| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WHILE HEAVEN WEPT

"Fear of Infinity"

Nuclear Blast Records (CD 2011) 

Słuchając tej pozycji doszedłem do wniosku, że spora część tak zwanego życia, chcąc nie chcąc, mnie omija. Nazwę zespołu co najmniej kilkakrotnie wzrokiem zeskanowałem, lecz za każdym razem jakoś inne rzeczy miałem 'na tapecie' i do muzycznego zbliżenia, niestety nie doszło. I pomyśleć, że tyle razy otarłem się o rozkosz obcowania z taką muzyką... Płyta zaczyna się akcentem dość ekstremalnym, jak na uprawianą przez WHILE HEAVEN WEPT stylistykę, bo podobny gitarowo-perkusyjny taran wyważył już wrota do mrocznego serca niejednego fana mocniejszego thrashu czy nawet death metalu. Mimo to, od samego początku "Hour of Reprisal", zespół nie kryje tego, że jego muzyka to przede wszystkim epicki, liryczny doom metal, a wszelkie "obce" naleciałości to do owej strawy tylko pikantny dodatek. Amerykańska formacja zaczynała niemal równo z bogami drugiej fali gatunku i na najnowszej ich płycie słychać, że nie urwali się z choinki. Obowiązkowe wpływy MY DYING BRIDE, jakie natychmiastowo pozwalają się zwęszyć w utworze "Saturn And Sacrifice", to nie jedyny wzorzec, jakim autorzy "Fear of Infinity" posłużyli się do jego stworzenia. Równie dobrze słychać w tej muzyce doom w formie wcześniejszej, na jakiej goście z CANDLEMASS czy SOLITUDE AETURNUS zjedli własne zęby, co uderza w bębenki w pełnym epickiego, niemal powermetalowego patosu "Destroyer of Solace". Nie są to losowo wybrane nazwy, albowiem Robert Lowe to pierwsze nazwisko, jakie odnośnie wokalu przyszło mi na myśl. Utwory otula momentami atmosfera wikingmetalowych killerów BATHORY, którą promieniuje "Obsessions Now Effigies" i jeśli uświadomimy sobie, że mimo 'mało wesołego' charakteru, to przede wszystkim szalenie przebojowe granie, pozostanie nam już tylko wspomnieć o takich grupach jak przykładowo: ATLANTEAN KODEX czy WOODS OF YPRES, z którymi twórczość WHILE HEAVEN WEPT wykazuje masę wspólnych cech. Jak niewiele czasem trzeba by stworzyć niepowtarzalny styl. Amerykanie nie wynaleźli tu przecież żarówki, a pierwsze spotkanie z podpisaną przez nich płytą odbywa się w duchu odkrywania nowych, dźwiękowych terytoriów. Na okładce albumu 'przerysowano' symboliczny, uczuciowy akt w okowach bezmiaru absolutu, co WHILE HEAVEN WEPT z zadziwiającą umiejętnością zilustrowali wpierw na płycie. Niebywała w tym zasługa sakralnego nastroju, który w mniejszym lub większym stopniu nadchodzi wraz z każdym z osobna utworem. No weźmy dla przykładu "Unplenitude", że już nie wspomnę nawet o kolejnym - "To Grieve Forever" czy zamykającym "Finality". Muzyka często balansuje na granicy kiczu i jasne, że gdyby sekstet poszedł o krok za daleko, zrobiłoby się wręcz popelinowo. Zamiast tego jest chwytliwie, lecz w sposób głęboko przemyślany i z całą pewnością udany. 'Gdy niebo zapłakało', ja siedziałem i słuchałem.

ocena:  8,5/ 10

www.facebook.com/whileheavenwept


www.whileheavenwept.com/


www.myspace.com/whileheavenwept


www.nuclearblast.de


autor: Kępol



<<<---powrót