dodającym bardziej tajemniczego i zakręconego klimatu. RED EMPREZ ma na koncie wiele występów, min. na Abrakadabra Gothic Tour 2005 u boku CLOSTERKELLER i ARTROSIS, co również może nieco sugerować styl muzycznych działań.
Na "Clubgirls and Poofs" jak dla mnie za mało jest świeżości, momentami ma miejsce odgrzewanie starych kawałków MARILYN MANSON czy Trenta Reznora. Jednak mimo wszystko, jedynym narzędziem do poznania stylu RED EMPREZ jest po prostu posłuchanie muzy i własna ocena.
ocena: 6/10
www.redemprez.com
autor: Trinity


RAGIS - "Baltijos Karas"
Okładka i grafika sugerowały przed przesłuchaniem tej płyty raczej klimaty bliskie pagan-black metalowi tymczasem litewski (i bardzo tajemniczy) RAGIS okazał się być projektem na wskroś pagan-ambientowym i to z dużą dawką dźwięków przyrody i oręża płynnie łączących się z nie narzucającą się elektroniką. Płyta poświęcona jest (jak sądzę) przede wszystkim Bałtykowi (stąd też częsty, kojący i nostalgiczny szum fal) i dawnym Bogom - bałtyckim i nordyckim. Poza tym przewija się motyw Prus Wschodnich i zwycięstwa pod Grunwaldem - a generalnie całość jest zatytułowana historycznie - od (tu podaję wersję angielskojęzyczną dla lepszego zrozumienia) "Rites For Ancients Swords" przez wspomniane już motywy nordyckie ("Vikings From Land of Thor"), pruskie ("Thunderhorn..."), grunwaldzkie ("By Sword And By Cross"), ostatnich pogan w Europie ("Old Ways"), aż po odrodzenie się pogaństwa ("To Romuva"), choć klimat wszystkich kawałków jest podobny (albo przyroda/spokój albo bębny/batalistyka). Na "Baltijos Karas" (czyli wojnie bałtyckiej) nie ma ani krzty smolistej elektroniki - tu wszystko jest poddane wszechobecnej mocy natury i często sięga po motywy folkowe - te oparte na brzmieniu muzyki dawnej (choć zupełnie inaczej niż np. w przypadku Starego Olsy czy Kulgrindy) - zwłaszcza czwarty utwór "Prayers of Fire and Sun" jest świetnym połączeniem jadącego konia, muzyki dawnej i pohukującej sowy, a także symfoniczne - w Grunwaldzie. Całość przypomina też trochę nieźle pomyślaną ścieżkę dźwiękową do filmu historycznego jako, że odgłosów batalistycznych też nie brakuje. Jeżeli już do czegoś porównywać, to RAGIS bliższy jest muzycznym projektom Wojnara (w tym, że u RAGIS'a nie ma żadnych wokali czy wokaliz), niż np. WARMONGER'owi czy MORTIIS'owi. W każdym razie - "Baltijos Karas" to naprawdę niezły, i nieźle zrealizowany pomysł na pagan-ambient. Nagrywany był w latach 1998-2002 w AR Studio.
ocena: 8/10
autor: V.Ziutek


RAISON D'ETRE - "Reflections From the Time of Opening"
(CD 2005 / Cold Meat Industry)
Peter Andersson wydaje się być osobą bardzo twórczą, a jego współpraca z Cold Meat Industry tylko o tym świadczy. Co rusz wychodzą nowe produkcje RAISON D'ETRE (pamiętać też należy o innych projektach tego artysty, a jest ich naprawdę całe mnóstwo), a co jakiś czas wychodzą kolejne kompilacje z rarytasami lub na nowo zrobionymi kawałkami z przeszłości. I tak też należy traktować wydawnictwo, które nota bene nosi tytuł "Reflections From the Time of Opening". Mamy tu więc 14 numerów skomponowanych w 1991 roku, a nagranych w 1994 i 1997 roku, w których słychać już zaczątki stylu RAISON D'ETRE, chociaż Peter miotał się jeszcze wówczas między bardziej symfoniczną, lekko darkambientową muzą, a dźwiękami nieco bardziej rytmicznymi, choć odległymi od industrialu chociażby. Bardzo dziwne miałem wrażenia przy szóstym na płycie "The External World", który skojarzył mi się z muzyką z "Seksmisji" ;) Zresztą wszystkie utwory powstałe przed 14 laty to raczej instrumentalne miniaturki trwające od zaledwie 36 sekund do pięciu minut. Chwilami bliżej dźwiękom kreowanym przez Petera do el-muzyki rodem z lat 80-ych. W niektórych kompozycjach wyraźnie słychać też, że RAISON D'ETRE i IN SLAUGHTER NATIVES przez jakiś czas szły podobną muzyczną drogą. Dalej mamy między innymi znany z dwupłytowego składaka "The Absolute Supper" (Cold Meat Industry) kawałek "The Verge of Somnolence" i od tego momentu można mówić, że brzmienia stają się typowo "raison'owskie", chociaż dwa z kolejnych numerów to remiksy utworów z debiutanckiego albumu RAISON D'ETRE, "Prospectus I", a na koniec mamy jeszcze nagrany w ubiegłym roku "Summoning the Void". Jeśli są wśród czytelników "Puszki Pandory" fani twórczości Petera Anderssona i miłośnicy eksperymentalnych dźwięków spod znaku dark ambient, to z pewnością zechcą zapoznać się z tym krążkiem. Dla pozostałych będzie to może okazja, by przyjrzeć się ewolucji muzyki tego projektu i być może zaczną poszukiwać pozostałych wydawnictw RAISON D'ETRE.
ocena: 7,5/10
www.coldmeat.se
autor: Diovis


RUKKANOR - "Requiem for K-141 KYPCK"
(CDR 2004 / War Office Propaganda)
Przede mną debiut nowego polskiego, militarnego projektu o nazwie RUKKANOR. Opisywana właśnie płyta jest pierwszym materiałem tego jednoosobowego projektu, za którym stoi Robert, człowiek wchodzący w skład wydawnictwa War Office Propaganda. "Requiem for K-141 KYPCK" jest koncepcyjnym albumem poświęconym pamięci 118 członków załogi rosyjskiego okrętu podwodnego Kursk, który zatonął w sierpniu 2000 roku. Trzeba przyznać, że materiał robi całkiem dobre wrażenie i wciąga słuchacza, przenosząc go w niezwykły klimat. Utwory są poukładane i osadzone w mrocznej i chwilami podniosłej atmosferze, wszystko tu brzmi jak powinno i nie można mieć zastrzeżeń do dźwięków zaprezentowanych na "Requiem...". Do tego ciekawostką jest zamieszczenie na krążku autentycznych odgłosów z łodzi, co jeszcze bardziej sprawia, iż płyty słucha się z zaciekawieniem. RUKKANOR prezentuje nam bardziej spokojne oblicze militarnego grania, nie uświadomimy na tym materiale dudniących kotłów, czy tym podobnych rzeczy, a jedynie melancholijne i przemyślane kompozycje. które co trzeba szczerze stwierdzić robią pozytywne wrażenie. Jak na debiutanta RUKKANOR zaprezentował się z bardzo dobrej strony i z pewnością z niecierpliwością przyjdzie nam czekać na nowy materiał tego krajowego projektu. Póki co szczerze polecam ten krążek wszystkim miłośnikom militarnych klimatów, ale i nie tylko. Na zakończenie dodam jeszcze, że pierwsze 118 egzemplarzy tej płyty zawiera dodatkowo listę załogi w języku rosyjskim, tak więc warto się pospieszyć z zakupem.
ocena: 7/10
www.waroffice.org
autor:Tomasz Lewicki