| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ECHOES OF YUL

?Cold Ground?

Avantgarde Music (CD 2012) 

Całe trzy lata minęły od debiutu ECHOES OF YUL, która to płyta przecierała szlaki kolejnym krajowym zespołom spod znaku szeroko rozumianego post-metalu. Można powiedzieć, że obok BLINDEAD i TIDES OF NEBULA to prekursorzy takiego grania w naszym kraju, choć każda z tych grup szlifuje swoją drogę w nieco inny sposób. ECHOES OF YUL buduje muzykę na eksperymentalnych dronach, industrialno-metalowych rytmach w stylu GODFLESH (na nowej płycie jest tego jakby mniej), samplach głosów i ambientalnych przestrzeniach. Nie było łatwo przedrzeć się przez ?Echoes of Yul? i tak też jest w przypadku ?Cold Ground?. Już intro ?Octagon? i następujący po nim ponad sześciominutowy ?Foundations? przestrzegają, że to nie jest muzyka dla masowego odbiorcy. To bardzo powoli i długo rozciągająca się płaszczyzna, na której dziwne głosy tworzą coś na kształt głównego wątku, a pozostałe instrumenty improwizują równie nieśpiesznie i bez linii przewodniej. Właściwie metalu tu jak na lekarstwo i nawet gdyby określać to mianem ambient metalu, to nie oddałoby to tego, co się dzieje w tej muzie. Ciężko robi się dopiero w trzecim na krążku ?The Tenant?, ale bliżej temu do post-punkowo - noise?owych tworów w rodzaju SONIC YOUTH czy FUGAZI niż jakichkolwiek post-sabbath?owskich kapel. Z pozoru dźwięki bujają, ale na kanwie pewnej takiej sludge?owej rytmiki dzieje się dużo więcej, tony są rozedrgane, przechodzą we wspomniane drony, przestrzenność i swoisty, ambientowy mrok. Dziwnie i? dziwnie jest w kompletnie pojechanym ?Crosses?. Trochę przystępniej, ale nie mniej tajemniczo jest w ?Numbers?, w którym pojawiają się też elementy dubu (tak jak i w ?The Message?), co już rzucając tylko trochę uchem na zawartość płyty nie dziwi, bo ECHOES OF YUL miesza tu tak różne rzeczy, że trudno zdziwić się, że każdy ma problem z umieszczeniem tego bandu w jakiejś konkretnej szufladce i przegródce. Można by rzec, że co kawałek, to EOY przeskakuje do kolejnego poziomu pewnej rozgrywki gdzieś między światem realnym a odrealnionym. A mimo to, słychać, że twórcami tego albumu są ci sami muzycy, którymi są Jarek Leśkiewicz i Michał Śliwa. Weźmy choćby taki kawałek jak ?Libra?, który zdaje się być dość łatwy w odbiorze, bo jest konkretna linia melodyczna wygrywana przez melotron, są gitarowe riffy i na tym można by zaprzestać, ale co rusz ten pozorny zastój jest przerywany samplami głosów i zeschizowanymi gitarowymi wstawkami. Podobnie jest w kolejnym ?Save Yourself?, który chyba najmocniej nawiązuje do post-rockowej przestrzenności i bardzo minimalistycznej melodyczności tejże stylistyki. Bardzo atmosferyczna w post-rockowym sensie, choć nie pozbawiona mocnych gitarowych akcentów jest też końcówka płyty. Płyty niełatwej w odbiorze, mocno instrumentalnej i jak to napisał kiedyś Oscar Wilde - ?sięgającej śmiało pod powierzchnię?.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/echoesofyul


echoesofyul.bandcamp.com


www.avantgardemusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót