| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SEVEN THORNS

"Return To the Past"

Nightmare Records (CD 2011) 

Bodaj pierwszy raz spotykam się z sytuacją, w której nazwa wytwórni opisuje charakter wypuszczonej przezeń płyty. Nie przyszło mi jednak poczuć horror metalowego dreszczyku emocji podczas słuchania akurat tej [śmiech]. Do ostatniej chwili zapoznania się z uryno-fekalnym koktajlem SEVEN THORNS wierzyłem, że nawet gdy wystawiam zerówkę - gdyż muzyki na jakimś krążku subiektywnie się po prostu nie doszukałem - to jakiś fan tej czy innej konwencji gdzieś na krańcu świata może mieć inne, również osobiste zdanie na powyższy temat, co nikogo rzecz jasna nie powinno kłopotać. Tym razem nie zawaham się stwierdzić, że osoba, która zachwyci się "Return To the Past" ma tak wysoko rozwinięty zmysł muzyczny jak kret widzenie przestrzenne. Tego się nie da słuchać! O wielki Odynie i wszechmocna Kali! Aż niezręcznie operować mi powszechnymi określeniami piosenek na krążku i stosować inną, związaną z muzyką terminologię, gdyż te 'melodie' to po prostu obraza muzycznej inteligencji słuchacza. Ktoś chlał u kumpla cały weekend, zakąszał czystą grzybkami nie tylko z babcinej spiżarni i zawijał z nim w bibułkę coś, czego tytoniem waniliowym raczej by nikt nie nazwał? Jeśli w mocno zaawansowanym stadium takiej imprezy obaj zarzucili sobie do tego wszystkiego SEVEN THORNS - rozumiem, że mogli sobie choćby wyobrazić, że jest to potężny power metal i kawałek przyzwoitej muzyki. "Freedom Call" jest tu jedynym wyróżniającym się 'utworem', który ponad przysłowiową 'przeciętność' (gdyż o przeciętnym poziomie albumu ci goście mogą co najwyżej pomarzyć) wybija się ze względu na wyjątkowo irytujący, naiwny, żałosny i kulawy refren, choć wszystkie inne z "Return To the Past" to oczywiście żadne perełki. Nie mam sumienia porównywać tego 'grania' do jakichkolwiek wykonawców, ale chcąc uprzedzić słuchacza co do zawartości wspomnianego tytułu nie mam wyjścia. Ech... miejmy to za sobą... Czyli - jeśli odpowiecie sobie na pytanie: 'Jak wyglądałaby ekstrakcja tego, co w power metalu najbardziej kiczowate i naiwne, muzyki PET SHOP BOYS, nagrywanych w towarzystwie nocniczka przebojów Natalii Kukulskiej (o tak, pamiętam ten black vinyl [śmiech]) i ścieżki dźwiękowej do jakiejś hipotetycznej, osadzonej w realiach średniowiecznych, gry komputerowej na Commodore' i z pełną świadomością bierzecie na siebie odpowiedzialność za uszczerbki na własnej psychice, to sięgnijcie po ten album. Kupcie go - wyzywam Was! [śmiech]. Ja od siebie dorzucę tu tylko taką konstatację, że PET SHOP BOYS 'na zachód' sobie chociaż w glorii i chwale poszli, jakieś przyjemne covery Elvisa trafiły im się w karierze, a Natalia podczas nagrywania tego, o czym wspomniałem była jeszcze dzieckiem. SEVEN THORNS to z kolei dorosłe chłopy, które z takim krążkiem mogą co najwyżej obrać kurs na jakąś festyniarską, amatorską rekonstrukcję walk na tekturowe kopie, czy inne, odbywające się w oparach waty cukrowej i piwa klasy B, potyczki rosłych mężów na plastikowe mieczyki. Coś mi mówi, że jeszcze ze cztery, pięć takich 'arcydzieł' i wszelkie próby szerzej pojętego cenzurowania metalu przejdą do historii, gdyż ci, którzy za nimi stoją, pokiwają głową w geście wyrozumiałego politowania dla czegoś, z czym nie ma sensu walczyć. I co - do jasnej cholery - z tego, że mamy tu wyśrubowane solówki i koleś za mikrofonem potrafi wyciągnąć? Mam uderzyć się w pierś z tego powodu?

ocena:  0/ 10

www.myspace.com/seventhorns


www.seventhorns.com


www.trendxl.de


www.rockngrowl.com


autor: Kępol



<<<---powrót