| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

IMPIETY

"Ravage & Conquer"

Pulverised Records (CD 2012) 

Nie wiem czy Agonia Records poskąpiła na promocję albo ktoś niezdrowy na umyśle w tym naszym kraju doniósł gdzie (nie) trzeba, że z Polski może wyjść na światło dzienne kolejny album IMPIETY, ale fakt jest faktem, że "Ravage & Conquer" wyszło ponownie ze znaczkiem rodzimego dla Shyaithan'a Pulverised Records, z którą to firmą byli związani tak czy siak, bo w ciągu ostatnich kilku lat wydali w niej dwa mini-albumy. Zawsze to dobrze wrócić do kraju z tułaczki po różnych dziwnych i nie dziwnych miejscach, choć akurat dla takiego ekstremisty to jedynie sprawa wygodnictwa, nie przekazu, który pozostał ten sam. Tak samo od strony muzycznej, jak i tekstowej, choć po raz kolejny całkowicie został przemeblowany skład i poza jedynym stałym od samego początku punktem w postaci lidera Shyaithana mamy tu doświadczonego australijskiego bębniarza Dizaztera oraz młodego i mało znanego singapurskiego gitarzystę Nizama Aziza. Poza tymi zmianami w muzie IMPIETY nie doszło do żadnych rewolucji, ponieważ nadal mamy tu do czynienia z bezkompromisowym wyziewem z pogranicza black, death i thrash metalu. Oldskulowo jest na ?Ravage & Conquer? od samego początku do końca i jeśli znacie którekolwiek z poprzednich wydawnictw tej formacji, to wiecie, że nigdy nie szli na łatwiznę, a ich drugie imię to ekstremalność w tej radykalniejszej postaci. Formuła ta staje się trochę wyczerpana w pewnych momentach na ich płytach, bo do jakiego punktu można podkręcać tempo? IMPIETY znalazło na to jakąś tam metodę, gdyż w zamian wydłużyło swoje utwory, co sztuką jest zapewne, choć ryzykowne jest zapętlanie ekstremalnych pomysłów w ośmiominutowych kawałkach, a takich na tym krążku jest kilka. Już otwierający całość ?Revelation Decimation? rozgrzewa się długo, by w trzeciej minucie wykreować z tych poszukiwań już typowy dla Shyaithana soniczny atak, który w równych proporcjach nawiązuje do rozszalałego inferno wczesnych dokonań ANGELCORPSE i MORBID ANGEL oraz dewastujących propozycji SARCOFAGO z pierwszych płyt. Ztriggerowane bębny wychodzą cały czas na pierwszy plan, co ma niestety więcej minusów niż plusów. Zamiast skupiać się na bezbożnym przekazie IMPIETY i niewątpliwie ciekawym riffowaniu gitary oraz rozszalałych solówkach cały czas słyszymy pukające nieznośnie bębny. Gdyby nie to, ?Ravage & Conquer? mogłoby być uznane za klasyka takiego ekstremistycznego grania, ale z albumu na album zdaje się brakować singapurskiemu muzykowi konkretnej idei jak przesunąć granice szaleństwa jeszcze bardziej, choć do samych kawałków nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń. Owszem, bywały momenty w jego (ich) twórczości, które wspomina się nawet po latach, ale chyba nie tędy droga, bo nawet zagorzali fani mogą poczuć się lekko zniesmaczeni powtarzalnością pewnych motywów. Na pocieszenie dodam, że pozycja ta tak czy siak miażdży i nawiązując do starej szkoły da się wyczuć, że to the mighty IMPIETY, a nie ktokolwiek inny.

ocena:  7/ 10

www.mightyimpiety.com


www.myspace.com/impietyofficial


www.facebook.com/impietyofficial


www.youtube.com/impietyofficial


www.pulverised.net


autor: Diovis



<<<---powrót