|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


WERKRAUM - "Early Love Music"
(CD 2008 / Ahnstern)
To moje pierwsze spotkanie z WERKRAUM. Mózgiem przedsięwzięcia jest znany w Niemczech i poza granicami tego kraju Axel Frank, na co dzień także podpora folkowego STURMPERCHT. "Early Love Music" to dość niezwykła podróż przez różne epoki i regiony świata malowana folkowymi barwami. Już na samym wstępie Axel wytacza ciężkie działo w postaci coveru klasycznej pieśni Donovana "Jabberwocky". Tu zamieszczono ten utwór pod tytułem "Beware the Jabberwock", a jako ciekawostkę podam fakt, że tekst to napisany w 1872 roku przez Lewisa Carrolla absurdalny wiersz pochodzący z jego książki "Po drugiej stronie lustra". W tym utworze, jak i w kilku kolejnych ludowe korzenie mieszają się z muzyką średniowieczną i neo-folkowymi elementami. Poza zwyczajowym instrumentarium w postaci gitary, basu i perkusji (typowa rytmika jest użyta tylko w niektórych pieśniach) pojawiają się brzmienia fletu, akordeonu, skrzypiec, organów, pianina, mandoliny, cytry, harfy, sitaru, bodhranu i jeszcze kilku innych akustycznych instrumentów. WERKRAUM sięga po szerokie spektrum środków, tak więc obok pełnych melancholijnych, niezwykle klimatycznych, a nawet romantycznych kompozycji znaleźć można na "Early Love Music" śmiałe nawiązania do klasycznego celtyckiego folku, a nawet szant i country. Od środkowej części albumu więcej jest akcentów bardziej psychodelicznych i bardziej improwizowanych, które mi osobiście kojarzą się z muzyką tworzoną w latach 70-ych (np. końcówka "Song For Erik", "The Dream" czy "Beyond the Evening Star"), a "Der Schmied", który jest swobodną wersją klasycznej pieśni o kowalu, poruszy nawet fanów RITCHIE BLACKMORE'S NIGHT. Teksty w języku niemieckim są przeplatane anglojęzycznymi (niektóre to mało znane wiersze napisane w XIX wieku, a jeden, wykorzystany w "The Smiling of the Rose", to adaptacja transkrypcji Jacquesa Fourniera z czasów Średniowiecza), a do śpiewania Axel Frank zaprosił Nicka Nedzynskiego z brytyjskiego LADY MORPHIA, Nicholasa Tesluka i Roberta N. Taylora z amerykańskiego CHANGES, dysponującą piękną barwą głosu Antje Hoppenrath oraz kompanów z austriackiego STURMPERCHT. Sam twórca również śpiewa w kilku numerach. Dzięki temu uzyskujemy dość bogaty obraz wokalny, który stanowi całość z przepastnym skarbcem różnorakich nastrojów muzycznych. Słychać, że WERKRAUM przyłożył się bardzo mocno do tego, by zadowolić siebie, jak i całą rzeszę słuchaczy lubujących się w mniej lub bardziej ambitnych dźwiękach spod znaku szeroko rozumianego folku. I to bez wzorowania się na DEATH IN JUNE, jak to czyni większość tego typu projektów. Długa to płyta, aczkolwiek nie nuży. Koi, relaksuje, pobudza do bujania w obłokach i została opakowana w bardzo gustowny digipak z dołączoną do niego 16-stronicową książeczką. Mocna "ósemka"!
ocena: 8/10
www.werkraum.org
www.steinklang-records.at
autor: Diovis


WULGATA - "Echoes of the Past... Not Far Away"
(CD 2008 / Beast Of Prey)
Projekt WULGATA nie był mi dotąd znany. "Echoes of the Past... Not Far Away" to moje pierwsze spotkanie z tą nazwą i co za tym idzie, także muzyką. Limitowana do 444 kopii płyta zawiera wygrzebane z przeszłości nagrania powstałe w dużej części w latach 2002-2003 i dostępne głównie na znanych jedynie kolekcjonerom cedeerach. Pierwsze pięć kompozycji to zawartość "Echoes of 3rd". Cechuje je duszna, pełna niepokoju atmosfera zbudowana z dark ambientowych podkładów, na których wyrastają burzące spokój dźwięki, głosy i szczątkowe rytmy. Przypomina to po części dokonania naszego krajowego MOAN, a także produkcje z Cold Meat Industry. W kilku fragmentach podobieństwo do dokonań RAISON D'ETRE, DESIDERII MARGINIS czy SEPHIROTH jest wręcz uderzające. Tak właśnie jest choćby w "Echoes of 3rd", ale i w miksie utworu "Paincarnation Reborn In Ash'Kelon" (tu pod numerem 6), oryginalnie wykonywanym przez inny industrialno-ambientowy projekt MULTIPOINT INJECTOR. W tle niepokojąco wibrują klawisze i na to nałożone różne hałasy i brzdęki metalowych przedmiotów. Z kolei ciekawy jest "Underain", gdzie dzięki partii basu można usłyszeć silne wpływy cold wave z JOY DIVISION i wczesnym DEAD CAN DANCE na czele, w "Le Jour du Soleil Noir" pojawia się przez moment gitara z przesterem, a w "r.otten i.ra p.uryfication" użyto między innymi sampli z mojego ulubionego horroru "Hellraiser". Bardziej eksperymentalnie i na swój sposób orientalnie brzmi "Semiase / Titanum Doll" będące owocem kooperacji ze znanym krajowym awangardzistą Łukaszem Pawlakiem. Hindusko-tybetańskie motywy można też usłyszeć na ósmym i ostatnim tracku pt. "Ganges Flow". Pomijając już wspomniane podobieństwa do kilku innych formacji, cały materiał, może oprócz nieco bardziej spójnych pierwszych pięciu utworów, brzmi jak zbiór inspiracji z odmiennych półek. Chętnie posłucham jakiegoś bardziej zwartego materiału stworzonego przez WULGATĘ, a póki co, najbardziej zawziętym miłośnikom przestrzennego i lekko porażającego grania polecam odsłuch tej kompilacji.
ocena: 6/10
www.beastofprey.com
autor: Diovis


WHEN - "You Are Silent"
(CD 2008 / Jester Records & Mystic Production)
Z pewnym takim zawstydzeniem przyznaję, że nie spotkałem się nigdy wcześniej z WHEN. Tworzący ten projekt Lars Pedersen to postać działająca na scenie muzycznej od końca lat 70-ych, a jego ojciec był znanym norweskim kompozytorem i wszczepił synowi muzyczną pasję, którą ten kontynuuje po dziś dzień. Szukając wiadomości o tym twórcy z zaskoczeniem odnotowałem, że w latach 80-ych współpracował w grupie HOLY TOY z Polakiem, góralem Andrzejem Dziubkiem (tam znanym jako Andrew D. Nebb, u nas znanym choćby z formacji DE PRESS) i razem grali nowofalowe dźwięki nasączone góralskim folklorem. Później Lars Pedersen postanowił działać solo i w ten sposób około 20 lat temu powstało WHEN. Kilka albumów powstało już pod tym szyldem, a ten najnowszy to "You Are Silent". To płyta bardzo eksperymentalna, jakby posklejana z różnych kawałków, niepokojąca, tajemnicza, czasem nastrojowa, a czasem hałaśliwa. Po spokojnym początku, stworzonym na bazie instrumentów smyczkowych i akordeonowej melodyjki "Lost Cure" rozwija się w bardzo rozpasany i awangardowy sposób, by po chwili oddać miejsca sakralnych chórom i elektronice w "The Virus". W tym utworze z kolei wszystko raptownie zmienia się pod koniec drugiej minuty, wchodzi perkusja, wokal (kłania się KING CRIMSON z lat 70-ych) i z pozoru pokręcony kawałek zamienia się w chwytliwą, prawie rockową piosenkę, która kończy się rozszalałym crescendo. Po dwóch kolejnych, nieco krótszych kolażach dźwiękowych następuje apogeum w postaci dwudziestominutowego "False Alarm", który zaczyna się podobnie, jak "Lost Cure", by pośrodku zamienić się w prawie noise'ową kakofonią wymieszaną z awangardowo-rockowymi elementami, a na końcu powrócić do motywu przewodniego wygrywanego przez smyczki i akordeon. W tych "zamyślonych" fragmentach blisko WHEN do dokonań innego norweskiego projektu ILDFROST, słychać jednak, że twórcą tej płyty jest człowiek doświadczony i wiedzący co chce osiągnąć, choć wciąż poszukujący nowych środków dla oddania tego, co chce przekazać.
ocena: 7/10
www.jester-records.com
autor: Diovis


WEIHAN / WESTWIND - "63 Days - Part VI"
(7" EP 2006 / Fluttering Dragon)
Szóstą część winylowej serii poświęconej Powstaniu Warszawskiemu wypełniają utwory dwóch projektów pochodzących z zagranicy. Dlaczego już w pierwszym zdaniu użyłem określenia "z zagranicy"? Ano dlatego, że ludzie mieszkający w Zachodniej Europie nieco inaczej wyobrażają sobie wydarzenia, które miały miejsce w Polsce podczas II Wojny Światowej. Zawsze więc istnieje obawa, że wobec powagi tych faktów ich opinie będą rozbieżne. Tak jest również z muzyką mającą być ilustracją konkretnych zdarzeń, choć tak zwana wolność artystyczna może usprawiedliwiać nawet największe prowokacje i kontrowersje, które może wzbudzić sztuka, a w tym konkretnym przypadku dźwięki. Pozostawiam to jednak na boku, bo opis ma traktować o konkretnej płycie. Prawdę mówiąc, z muzą WEIHAN oraz WESTWIND spotykam się po raz pierwszy, więc trudno mi jednoznacznie określić, czy są reprezentatywne dla tego, co tworzą na innych wydawnictw, czy też dopasowały się do przesłania "63 Days". Pierwszy z nich, WEIHAN, pochodzi z Belgii i zaprezentował swoje podejście do tematu Powstania, które można określić jako mieszankę neo-klasyki i neo-folku z deklamującym tekst wokalistą. Przyjemny kawałek z nieco militarystycznym zacięciem. WESTWIND (nie mam pojęcia skąd pochodzi ten projekt) postanowił nagrać utwór instrumentalny oparty właściwie na jednym motywie. Szczerze powiedziawszy nie przekonał mnie on w ogóle, a radosny nastrój jaki z sobą wnosi ma się nijak do tragizmu Powstania Warszawskiego. Z autopsji wiem, że niektóre zespoły i projekty tworzą na różne kompilacje i splity kompozycje, których normalnie nie wrzuciliby na pełny album, więc uznaję, że również WESTWIND tak potraktował swój udział na "63 Days". A szkoda, bo większość artystów, jacy pojawiali się do tej pory na tej serii wydawniczej wypadło nieźle, dobrze lub bardzo dobrze.
ocena: 7/10 (Weihan), 2/10 (Westwind)
www.serpent.com.pl
autor: Diovis


WERKRAUM - "Kristalle"
(CD 2005 / Ahnstern)
Niemiecki WERKRAUM już niejednokrotnie dawał miłośnikom militarno - neofolkowych brzmień powody do zadowolenia. Udział w sporej ilości kompilacji, czy też poprzedni album "Unser Feuer Brennen" wydany przez Cold Spring uplasował WERKRAUM w ścisłej czołówce europejskiego grania. Tym bardziej fani neofolkowych klimatów powinni się ucieszyć, gdyż pod koniec ubiegłego roku wyszedł nowy album Niemców "Kristalle", wydany przez jeden z pododdziałów austriackiej rodziny Steinklang Industries - Ahnstern.
Cóż zatem można powiedzieć o "Kristalle"? Na pewno to, iż jest to album bardzo melodyjny i rytmiczny. Dźwięki znakomicie wpadają w ucho i jeszcze długo po wyjęciu krążka z odtwarzacza tam pozostają. Przede wszystkim mamy tu pierwszej klasy neofolk zabarwiony nieco neoklasycznym klimatem. Wszystkie kawałki oparte są o dźwięki gitary akustycznej, bębnów oraz męskiego wokalu w języku angielskim, a nawet gitary elektrycznej w ostatnim kawałku. Słucha się "Kristalle" naprawdę świetnie i ani przez chwilę krążka nie nudzi, jak ma to miejsce w innych neofolkowych krążkach. Całość sprawia wrażenie płyty dopracowanej i zapiętej na ostatni guzik, dzięki czemu z pewnością nowe dziecko WERKRAUM jest jak do tej pory najdojrzalszym materiałem w dorobku naszych zachodnich sąsiadów. Co ważne obok żywszych i energetycznych kawałków można spotkać też na "Kristalle" nieco bardziej spokojne i refleksyjne kompozycje instrumentalne. Jednak prawdziwą rewelacją jak dla mnie są utwory numer 4. i 5. na tej płycie - niezwykle wciągające, rytmiczne kompozycje, zarówno z męskim jak i bardzo subtelnym kobiecym wokalem w języku niemieckim, co sprawia bardzo dobre wrażenie i przy których można się nawet lekko pokołysać na boki.
Jedynym mankamentem, do którego można się przyczepić jest czas trwania "Kristalle" - raptem nieco ponad 35 minut, co jak dla mnie jest stanowczo za mało, gdyż tak wyśmienitego albumu można słuchać zdecydowanie o wiele więcej. Podsumowując zatem, jeśli lubicie klimaty WALDTEUFEL, STURMPERCHT, a nawet ROMOWE RIKOITO z pewnością przemówi do Was także najnowszy krążek WERKRAUM. Płyta jak najbardziej godna uwagi i posłuchania. Polecam!
ocena: 8,5/10
www.steinklang-records.at
autor: Tomasz Lewicki