|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


ZWIERZĘ NATCHNIONE - "Opowieść o Człekozwierzu"

(CDR 2009 / własna produkcja projektu)

A oto i ZWIERZĘ NATCHNIONE i jego "Opowieść o Człekozwierzu". Manifest buntu przeciwko normalności, pochwała Natury i naturalności, materiał nieprzewidywalny i poszukujący. Zmylić może otwierający tę godzinną opowieść "Człekozwierz - Początek". Trwający siedem i pół minuty utwór czerpie z muzyki ambientowej i tradycyjnej el-muzyki, zaskakuje rozmachem muzyki filmowej i melodią prostą, po części wygwizdaną, ale pozostającą na dłużej w pamięci. Ale już drugi kawałek, "Wieje Bóg", to całkowita zmiana klimatu. Melodyjny motyw brzmi niczym rytmiczna pieśń rycerska. Odśpiewany na dwa męskie głosy został opatrzony wymownym, naturalistycznym tekstem napisanym we wczesnosłowiańskim duchu. Takie utwory z pogranicza muzyki świata, folkowej, medytacyjnej i... poetyckiej pojawiają się jeszcze nie raz później. Taka jest choćby "Piosenka o Płanetnikach", w którym linię melodyczną współtworzą gitara akustyczna i organy, a rytm wybijają konga. Na tym tle mamy męskie melodeklamacje twórcy tego projektu Tomasza Juchniewicza i zaśpiewy towarzyszącej mu Moniki Majewskiej. Pogańsko - rycersko - ekologiczne przesłanie i specyficzną muzykalną oprawę ma też "Masowa Produkcja" i część złożonego z trzech fragmentów epilogu tej płyty, a "Z Głębi Lasu" posiada w sobie taką moc, że oczami wyobraźni można zobaczyć górską dolinę, szemrzący strumień i nawołujących się pastuszków (naprawdę! :) Całość zostaje pod koniec zakłócona przez dźwięki z radia. Jeszcze trudniejsze do zaszufladkowania są kompozycje w rodzaju rozedrganego, szamańskiego "Wbrew", nastrojowego i wzbogaconego elektroniką "Religia Jest Profanacją Wiary" czy delikatnego i jedynego będącego w pełni autorstwa Moniki Majewskiej "Catena Effata".

ZWIERZĘ NATCHNIONE nie podąża za jakąkolwiek modą, ucieka od współczesności, materializmu i wyścigu szczurów. Jest takie mocno pod prąd, jedyne w swoim rodzaju. Jest intrygujące, inne i oryginalne. I bardzo dobrze.

ocena: 8/10
www.myspace.com/zwierzenatchnione
autor: Diovis




ZEROMANCER - "Sinners International"
(CD 2009 / Trisol & Mystic Production)
Norweski ZEROMANCER odpowiada wszelkim standardom z połowy lat 90-ych ubiegłego stulecia i tysiąclecia, gdy tryumfy święciły grupy grające mroczną elektronikę z przebojowymi liniami melodycznymi i mocnymi bitami. Liczył się jeszcze image... O tak, image to była ważna sprawa! Wywodzący się w prawie prostej linii od natapirowanych, dziwacznie wymalowanych i poubieranych w oryginalne stroje muzyków z generacji new romantic (dla niezorientowanych - reprezentantami tego kierunku w muzyce były na przykład DURAN DURAN, VISAGE i HUMAN LEAGUE - pooglądajcie sobie ich clipy na YouTube i wszystko będzie jasne) kolesie podbijali serca bladolicych i odzianych w czerń niewiast swoim wyglądem prosto z żurnali alternatywnych magazynów mody, lateksem, pejczami, mrocznymi tekstami i chwytliwą muzyką. Od tej reguły były też odstępstwa in plus, a ponadto nie mam zamiaru krytykować wszystkiego i wszystkich, bo sam miałem i mam swoich faworytów w tamtych muzycznych kręgach. Wstęp ten ma zadanie wskazać, że ZEROMANCER skupił się bardzo mocno na niemieckojęzycznych fanach, którzy hołubili i wszystko wskazuje, że nadal hołubią electro, EBM, synth-pop czy jak by tego jeszcze nie nazwać. Przecież omyłkowo wielu trafiło do szuflady z napisem gothic rock, a gitarowego grania było w tym co kot napłakał. A jak było, to wychodziło bardzo syntetycznie, a w najlepszym przypadku anemicznie. Nie "piję" tu na przykład do UMBRA ET IMAGO i tym podobnych, bo te kapele wytwarzały (czasem robią to po dziś dzień) i klimat, i było w tym trochę rockowego pazura. W każdym razie ZEROMANCER to takie bardzo bezpośrednie nawiązanie do tamtych czasów, tamtej atmosfery i bardzo silny ukłon w stronę niemieckiego, austriackiego i szwajcarskiego audytorium. Na "Sinners International" znalazły się bardzo przebojowe piosenki w elektroniczno-mrocznej otoczce - trochę zmysłowe, a trochę toporne. Trzeba oddać, że ogólnie wpadają w ucho, bujają i poruszają emocje. Przynajmniej chwilami. Bo na przykład singlowy "It Sounds Like Love (But It Looks Like Sex)" to już typowo populistyczny kawałek do grania w dyskotekach dla tak zwanych gotów i gotek. Podobnie zresztą jak kilka innych numerów z tej płyty. Od czasu do czasu jest nieco spokojniej i bardziej niepokojąco, czasem pojawia się kilka lekko rockowych nutek, ale zasadniczo to przystępne, nie pokombinowane granie oparte na elektronice i klarownych melodiach. Do przesłuchania i do zapomnienia, niestety.
ocena: 5/10
www.trisol.de
www.zeromancer.com
www.myspace.com/zeromancerzentral
autor: Diovis