| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WINTERWOLF

"Cycle of a Werewolf"

Xtreem Music (CD 2010) 

Ileż to już razy użyłem przez ostatnie, nie wiem - dwa, trzy lata, sformułowania, że ktoś gra "oldskulowy death metal"? Pewnie wiele razy. Z jednej strony cieszy mnie, że trochę starych wyżeraczy wciąż się trzyma i gra na wysokim poziomie, a młodziaki idą ich tropem i też zdarzy się z ich strony co jakiś czas jakaś wybitna płyta ze starym deciorem. Z drugiej strony wszystko ma swoje granice i pewnie któregoś dnia tego typu rypanie znowu znudzi się fanom i sięgną po inne, mniej lub więcej odgrzewane kotlety. Nie chcę jednak w tym miejscu brzmieć niczym kaznodzieja na ambonie lub nawiedzony prorok, więc pozwolę sobie na kolejny odsłuch debiutu fińskiego WINTERWOLF, a Wam przy tej okazji napiszę w końcu kilkanaście zdań na temat zawartości tegoż wydawnictwa. "Cycle of a Werewolf" wyszło - co jest swoistym ewenementem - najpierw na winylu, a dopiero u progu wiosny 2010 roku zostaje wypuszczone w formacie CD. I w tym momencie trzeba zaznaczyć, że to faktycznie debiut tego zespołu, ale nie powstał on wczoraj ani przedwczoraj, a muzycy to ludzie ze sporym doświadczeniem w łojeniu metalu. Działali już pod tym szyldem na przełomie stuleci, a potem przemianowali się na nieco odmiennie grający DEATHCHAIN. W obecnym, nieco zmienionym składzie mamy między innymi dwóch gitarzystów kultowego w pewnych kręgach DEMILICH, Corpse'a i Antti Boman'a (Abomanitora), a także kolesi grających w SHADE EMPIRE i... DEATHCHAIN. Co wyszło z tej mieszanki międzypokoleniowej? Ano nic innego, jak death metal starej szkoły, inspirowany brzmieniem produkcji powstających na początku lat 90-ych w szwedzkim Sunlight Studio. Już poprzedzony mrocznym intro numer "Phantoms of Madness" to wierna kalka pierwszych kawałków ENTOMBED, CARNAGE i DISMEMBER z bardziej grobowymi wokalami w stylu (a jednak!) DEMILICH. Zapiaszczony sound nisko strojonych gitar, szybkie bicia perkusji i melodyczne rozwiązania a la Szwecja towarzyszą nam przez całą płytę, ale paradoksalnie ma to sens. Bo mimo wszystko WINTERWOLF nie ogranicza się wyłącznie do powielania pomysłów z lat chwały szwedzkiej sceny, dorzucając trochę ciężaru BOLT THROWER (nic dziwnego, gdy dostrzeże się umieszczoną na końcu albumu przeróbkę sztandarowego numeru Angoli "Cenotaph"), mielenia w stylu GOREFEST czy mroczności z produkcji różnych fińskich kapel działających na początku lat 90-ych. Brzmi to szczerze, z dużym wyczuciem i przekonująco, na pewno dużo lepiej niż w przypadku opisywanego przez kolegę Narmera debiutu FATALIST, bo w pełni zgadzam się z jego opinią. Tym samym WINTERWOLF dołącza do watahy złożonej do tej pory między innymi z NOMINON czy DEMONICAL. Jednym zdaniem - jest bardzo dobrze! I oby tak dalej.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/winterwolfofficial


www.xtreemmusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót