| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SIN OF GOD

"Limbus"

PRC Music & DarkZone Productions (CD 2012) 

Dopiero co - bo jakieś dwa, może trzy dni temu - pisząc recenzję debiutanckiego albumu niemieckiego ISLAY, zwróciłem uwagę na współcześnie wszechobecny wpływ dorobku BEHEMOTH na tak zwaną metalową scenę ekstremalną. Było to więc niedawno, a tu proszę - ta da! Debiut węgierskiego SIN OF GOD jak na zawołanie potwierdza powyższą tezę w namacalny wręcz sposób. Już samo intro brzdąkające bliskowschodnim 'pudłem' na nieco ilustracyjnym tle pachnie na odległość klimatem niekoniecznie tożsamej z naszą kultury podpowiadając, że panowie z zespołu mogą raczyć się w swych wolnych chwilach twórczością Adama 'Nergala' Darskiego, trochę rzadziej NILE czy nawet THERION z pierwszej połowy lat 90., kiedy to Johnsson jeszcze nie odstawił death metalu, a już zaczął eksperymenty z muzyką świata (mniej więcej połowa "Labyrinth"). Pierwszy, tytułowy utwór przygrzewa już bez pardonu topornie nabijającą perkusją i gitarowym riffem posyłającym słuchacza w rejony egipskie, do czasów sprzed narodzin chrystusa. Co dostajemy dalej? Ano kawałek solidnego, nasączonego wspomnianym klimatem czy dysonansami spod znaku choćby CALM HATCHERY bądź MASACHIST, technicznego death metalu, w którym gromkim echem przemawiają też głosy takich nazw jak VADER, australijskiego OUROBOROS, DECAPITATED lub SPHERE, rzadziej DEIVOS czy choćby CRYPTOPSY. Jest to więc technical death metal siekący milionem precyzyjnie ociosanych, gitarowych uderzeń, morderczych perkusyjnych salw, leadowych zapętleńców, zmian tempa i innych znamion stylu, lecz w wydaniu jakby nieco umiarkowanym. Świetnie pokazuje to bardzo dobry "Bloodlust", w którym SIN OF GOD wali po bębenkach słuchowych w wielowątkowy, że tak powiem, sposób, a wszelkie techniczne smaczki nie generują wcale wrażenia przekombinowania. Przepięknie słychać to również w "Yearn of Lesions", zwłaszcza wtedy gdy paluchy gitarzystów (Szabolc Monar i growlujący jeszcze oprócz tego Pall Laszlo) wykonują na gryfach cyber dokładne figury taneczne, piszcząc, mieląc tremolami czy muskając finezyjnie struny kiedy tego trzeba. Można przyczepić się do zbyt maszynowo 'chodzącej' perkusji (Botyanszki Balazs), która nie zawsze perfekcyjnie zespala się z robotą odwalaną na instrumentach strunowych, ale bacząc na niebylejaki poziom samych utworów, można to chyba 'Grzesznemu Bogu' wybaczyć? "Limbus" to naprawdę niezły przykład na to, że czerpiąc ze ściśle określonego dorobku można niejednokrotnie wytworzyć coś wartościowego, co zamiast odcinać się od macierzystej maniery, wykorzystuje ją do celów indywidualnych. Zdecydowanie godzien polecenia kawałek równiutko poszatkowanego, choć z drugiej strony mocno klimatycznego death metalu, będącego w stanie skutecznie ukoić mdłości, które zaczynam już powoli odczuwać przekonując się ile zespołów sięga po opisaną wyżej stylistykę, co powinno przemówić samo za siebie.

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/sinofgodhu


www.myspace.com/xsinofgodx


www.youtube.com/user/SinOfGodHU


www.prcmusic.com


autor: Kępol



<<<---powrót