| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

INBORN SUFFERING

?Regression To Nothingness?

Solitude Productions & DarkZone Productions (CD 2012) 

Gdyby nie to, że wydawca zadecydował, iż za podpisaniem kontraktu z INBORN SUFFERING na wypuszczenie drugiego albumu pójdzie w krótkim czasie kwestia wznowienia ich ?jedynki?, pewnie i moja opinia na temat ?Regression To Nothingness? byłaby inna, a i emocje silniejsze. Słucham tego albumu po raz kolejny i mogę stwierdzić, że dźwięków tu jest sporo (jak by nie patrzeć, ponad 72 minuty). Po tych kilku latach (dokładnie to sześciu) zespół zbudził w sobie chęć do tworzenia oldskulowego doom/death metalu i wykrzesał z siebie bardzo dużo, ale jak tak postawić obok siebie tego nowego longa z ich debiutem, to oprócz swoistej pamiątki, jaką pozostawili po sobie, nowy materiał ma w sobie dużo zachowawczości i jest w sumie odświeżaniem starych kotletów. Inny wokalista, a z dotychczasowymi muzykami brzmi tak samo i pomimo pewnych różnic brzmieniowych całości pokazuje z jednej strony konsekwencję, że INBORN SUFFERING stanowi swoisty pomost między klimatycznym graniem sprzed niemal dwóch dekad a teraźniejszymi możliwościami, lecz z drugiej strony przynosi dużo przewidywalnego grania. Utwory przeciekają z każdą minutą bardziej przez palce niż docierają do serca, bo przecież wiadomo, że w takich dźwiękach ma to znaczenie, a tutaj tytułowy regres ma więcej do powiedzenia aniżeli pomysł na stworzenie czegoś ponadczasowego. ?Regression To Nothingness? to album łączący melodyjne rzeczy z wszechobecnym smutkiem i jakby więcej tu pałera, bo i sytuacja studyjna była najwidoczniej lepsza dla zespołu, ale jednocześnie więcej tu uporu, by zabrzmieć jak stary INBORN SUFFERING niż chęci wyjścia poza szablon odświeżania tego co było. Każdy z kawałków ma w sobie trochę fajnych fragmentów, ale przy tym nie jest czymś, co dla nieco starszych fanów ?atmosferyków? stanie się klasykiem tego typu grania. Nie dość, że znowu jest przywołany duch wczesnych dokonań ANATHEMY i tego typu zespołów, to znowuż niespodzianek jest tu niewiele. Debiutowi można wiele wybaczyć, ale czemu Francuzi nie dokonali tu żadnej istotnej wolty, to tego nie bardzo rozumiem?... Ponownie czerpią z motywów wyszarpanych klasykom doom/death, z MY DYING BRIDE na czele, a jedynym novum jest nawiązanie do tych, co garściami do nich nawiązują w ostatnich latach i mogę tu przywołać chwilami na przykład BLACK SUN AEON czy INSOMNIUM. Niby jest zawodowo, ale przerwy w działalności takich bandów, jak INBORN SUFFERING nie służą jakości i raczej okazują się mirażem i chęcią posłużenia się nie tak znowu typowym tylko dla nich soundem. Ktokolwiek siedzi w takiej muzie, ten domyśli się, że chodzi tu o znane rzeczy pod nową przykrywką, chociaż trzeba przyznać, że pięciu Francuzów starało się przynajmniej o zachowanie pewnych proporcji i odrestaurowanie samych siebie i nie tak znowu duże oddalenie się od wcześniej popełnionych rzeczy. Jak tak sobie czytam to, co napisałem przed chwilą, to mam wrażenie, że oddają one lekką miałkość tej płyty i jej takie rozmemłanie. Jestem nieco rozczarowany tym albumem.

ocena:  5/ 10

www.inborn-suffering.com


www.myspace.com/inbornsuffering


solitude-prod.com


autor: Diovis



<<<---powrót