| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SAINT VITUS

"Lillie: F-65"

Season Of Mist Records (CD 2012) 

Określani już lata temu jako dziadkowie, którzy niewiele odbiegali wiekowo od ich mistrzów z BLACK SABBATH (co nie było prawdą, choć różnica nie jest znowuż tak ogromna) giganci tradycyjnego, konserwatywnego doom metalu powrócili. Można było mieć obawy czy ich życie, które dalekie było od powszechnie przyjętych standardów nie wpłynie jakościowe na stan ich rąk, gardeł i co tam jeszcze potrzeba do grania muzyki, ale było to bezpodstawne. Wóda nie zryła ich zwojów mózgowych, dragi nie wpłynęły na kontakt ze światem, a rock'n'rollowy żywot nie pozbawił ich umiejętności i pomysłów do tworzenia dźwięków płynących prosto z serducha. Szczerze powiedziawszy, nie znam całej dyskografii SAINT VITUS, ale kojarzę ją na tyle, by postawić "Lillie: F-65" obok klasycznych już albumów "Saint Vitus", "V" czy "Die Healing". Zwłaszcza do tego z rzymską cyfrą 5, bo tam na wokalu był Scott "Wino" Weinrich, a to właśnie on udzielał się na tamtym krążku i na nowym pojawił się również. Większość fanów zgodnie twierdzi, że był najlepszym wokalistą w tym zespole i obok gitarzysty Dave'a Chandlera podstawą tego, że SAINT VITUS brzmi tak, a nie inaczej. Na pachnącym jeszcze świeżością albumie to oni zwracają na siebie największą uwagę, szczególnie, że są w formie wręcz olimpijskiej i w ogóle nie da się wyczuć ich rozbratu z tą muzyką, choć akurat "Wino" cały czas udzielał się w różnych zestawieniach, w tym w swoim ukochanym THE OBSESSED, który to band nota bene spowodował jego odejście od Świętego Wita w 1990 roku. Posłuchajcie otwierającego płytę "Let Them Fall". To już jest klasyk. Numer chwytliwy, pomimo swej powolności rwący śmiało do przodu i hołdujący zasadzie, że sabbathowskie riffy plus świetny wokalista to już większa część sukcesu. Nie inaczej jest z obfitującym w wiele gitarowych bajerów dźwiękowych "The Bleeding Ground", który definiuje na nowo słowo 'doom'. Granie to dla wielu prymitywistyczne i nieprzekonujące, ale ileż w tym pierwotnej energii i dosadnej mocy! Następny jest instrumentalny, stosunkowo spokojny "Vertigo", po czym SAINT VITUS powraca do swojego markowego łupania w "Blessed Night" i "The Waste of Time". Mr Chandler znowu zachwyca nieskomplikowanymi, ale jakże efektywnymi riffami i całą gamą gitarowych brzmień uzyskanych dzięki różnym flangerom, delayom, reverbom i fuzzom. Jeszcze jednym kawałkiem, którego na długo się nie zapomni jest "Dependence", w którym mamy świetną, hard rockową dynamikę i doomowy ciężar. W umieszczonym na końcu instrumentalu pt. "Withdrawal" przypomina o sobie po raz kolejny maestro Chandler, bawiący się przesterami i innymi gitarowymi efektami, bo to SAINT VITUS w klasycznej postaci przecież! Starszym fanom nie muszę rekomendować tego wydawnictwa, młodszych, zapatrzonych w BLACK SABBATH zachęcam, bo może chwilowa moda zmieni się w nawyk, a powiadam, że warto takiej muzy płynącej z duszy słuchać godzinami.

ocena:  9/ 10

www.myspace.com/stvitus


www.facebook.com/saintvitusofficial


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót