| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MIKE PARADINE GROUP

?Death In the Family?

własna produkcja zespołu (CD 2012) 

Słuchając płyt promowanych przez Rock ?N Growl istnieje ryzyko, że trafi się na rzecz nikomu tak na dobrą sprawę niepotrzebną, wtórną i nijaką. Albo że dane wydawnictwo w zaskakujący sposób będzie prezentowało poziom przynajmniej ponad średnią krajową (oczywiście biorąc tę ?krajową? w spory nawias). Zanim przejdę do sedna, czyli właściwej recenzji, proszę o podniesienie rąk przez osoby kojarzące Mike?a Paradine?a lub choćby zespoły, w którym gra lub grał ten bębniarz - ARCTIC FLAME i BALISTIK KICK. Nie widzę! Nic dziwnego, choć jakąś tam lokalną popularność ten muzyk w amerykańskim New Jersey osiągnął i pewnie paru maniaków porozrzucanych po świecie ma. W tym roku ukazał się jego pierwszy solowy (no prawie?) album, który jest generalnie takim rozliczeniem z przeszłością, z jego osobistymi demonami. Można by rzec, że od strony tekstowej Mike Paradine to taki heavy metalowy Peter Steele i tako też należy odczytywać tytuł płyty - ?Death In the Family?, który już od razu nasuwa skojarzenia z kawałkiem o takim tytule, a umieszczonym na ?Bloody Kisses? TYPE O NEGATIVE. Ale tak już swoją drogą, korelacje istnieją tylko na poziomie słownym, nie muzycznym? Warto jednak wspomnieć, że u samego Mike?a w wieku 13 lat zdiagnozowano raka kości i z czasem amputowano jedną z nóg poniżej kolana. Tylko upór i ciężka praca doprowadziły do tego, że został perkusistą, ale szczegółów nie znam, więc przejdę może do dźwięków, a te powstały przy dużym wsparciu jego kolegów z ARCTIC FLAME oraz trzech innych muzyków, w tym szwedzkiego wokalisty WOLF Richarda Holmgrena. Zresztą ci wokaliści (jest ich czterech, włączywszy w to samego Mike?a) stanowią o tym, że podczas słuchania albumu ma się wrażenie, że są to połączone ze sobą co najmniej trzy różne materiały. Utwory oscylują na ?Death In the Family? od ostrego heavy metalu w stylu JUDAS PRIEST i ACCEPT, prawie że thrashowe wpływy, poprzez oldskulowe, tradycyjne heavy ?n rollowe grzańsko a la THIN LIZZY czy MOTORHEAD, klasyczny, a przy tym melodyjny hard rock utrzymany w stylistyce Alice?a Coopera, DEEP PURPLE czy KISS, aż po już po zdecydowanie rockową, amerykańską i chwilami słodkawą orientację GUNS ?N ROSES czy WINGER. Taki rozrzut może się podobać tym, którzy lubią potupać przy mocniejszej muzie i lekko wzruszyć się przy tych spokojniejszych kawałkach, ale tak na dobrą sprawę nie ma w tym jakiejś konsekwencji czy koncepcji, bo chociaż słucha się tego faktycznie całkiem przyjemnie i jest tu kilka numerów, które powodują, że człowiek jest jak przykuty do głośników, to całość jest mocno nie poukładana i w sumie nie sprawia wrażenia w żaden sposób oryginalnej. Owszem, solówki są momentami porywające, sekcja radzi sobie tak w tych momentach, gdy ma silniej przywalić, jak i wówczas, kiedy jest spokojniej. Kawałki bujają, ich konstrukcja jest oparta na zdecydowanie klasycznych, rockowo-metalowych wpływach, co jest pewnym plusem, ale i minusem. Chyba że ktoś bezkrytycznie ?łyka? wszystko to, co ?pachnie? wspomnianymi wcześniej kapelami? ?Death In the Family? nie jest albumem słabym, ale tak jak już wspomniałem - zbyt słabo trzymającym się pewnej linii, a jak wiadomo łapanie wielu srok za jeden ogon najczęściej nie jest sensowne.

ocena:  6/ 10

www.mikeparadine.com


www.mikeparadinegroup.bandcamp.com


www.myspace.com/mikeparadine


autor: Diovis



<<<---powrót