| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

INDESPAIR

"Time To Wake Up"

własna produkcja zespołu (CD 2012) 

Dawno temu doszedłem już do tego wniosku, lecz na łamach powyższych podkreślę to raz jeszcze: przyszłość muzyki metalowej, choć odnoszę wrażenie, że nie tylko takiej, maluje się w raczej mało wyraźnych barwach. Zdaje się, że wiem już czemu wszyscy wzdychają tak rzewnie do znamiennych lat 90. Pomijając kwestię zwykłego sentymentu należy bowiem stwierdzić, że były to czasy, w których - ujmując temat z grubsza - wykrystalizowały się ostatnie podgatunki ołowianego nitowania, a granice między nimi nakreślone były grubymi liniami. Teraz mamy erę retro zespołów, prześcigających się w tym 'kto wierniej' odda klimat tego czy tamtego podgatunku z okresu najbujniejszego jego rozkwitu, ale ich powstawanie jest tak naprawdę prostą reakcją właśnie na proces zanikania granic międzygatunkowych. INDESPAIR to zespół z Wrocławia, którego styl został w Wielkiej Internetowej Kronice Muzyki Obrazoburczej (www.metal-archives.com/bands/InDespair/111074) zdefiniowany jako thrash/heavy metal. Gdy człowiek coś takiego widzi od razu ciśnie się na usta, że wczesny OVERKILL, że TESTAMENT z takiego "The Ritual", albo też NEVERMORE i coś w tym naprawdę jest, bo skojarzenia z tymi nazwami przychodzą mi do głowy bardzo często, gdy "Time to Wake Up" tańczy czaczę z laserowym czytnikiem. Debiutancki album naszych rodaków byłbym jednak gotów polecić nie tylko fanom powyższych nazw. Jakże silnie czuć tu pierwiastek nowomodnego, melodyjnego metal core'u w wydaniu np. AS I LAY DYING czy THE SIXPOUNDER, co nie tak znów do końca okazjonalne, screamowe wokale tylko podkreślają. Jakże wyraźnie czuć tutaj klimat późnego SENTENCED (rzućcie uchem na kapitalny "To the Weak Ones"), DARKNESS BY OATH czy takiego HYPOCRISY z "Catch 22", a gdyby panowie dorzucili do puli co nieco elektroniki, to i nazwa FEAR FACTORY nie byłaby w tym miejscu najmniejszym nadużyciem. Doprawdy nie wiem w jaki sposób, tak do końca, rozłożone są w INDESPAIR obowiązki za mikrofonem, ale jeśli Piotr Krawczyk dzierży je samodzielnie, to trzeba przyznać, że facet wszechstronny jest, bo oprócz śpiewania 'pod Dane'a', potrafi, jak już wspomniałem, troszkę 'pokrzyczeć' czy też wyciągnąć niczym stary, dobry weteran heavy metalowej tradycji. Wiosłują Daniel Bartosik i Sergiusz Ciskowski, robiąc to z niemałą wprawą i smykałką do postprodukcyjnego dłubania, dobrze równoważąc to co kładą na rytmiczną i solową szalę, bo tak naprawdę to pierwsza ze wspomnianych nie jest wcale mniej wymagająca od tej drugiej. Bas kładzie Wojciech Fojcik, a pod resztą sekcji podpisuje się Radosław Ofierski i przyznać muszę, że powyższą maszynerię napędzają naprawdę sprawnie. Bardzo podoba mi się "Blessed Are the Fallen" mieniący się tysiącem solówek, brzmiący nad wyraz przestrzennie, rasowo, melodyjnie i niezwykle słuchalnie, że takiego rodzynka z grona trzymających równy i naprawdę wysoki poziom utworów sobie wyłonię. Początkowo miałem ochotę pokręcić nieco nosem nad pewnymi rzekomymi niedoskonałościami tego albumu, lecz zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę całe to niemiłe wrażenie wiązało się w tym przypadku ze swoistym sceptycyzmem, którego się ostatnio nabawiłem. Wszyscy równają swoje strzały od linijek, dłubią przy produkcji jakby byli Loomisami i Rasmussenami w jednym, nanoszą na to masę przeróżnych efektów, pod którym to płaszczem jakże często kryje się zwykła kompozycyjna miernota. Nie w tym wypadku. INDESPAIR wydali własnym sumptem album, który może zdobyć niemałe uznanie jeśli tylko dostanie swoje własne, maleńkie 'pięć minut'.

ocena:  7,5/ 10

indespair.pl/


www.myspace.com/ndspr


www.youtube.com/user/InDespairPL


autor: Kępol



<<<---powrót