| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

RAVENTALE

"Transcedence"

BadMoodMan Music & DarkZone Productions (CD 2012) 

Odpowiedzialność za ukraiński projekt RAVENTALE spoczywa na barkach Astarotha Merca, choć według mnie nie można pominąć w tych zasługach Valda, który podczas uwieczniania powyższego materiału stanął za mikrofonem, oraz Antona Belova - autora tzw. wokali wspierających, jakie na plastikowe kółko trafiły. Zamysł całości, aranżacja oraz wykonanie partii instrumentalnych, a znając życie również i skreślenie tekstów utworów, to wszakże działki 'gospodarza domu'. Można więc określić RAVENTALE projektem typu 'zrób to sam', co zważywszy na fakt, że wykonuje on klimatyczny black metal od razu nasuwa przypuszczenie, lub też obawę, że będzie to w muzyce widać, słychać i czuć. I powiem szczerze, że poniekąd tak jest. Gdy krążek wiruje w odtwarzaczu widzę oczyma wyobraźni faceta, siedzącego w pokoju z gitarą i programem do miksowania na laptopowym ekranie. Sęk jednak w tym, że w przypadku "Transcendence" niekoniecznie jest to wadą. Album wypełnia po brzegi brzmienie blackowej, nieoszlifowanej gitary, skręcającej niekiedy w obszary depressive rockowe, gothic czy nawet doom metalowe, umieszczonej też czasami na stonowanym, klawiszowym tle. Produkcja tej płyty nie pachnie może najwyższej klasy robotą uznanych w branży inżynierów dźwięku, lecz w swojej własnej kategorii, a może nawet i nie tylko, "Transcendence" może pochwalić się brzmieniem nietuzinkowym. Gitary trą o bębenki słuchowe niczym papier ścierny o jedwab, a mimo to, zamiast 'syndromu bzyczenia' mamy prawdziwą potęgę podziemnego blacku! Repertuar płyty zamyka się w czterech dłuższych utworach, w których nie brakuje rozwiniętych, gitarowo-klawiszowych, epickich wątków, znanych z płyt DIMMU BORGIR, ale również i ANTROPOPHOBIA melodyjnych solówek czy drobniutkich, ale porażających mocą, aranżacyjnych akcencików. Każdy z tych elementów pojawia się w kończącym album utworze tytułowym, w którym na klawiszowy podkład nanoszone są partie najpierw gitary, później perkusji czy też wokalu w pełnym filmowego rozmachu wstępie. Świetny 'tematycznie' finał, do którego zmierza ten numer to absolutnie nie jedyny chwalebny fragment materiału. Wiele w tym temacie powie Wam główny motyw z "Room Winter", pokazujący, że dobry black metal to nie sztuczna krew na koncertach czy czarno-białe okładki. "Without Movement" znajduje wypadkową między opisanym wyżej stylem grania a tzw. space black metalem, który w okolicach świetnego przecież "Passage" zaczął grać SAMAEL i pod który podpinał się również i BEHEMOTH na newralgicznej dla swego stylu "Satanice" czy "Thelemie.6". Najtrafniejszymi stylistycznie porównaniami będą w tym przypadku jednak te z FORGOTTEN TOMB, SO MUCH FOR NOTHING, BENIGHTED IN SODOM czy poniekąd WOODS OF YPRES. Myślę, że jeśli ktoś nie na żarty zasmakował w wydawnictwach tychże aktów i chce więcej, nie rozczaruje się sięgając po "Transcendence". Tych, którzy wiedzą w czym rzecz, w temacie różnic między wydawnictwem a folderem z plikami ucieszy też wydrukowana na tradycyjnym papierze, miła nie tylko dla palców, ale i dla oka, okładka.

ocena:  8/ 10

/bandcamp.com/signup?new_domain=raventaleofficial


www.facebook.com/pages/Raventale/116322181797644


www.myspace.com/raventale


solitude-prod.com


autor: Kępol



<<<---powrót